Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Farmona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Farmona. Pokaż wszystkie posty

14 grudnia 2016

247. Farmona, Punktowy koncentrat antybakteryjny z kwasami AHA

Pojawiające się co jakiś czas na twarzy wypryski są moją prawdziwą zmorą. Ciężko jest mi się powstrzymać, żeby nic przy nich nie kombinować. A to może skończyć się tylko w jeden sposób - wielką, czerwoną plamą na pół twarzy a następnie nieładnym przebarwieniem. Punktowy preparat na wypryski wrzuciłam do koszyka podczas zakupów internetowych na stronie Farmony z ciekawości. Z jednej strony niska cena nie bardzo przekonywała mnie co do jego skuteczności, z drugiej składniki aktywne brzmiały całkiem fajnie. Czy preparat zadziałał? Zapraszam na recenzję.


Reguluje wydzielanie sebum i hamuje rozwój mikroorganizmów odpowiedzialnych za pojawianie się niedoskonałości. Zapobiega dalszemu rozwojowi wykwitów skórnych i znacznie przyspiesza gojenie istniejących już zmian, minimalizując ryzyko powstawania przebarwień i blizn.

Składniki aktywne: Kwasy AHA, ekstrakt z gruszki, cynk PCA, srebro koloidalne, woda oczarowa, pantenol. 

 SKŁAD
AQUA, ALCOHOL DENAT, POLYACRYLATE-13, POLYISOBUTENE, POLYSORBATE 20, ALUMINUM STARCH OCTENYLSUCCINATE, LACTIC ACID, GLYCOLIC ACID, CITRIC ACID, MALIC ACID, SALICYLIC ACID, KAOLIN, HAMAMELIS VIRGINIANA (WITCH HAZEL) WATER, PANTHENOL, PROPYLENE GLYCOL, PYRUS DIAZOLIDINYL UREA, IODOPROPYNYL BUTYLCARBAMATE, SODIUM HYDROXIDE, PARFUM (FRAGRANCE), HEXYL CINNAMAL. 


Preparat aplikuje się poprzez naciśnięcie pompki. Chodzi ona gładko i nie zacina się, można więc odmierzyć naprawdę malutką dawkę. A wiadomo że w przypadku tego typu kosmetyku nie potrzebujemy go na raz dużo. Ma on konsystencję zwyczajnego kremu, jest w kolorze białym i pachnie jak lekarstwo. Po nałożeniu na twarz zamienia się w taką przezroczystą skorupkę. Brzegi są jednak bielsze i przez to widoczne, więc preparat stosuję jedynie, kiedy jestem w domu i kiedy nikt mnie nie odwiedza. 
Koncentrat antybakteryjny działa bardzo powoli. Niestety nie ma tak, że nałoży się go wieczorem na pojawiającą się zmianę a rano nie ma po niej śladu. Kuracja trwa zazwyczaj kilka dni. Preparat bardziej hamuje niż cofa zmiany. Jeśli tylko jestem cierpliwa po około trzech dniach wyprysk zaczyna zanikać, robi się coraz mniejszy i nie boli przy każdorazowym dotknięciu. Na skórze nie pozostaje po nim żaden ślad, co dla mnie jest bardzo ważne, bo u mnie bardzo łatwo o przebarwienia. 

Kosmetyk ten oceniam jako średni. Działa dobrze, ale nie cudownie. Do tej pory do takich zadań używałam maści cynkowej lub pasty, które prawie w ogóle nie działały. W porównaniu więc z tamtymi specyfikami ten koncentrat radzi sobie bardzo dobrze.
 

24 czerwca 2016

207. Farmona, Drenujący peeling antycellulitowy

Nie wiem jak wy, ale ja ciągle daję się nabrać niektórym reklamom i zapewnieniom producentów kosmetyków. Drenujący peeling antycellulitowy po samej tylko nazwie i opisie wydał mi się skuteczniejszy niż inne. I nawet jeśli nie spodziewałam się, że cellulit faktycznie usunie, to jednak wymagałam od niego dużo. Zawiodłam się? A może jednak nie? Zapraszam na recenzję.


