Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Serum do twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Serum do twarzy. Pokaż wszystkie posty

15 lutego 2021

428. Revox niacynamid - tani kosmetyk ograniczający wydzielanie sebum

 

revox niacynamid

Posiadaczki cery mieszanej muszą się sporo naszukać, zanim dobiorą pasujące do siebie krem na dzień, podkład i puder. A wszystko po to, żeby makijaż wyglądał dobrze dłużej niż dwie godziny. Dokładanie kolejnych warstw pudru czy stosowanie bibułek matujących nie zawsze pomaga, a często efekty jest jest jeszcze gorszy niż bez nich - podkład się warzy, ściera, zbyt duża ilość pudru robi nam na twarzy ciastko. O ile wygodniej jest mieć pod kontrolą wydzielanie sebum i nie martwić się o świecenie zaraz po wyjściu z domu.

Ja przetestowałam już wiele kremów matujących, pudrów sypkich i w kamieniu, oraz podkładów - nigdy rozświetlających, bo tych bałam się jeszcze bardziej. Moja mieszana cera miewała różne momenty, i bywało, że żaden krem ani żaden puder się nie sprawdzał. Wielkim błędem też było traktowanie mojej skóry zbyt mocnym wysuszaniem i zaniedbywanie nawilżania. Dopiero dzięki blogom i innym dziewczynom zrozumiałam, że oczyszczanie i nawilżanie to podstawa, dla każdego rodzaju cery.

revon niacynamid

 Podczas zakupów w Hebe wpadły mi w oko nowości (wtedy) firmy Revox. Do wyboru miałam zapakowane w wykonane z ciemnego szkła buteleczki z pipetką m.in. kwas hialuronowy, salicylowy, niacynoamidowy czy witaminę C. Dziś bez promocji kosztując one od 24,99 zł do 29,99 zł. Ja 10% kwas niacynoamidowy kupiłam na promocji w porażającej cenie 11zł.

 

SKŁAD

Aqua, Niacinamide, Propylene Glycol, Zinc Citrate, Phenoxyethanol, Xanthan Gum, PPG-1-PEG-9 Lauryl Glycol Ether, Disodium EDTA. 

 

Serum kupiłam głównie z myślą o nawilżeniu skóry, jednak dobroczynne działanie tego kwasu jest dużo większe. Niacynamid łagodzi podrażnienia i jako pochodna witaminy B3, wspomaga jej regenerację. A ponieważ każdy wyprysk to mała rana na skórze, jest pomocny i dla skóry mieszanej, ze skłonnością do wyprysków, jak i dla skóry suchej, produkującej mniejszą ilość sebum i potrzebującej zwiększonej ochrony przed czynnikami zewnętrznymi. Kolejnym pożądanym działaniem niacynamidu jest redukcja przebarwień i regulacja wydzielania sebum. 


Stężenia 10% nie poleca się osobom, które nigdy nie używały tego kwasu. 10% to sporo jak na jakikolwiek kwas i powinno się zaczynać od mniejszego stężenia, obserwować swoją skórę, i stopniowo zwiększać stężenie - jeśli jest to potrzebne. Ja używałam już wcześniej serum, w którym znajdował się niacynamid, nie bałam się więc podrażnienia stężeniem 10% - choć ono oczywiście jest zawsze możliwe, i dlatego tak ważne jest obserwowanie reakcji skóry na dany produkt i reagowanie, kiedy zauważymy niepożądane skutki.


revox niacynamid


A jak u mnie zadział niacynamid od Revox? Przede wszystkim, okazał się bardzo łagodny. Nakładałam kilka kropel na skórę codziennie, po toniku i przed kremem. Kwas jest lekko lepki, i nawet po kilkunastu minutach od wklepania w twarz pozostawia lekko lepką warstwę. Jeśli próbowałam nałożyć  na niego za szybko krem, ten się mazał i nie chciał wchłonąć, warto więc dać niacynamidowi trochę czasu. Czy codziennie stosowanie stężenia 10% podrażniło moją skórę? Absolutnie nie. Ani przez chwilę nie czułam żadnego dyskomfortu. Skóra nie była zaczerwieniona, bardziej wrażliwa, nie zaczęła się oczyszczać, co skutkowałoby nagłym wysypem. Niacynamid nie zrobił mi żadnej krzywdy.