Drenujący peeling antycellulitowy do mycia ciała

Doskonały preparat przeznaczony do mycia i pielęgnacji każdego rodzaju skóry. Szczególnie polecany do masażu ciała w miejscach narażonych na nadmierne gromadzenie się tkanki tłuszczowej oraz powstawanie cellulitu. 

Drobinki peelingujące zanurzone w kremowym żelu oraz unikalny zestaw składników aktywnych: Mikrodrobinki peelingujące, Gotu Cola, SeaSlim Complex, D-panthenol. 
- błyskawicznie oprawiają kondycję i wygląd skóry
- delikatnie złuszczają obumarłe komórki naskórka i przyspieszają jego odnowę
- poprawiają mikrokrążenie i dotlenienie skóry
- pomagają zredukować nawet uporczywy cellulit i nadmiar tkanki tłuszczowej

Regularne stosowanie peelingu zapewnia skuteczne ujędrnienie oraz widoczne wygładzenie powierzchni skóry. Dodatkowo głęboko nawilża, energizuje i odświeża, przywracając skórze jedwabistą gładkość i delikatność. Wzmacnia działanie wyszczuplające i antycellulitowe pozostałych preparatów zawartych w serii. 



SKŁAD

AQUA, SODIUM LAURETH SULFATE, ACRYLATES COPOLYMER, GLYCERIN, SODIUM COCOAMPHOACETATE, POLYURETHANE, PEG-7 GLYCERYL COCOATE, PROPYLENE GLYCOL, CENTELLA ASIATICA (GOTU COLA) EXTRACT,  ALGAE EXTRACT, PLANKTON EXTRACT, CRITHMUM MARITIMUM EXTRACT, PANTHENOL, STYRENE/ACRYLATES COPOLYMER, DIAZOLIKINYL UREA, IODOPROPYNYL BUTYLCARBAMATE, SODIUM HYDROXIDE, DISODIUM EDTA, PARFUM, LIMONENE.


Peeling zapakowany jest w plastikowo tubę, co akurat w tym przypadku jest bardzo niewygodne. Ze względu na dość gęstą konsystencję o wiele lepiej sprawdziłoby się tu opakowanie z odkręcanym wieczkiem. Tę tubę można sobie gnieść i gnieść, a i tak nieznośnie wolno peeling wylewa się na dłoń. 


Peeling jest w jasnoróżowym kolorze. Ma bardzo zbitą konsystencję, ale po rozprowadzeniu po skórze mocno się pieni. Zapach ma lekko słodki, nie nachalny. Po myciu nic nie czuć go na skórze.

Kosmetyk do kupienia w sklepie producenta oraz w drogeriach internetowych. Jego cena za 200 ml wynosi ok. 10 zł.


Peeling okazał się najmocniejszym jaki do tej pory miałam. Potrafi dosłownie zedrzeć skórę. Trzeba naprawdę bardzo delikatnie się z nim obchodzić, bo bardzo łatwo jest zrobić nim sobie krzywdę. Ja używam go tylko na nogi, gdzie potrzebuję mocnego zdzierania, by zapobiec wrastaniu się włoskom. Na rękach spróbowałam go raz i nigdy więcej, zdecydowanie za duży kaliber. Dobry byłby z niego scrub do stóp.

Cellulitu nie zlikwidował, ale odkąd zaczęłam go używać, zdecydowanie zmniejszyła się ilość wrastających włosków na łydkach. Pojemność 200 ml, używana tylko na nogi, starcza na kilka miesięcy. Przy następnych zakupach zrobię sobie zapas, bo tam mocnego zdzieraka jeszcze nie spotkałam. Na dodatek kosztuje naprawdę niewiele.


27 marca 2016

171. Farmona: Herbal Care, Odżywka ekspresowa skrzyp polny

Mgiełki do włosów czy odżywki w spray'u, jak kto woli - to dla mnie nowość. Do tej pory używałam tylko takich produktów, które później spłukiwałam. Mam włosy cienki, które łatwo przeciążyć. Dlatego też unikam wszelkich ser i ciężkich odżywek, moje włosy wyglądają po nich po prostu źle. 

Jakiś czas temu postanowiłam w ogóle ograniczyć im odżywki, albo stosować je przed myciem. Pojawił się jednak problem, jak je później rozczesać. Moje włosy sięgają sporo za łopatki, więc plątać się uwielbiają. Ekspresowa odżywka w sprayu miała głównie ułatwić ich rozczesanie. Czy robi coś ponad to? Zapraszam na recenzję.


Naszą ekspresową odżywkę ze skrzypem polnym opracowaliśmy dla wszystkich , którzy mają bardzo zniszczone i słabe włosy. Skomponowaliśmy ją z cenionych od wieków naturalnych składników roślinnych, które skutecznie naprawiają uszkodzenia i wzmacniają włosy, poprawiając ich kondycję i wygląd. Włosy z dnia na dzień są mocniejsze, grubsze, pełne witalności i gładsze. W opracowanie receptury, opartej na bogatej tradycji zielarskiej, włożyliśmy całe nasze doświadczenie, dlatego jesteśmy spokojni o efekty.

Składniki, czyli dlaczego odżywka działa:
- ekstrakt ze skrzypu polnego - bogate źródło krzemu, doskonale odżywia, nawilża i wyraźnie wzmacnia włosy
- białka pszeniczne - regenerują strukturę włosów, przywracają zdrowy wygląd
- Vital Soft Formula - nadaje miękkość, sprężystość i blask
- Inutec - nawilża włosy i ułatwia rozczesywanie

Efekty, czyli spodziewaj się najlepszego:
- zdrowe, gęste i mocne włosy
- odporne na uszkodzenia, łamanie i rozdwajanie się końcówek
- pełne witalności, lśniące i gładkie
- łatwa stylizacja


SKŁAD 
AQUA, SILICONE QUATERNIUM-22 (silikon), POLYGLYCERYL-3 CAPRATE (emulgator), DIPROPYLENE GLYCOL (humektant), COCAMIDOPROPYL BETAINE (detergent), CETRIMONIUM CHLORIDE (detergent), PHENOXYETHANOL (konserwant), ETHYLHEXYLGLYCERIN (humektant, naturalny konserwant), PROPYLENE GLYCOL (humektant), EQUISETUM ARVENSE (HORSETAIL) HERB EXTRACT (skrzyp polny), BETULA ALBA (BIRCH) LEAF EXTRACT (brzoza), QUERCUS ROBUR (OAK) BARK EXTRACT (kora dębu), HYDROLYZED KERATIN (substancja konsystencjotwórcza), PANTHENOL (humektant), INULIN (składnik nawilżający pozyskiwany z korzenia cykorii lub buraka; nawilża i łagodzi podrażnienia, zwiększa objętość włosów, poprawia ich puszystość, dodaje blasku), POLYSORBATE 20 (emulgator otrzymywany z oleju kokosowego), DISODIUM EDTA (substancja konsystencjotwórcza i konserwująca), PARFUM.

  Ów skrzyp polny, który ma tyle zdziałać, znajduje się dopiero w połowie składu. W jego towarzystwie znajdziemy brzozę oraz dąb, więc trochę natury rzeczywiście jest. Reszta składu nie jest zła. Na samym początku silikon. Jako posiadaczka włosów cienkim i z reguły przyklapniętych, powinnam unikać silikonów. Ale tego nie robię. Lepiej sprawdzić samemu na włosach czy akurat ten silikon, w takiej ilości i w takim towarzystwie innych składników, nie okaże się bardzo fajnym składnikiem. 


Brązowa, przezroczysta buteleczka mieści w sobie 200 ml odżywki. To naprawdę dużo. Używam jej  prawie codziennie od prawie miesiąca, a zużyłam dopiero 1/5. Swoją odżywkę kupiłam na stronie Farmony (tutaj), teraz jej cena wynosi 7,50. 
Butelka posiada korek zabezpieczający. Ze sklepu przyszła dodatkowo opakowana folią, żeby nic się w podróży nie uszkodziło.


Odżywki używam każdego ranka, kiedy przychodzi mi rozczesać włosy. Na noc splatam je w warkocz, ale poziom zaplątania rano i tak jest spory, nawet jak na szczotkę TT. Po potraktowaniu włosów odżywką o wiele łatwiej doprowadzić je do ładu. Najpierw przeczesuję je palcami, i już wtedy czuję, że bez odżywki byłoby zupełnie inaczej. 

Odżywka ma mocny, ziołowy zapach, który dość długo utrzymuje się na włosach. Mnie on nie przeszkadza, bo kojarzy mi się ze świeżością, ale jeśli ktoś go nie polubi, to się z nim będzie po prostu męczył.

Odżywka w żaden sposób nie obciążyła moich włosów, co jest prawdziwym cudem, bo o to u mnie bardzo łatwo. Raz, taki typ włosa. Dwa, taki typ ręki. Nie raz nie dwa po tej odżywce wierzchnie partie włosów były po prostu mokre. A i tak po wyschnięciu nie było żadnego przyklapu, strąków czy takiego tłustego błyszczenia. Nie używam jej na włosach tuż przy skalpie, ale dosyć obficie spryskuję końcówki, i tam też jest idealnie. 

Czy odżywka uzdrowiła moje włosy? Z pewnością nie. To fakt, tuż po jej zastosowaniu błyszczą się odrobinę bardziej niż przed, nie są jednak bardziej miękkie. Dlatego też nie uważam, żeby odżywka nadawała się dla włosów bardzo suchych. Chyba że jako kolejny, dodatkowy etap pielęgnacji.
 
Jeśli do lata uporam się z tą buteleczką, zapewne kupię kolejną, bo to będzie fajny kosmetyk do chociaż minimalnej ochrony włosów przed słońcem i wyższymi temperaturami. U mnie takie zapezpieczacze się nie sprawdzają, bo zawsze leję tego za dużo, a tu taka niespodzianka - mogę sobie nie żałować, a włosy dalej wyglądają na świeże. 


23 lutego 2016

159. Seboravit, odżywka do włosów tłustych

Moje włosy zawsze szybko się przetłuszczały. Nakładanie odżywek często kończyło się przyklapem, a myć nadal muszę je codziennie. Przyzwyczaiłam się do tego, ale nie znaczy to, że nie próbuję od czasu do czasu kosmetyków do włosów przetłuszczających się. Szampony niezwykle rzadko dają jakiś efekt. Jakiś czas temu znalazłam w sklepie internetowym odżywkę Seboravit do włosów tłustych.


Odżywka okazała się właściwie wcierką. Jej aplikacja nie należy do najłatwiejszych (przynajmniej dla mnie). Większość dostaje się na włosy, nie na skórę, i to tylko punktowo. A i tak całość śmierdzi strasznie. Kojarzycie szampony z czarną rzepą? Kiedyś u mnie w łazience zawsze stała butelka takiego szamponu, więc jego okropny zapach jest mi dobrze znany. Ta odżywka pachnie identycznie. Na szczęście na drugi dzień rano nic już nie czuć.


Zalecenia:
- włosy tłuste i przetłuszczające się
- tłusta skóra głowy
- łupież i świąd skóry spowodowany łojotokiem

Sposób użycia: niewielką ilość odżywki wmasować w wilgotną lub suchą skórę głowy. Nie spłukiwać. Stosować co drugi dzień. Przed użyciem wstrząsnąć. 

SKŁAD
AQUA, ALCOHOL DENAT, RAPHANUS SATIVUS ROOT EXTRACT, PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, PANTHENOL, ARCTIUM LAPPA ROOT EXTRACT, ACORUS CALAMUS ROOT EXTRACT, CITRIC ACID, PARFUM, HEXYL CINNAMAL, BUTHYLPHENYL METHYLPROPIONAL, CITRONELLOL.   


Odżywka znajduje się w ciężkiej, szklanej  butelce zakręcanej korkiem. Pojemność odżywki to 100 ml, a jej koszt to 7,50 na stronie Farmony (lub ezebra). Wydajność jest bardzo dobra, ponieważ na skórę aplikujemy bardzo niewielką ilość. Inaczej wszystko nam spłynie. Stosuję ją od dwóch miesięcy mniej lub bardziej regularnie, zawsze jednak co najmniej dwa/trzy razy w tygodniu, a zużyłam troszkę ponad połowę.


Do stosowania tej odżywki podeszłam z zapałem i przez pierwsze trzy tygodnie używałam jej dokładnie co dwa dni. Podczas aplikacji zachowywała się jak woda, skóra głowy ani mnie nie piekła, ani nie swędziała. Nie było też niestety żadnych efektów w kwestii przetłuszczania się włosów. Pozostało ono takie same i ta odżywka nic nie zmieniła. Jeśli zdarzyło mi się mieć jakąś rankę lub strupka, strasznie wtedy wyszczypał zawarty w składzie alkohol. Nie przesuszył on jednak skóry głowy na tyle, żebym nabawiła się łupieżu. Koniec końców odżywko-wcierka okazała się zupełnie obojętna dla mojej skóry głowy. A szkoda, bo czytałam, że u niektórych dziewczyn się sprawdziła. Resztę zużyję, pamiętając o systematyczności. Być może jest to tego rodzaju kosmetyk, który działa dopiero po kilkumiesięcznej kuracji. 


Przypominam o trwającym na blogu konkursie
http://kraniec-teczy.blogspot.com/2016/01/154-zimowy-konkurs-na-krancu-teczy.html


 

13 maja 2015

100. Farmona, Herbal Care - krem nawilżająco-wygładzający

Do tej pory na blogu pojawiła się recenzja dopiero jednego kremu do twarzy. Fakt, akurat te produkty zużywam bardzo powoli, i nie spotkałam się jeszcze z takim, który byłby naprawdę wyjątkowy, więc w sumie może dlatego zawsze zapominam coś o nich napisać. Ten jednak krem na długo zapadnie mi w pamięć. Jak myślicie, czym się tak wyróżnił? Zapraszam na recenzję.


Co mówi producent?
Krem zawiera łagodne dla skóry, naturalne składniki aktywne, które zapewniają doskonałą pielęgnację oraz poprawiają jej kondycję. Specjalnie opracowana, bogata receptura długotrwale i głęboko nawilża, likwidując uczucie suchości i ściągnięcia skóry oraz idealnie ją wygładza. Dodatkowo delikatna konsystencja i przyjemny zapach zwiększają komfort stosowania,

Ekstrakt z aloesu przywraca właściwy poziom nawilżenia, zapobiegając odwodnieniu i przesuszeniu naskórka, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia oraz przyspiesza regenerację skóry.

 Lilia wodna nawilża i koi skórę oraz przywraca jej naturalny koloryt. 

Kalogen poprawia jędrność i sprężystość skóry przywracając jej piękny, młody wygląd.

Kwas hialuronowy zapewnia silne i długotrwałe nawilżenie oraz zmniejsza widoczność zmarszczek.

Masło Shea - naturalny filtr UV - chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych oraz doskonale wygładza skórę.

Receptura kremu została wzbogacona w inutec - naturalny probiotyk, który zwiększa skuteczność pozostałych składników oraz korzystnie wpływa na stan skóry, chroniąc ją przed przesuszeniem i powstawaniem podrażnień. 

SPEKTAKULARNE EFEKTY
doskonale nawilżona i zregenerowana skóra
ujędrniona i wygładzona
pozbawiona uczucia suchości i ściągnięcia
bardziej odporna na szkodliwe działanie czynników zewnętrznych


Co widać gołym okiem?

Krem prezentuje się bardzo elegancko. Znajduje się w szklanym słoiczku zabezpieczonym sreberkiem i zapakowanym w kartonik, na którym znaleźć można wszystkie informacje o produkcie. 



Krem jest koloru białego. Konsystencja jest naprawdę lekka, a więc tak jak utrzymuje producent. Kremik pachnie delikatnie i przyjemnie, coś jakby zielona herbata, ale taka bardzo słaba. Wchłania się szybko i nie pozostawia tłustej warstwy. Nie nadaje się jednak pod makijaż. Przynajmniej mój podkład dziwnie z nim współpracował.


Pojemność
50 ml

Cena
ok. 10 zł,

Dostępność
Hebe


Moja opinia

Jakiś czas temu zaczęłam używać serum z kwasami z Bielendy, i szukałam kremu, który zapewni mi dostateczne nawilżenie. W ofercie promocyjnej Hebe wpadł mi w oczy ten. Na wizaz.pl przeczytałam mnóstwo pochlebnych opinii, postanowiłam więc dać mu szansę.
Byłam naprawdę zachwycona jak szybko i dokładnie się wchłania. Skóra po nim była mięciutka, gładka, nie czułam żadnego ściągnięcia. Dwa razy nie użyłam go po aplikacji serum, i moja skóra od razu zrobiła się sucha. Jedno posmarowanie kremikiem i znowu była w dobrym stanie. Tak więc obiecane nawilżenie rzeczywiście krem nam zapewnia. U mnie poradził sobie podczas stosowania kwasów, kiedy skóra naprawdę schodziła ze mnie jak z węża, więc dla mniej wymagającej skóry będzie idealny.

No, to jak już mamy miłą część ochów i achów za sobą, pora przejść do omówienia minusów. A właściwie jednego, za to ogromnego, który u mnie krem skreśla na całej linii. Jak już pisałam, kremu używałam na równi z kwasami. Było to moje pierwsze spotkanie z nimi, i po przeczytaniu kilkunastu opinii nastawiłam się na to, że najpierw cera musi mi się oczyścić. Czyli że najpierw zsypie mnie pryszczami, a dopiero później zacznie się wszystko ładnie goić. No i faktycznie tak było. Z tym jednak, że kiedy jedne się zagoiły, na ich miejsce pojawiały się dwa następny. Dokładnie jak głowy hydry lernejskiej. Obwiniałam o to serum, więc odstawiłam go na dwa tygodnie. Nie pomogło. Dopiero wtedy do głowy przyszło mi, że to może być krem. Mimo że lekki, mimo że nie tłuścił, zapchał mnie tak potwornie, że nieprędko pozbędę się przebarwień, które mi po nim zostały. 
Do serum z kwasami wróciłam, które solo, bez tego kremu, działa tak jak działać powinno. Kremikowi mówię baj baj, resztę zużyję do rąk, bo zapach ma naprawdę przyjemny, a zostało mi go jeszcze całkiem sporo. 

Podsumowując, kremu nie polecam. Aczkolwiek przy skórze mniej skłonnej do zapychania takie efekty mogą nie wystąpić. Krem ma jeszcze kilka innych wersji, ale ja obawiam się wypróbować pozostałe.


5 lipca 2014

019. Cukrowy peeling do ciała Tutti Frutti od Farmony

Czyżby słońce w końcu postanowiło uhonorować wakacje? Wczorajszy dzień był bardzo ciepły, wręcz upalny. Mam nadzieję, że przed nami jeszcze wiele takich dni. Przysiadłam dzisiaj do komputera i stworzyłam nowy szablon. Taka kolorystyka o wiele lepsza od czerni, prawda?

Tematem dzisiejszego posta będzie Cukrowy Peeling do Ciała Tutti Frutti. Żadne tam odkrycie, produkt dostępny jest chyba we wszystkich drogeriach, na pewno więc każda z Was już go gdzieś widziała.


Informacja od producenta: Cukrowy peeling doskonale myje, regeneruje i pielęgnuje ciało. Dzięki zawartości masła Karite i witaminy E głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia skórę, sprawiając że staje się zachwycająco miękka i delikatna. Naturalne kryształki cukru, zanurzone w odżywczym olejku, usuwają martwy naskórek i delikatnie wygładzają ciało. Zawarty w peelingu ekstrakt z owoców noni, zwiększając wydzielanie endorfin, wprowadza w doskonały nastój, stymuluje pozytywną energię i radość, a optymistyczny zapach pełni tropikalnego lata pobudza i orzeźwia. Skóra pozostaje odżywiona i natłuszczona, dzięki czemu nie jest konieczne używanie balsamu. 

Skład:


Do zobaczenia i powąchania: Peeling ma bardzo przyjemne dla oka, pomarańczowo czarne opakowanie. Na nalepce widać owoce, których zapachu możemy się spodziewać po otwarciu (w moim przypadku jest to brzoskwinia i mango). Wieczko bardzo łatwo się odkręca, nawet kiedy woda z prysznica zalewa oczy. Pod nim znajduje się sreberko zabezpieczające produkt. 


Pierwszym, co uderza nas po otwarciu, jest oszałamiający zapach. Dla mnie naprawdę pachnie on jak endorfiny szczęścia. Jest słodki, ale zarazem orzeźwiający, po prostu owocowy. Peeling ma lekko pomarańczowy kolor (w opakowaniu wydaje się ciemniejszy, na zdjęciu nie widać go prawie wcale, ponieważ powoli mi się on kończy). Jest dosyć gęsty i łatwo go upuścić podczas wydobywania z pojemniczka, więc lepiej nie brać go od razu zbyt dużo. Ilość zawartych w nim kryształków cukru jest naprawdę duża i jest to wyczuwalne podczas jego stosowania. Niestety, cukier bardzo szybko się rozpuszcza w kontakcie z wodą. Na szczęście oprócz kryształków cukru peeling zawiera jeszcze czerwone drobinki, które są o wiele delikatniejsze od cukru i nie rozpuszczają się. 


Działanie - moja opinia: Peeling naprawdę mocno złuszcza stary naskórek. Trzeba jednak się spieszyć, ponieważ cukier bardzo szybko się rozpuszcza, i już po chwili zostaje nam zaledwie kilka tych dodatkowych czerwonych drobinek. Zdecydowanie posiada właściwości myjące, roztarty na skórze delikatnie się pieni. Już podczas spłukiwania go widać, że skóra jest natłuszczona. Peeling naprawdę działa jak balsam! Skóra po nim jest gładka i miękka. Nie lepi się jak po użyciu balsamu, czuć jednak, że jest nawilżona. Dodatkowo, piękny zapach utrzymuje się na skórze. W moim przypadku potrafił przebić się przez zapach balsamu, który i tak nakładałam dodatkowo. Aż do rana czułam na swojej skórze brzoskwinię i mango. Zakup z pewnością udany. Peeling spełnia swoje podstawowe zadanie, a także dwa dodatkowe (myje i nawilża). Jedynymi jego wadami jest skłonność do spadania z dłoni podczas nanoszenia, lub z ciała podczas mycia, oraz oczywiście ekspresowe tempo rozpuszczania się kryształków cukru (dlatego warto poczekać chwilę, aż skóra lekko przeschnie lub osuszyć ją ręcznikiem). Zdecydowanie jeszcze do niego wrócę.


Pojemność: 300 g.
Cena: 10-15 zł.
Dostępność: wszystkie drogerie oraz część supermarketów