 Zrobił za ogromną dobrą robotę w kwestii nawilżenia i regulacji wydzielania sebum. Po wprowadzeniu do pielęgnacji niacynamidu pierwsze co zauważyłam, to mniejsze przetłuszczanie się skóry - zarówno pod makijażem jak i wtedy, kiedy tego makijażu nie miałam. Ja, która zawsze w ciągu 8 godzin pracy musiałam matowić czoło - ono pierwsze się świeciło, mogłam przestać martwić się o to, czy mam w torebce puder. Od wyjścia z domu do powrotu, w standardowy dzień pracy, mija u mnie 9 godzin. W ciągu dnia skóra zaczyna się przetłuszczać i świecić, to oczywiste, ale jest to tak lekki błysk, że absolutnie mi nie przeszkadza i na pierwszy rzut oka nawet nie jest tak widoczny. Po 9 godzinach po makijażu widać, że został zrobiony kilka godzin temu, ale nie mam twarzy, jakbym stała za blisko rożna z piekącym się kurczakiem - a z mniej zastygającymi podkładami i takie historie się zdarzały. Teraz pudru używam oszczędnie, tyle tylko żeby utrwalić makijaż. Już nie muszę tworzyć z niego bariery dla sebum, bo to robi za mnie niacynamid.

Co z nawilżeniem? Oczywiście, ono też jest zauważalne. Aczkolwiek bywają okresy (mamy okres grzewczy, co też ma w tym swój udział), że moja skóra wydaje się odwodniona i przesuszona, i widoczne są na niej suche skórki. Peeling i trochę czasu zawsze w takich momentach pomagają. Niacynamid więc nawilża, ale nie jest idealnym źródłem nawilżenia, dzięki któremu zapomnieć można o suchych skórkach. Jest dobrą podstawą pod krem nawilżający, ale absolutnie go nie zastąpi.  

revox niacynamid

Wydajność kwasu jest bardzo dobra. Używam go od mniej więcej pół roku i jeszcze na minimum miesiąc powinno go wystarczyć - a używam go codziennie. Podsumowując, bardzo polecam kwas niacynoamidowy firmy Revox. U mnie sprawdził się świetnie jeśli chodzi o regulację wydzielania sebum. Okazał się też bardzo łagodny i niepodrażniający. Warto kupić go w promocji, choć nawet bez niej cena 25zł nie jest wygórowana. Ja z pewnością kupię kolejne opakowanie, żeby dalej utrzymać efekt, który dzięki niemu osiągnęłam. Dla mnie to najlepszy matujący kosmetyk, jaki używałam.

  

10 lutego 2018

413. Clinique - krem, serum, maseczka + balsam do ust



W okresie przedświątecznym marka Clinique miała w swojej ofercie zestaw produktów do twarzy, w skład którego wchodził krem do twarzy, maseczka na noc, serum i balsam do ust. Cenowo zestaw wychodził bardzo fajnie, ponieważ za sam krem, który się w nim znajdował, zapłacić trzeba 119 zł, a tymczasem koszt zestawu to 125 zł. Niestety, zestaw nie jest już dostępny, jednak produkty, które wchodziły w jego skład, jak najbardziej. Tak więc zapraszam was na małe posumowanie co się sprawdziło, a co nie.


Krem Moisture surge intense skin fortifying hydrator ma konsystencję lekkiego kremu-żelu, i już samo to sprawia, że uwielbiam go używać. Ładnie się wchłania i nawilża w stopniu zadowalającym. Nie zapycha skóry, nie obciąża jej. Nie natłuszcza, czego bardzo nie lubię, a tylko reguluje ilość wody w skórze. Stosuję go na noc i nie co dzień. Czasami zamiast niego nakładam maseczkę na noc, albo tylko tonik i pozwalam skórze odpocząć. A mimo to nawilżenie utrzymuje się na tym samym poziomie. Sporą rolę odgrywa też esencja z kwasem, o której ostatnio pisałam. W duecie z kremem zapewniają mi nawilżoną skórę, z której pozbyłam się suchych skórek. U mnie takim najgorszym miejscem jest nos - niby to tam zaskórniki pojawiają się najszybciej, ale suche skórki również. I naprawdę ciężko jest mi to miejsce dobrze nawilżyć a jednocześnie nie zapchać porów. Krem Clinique jest lekki, więc niczego nie zapycha, a jednak wykonuje kawał bardzo dobrej roboty.

Słoiczek, w którym znajduje się krem, jest wykonany z twardego plastiku imitującego mrożone szkło, a jego zawartość dodatkowo zabezpieczona jest plastikową nakładką. Zapach kremu nie należy do najładniejszych, i to jedyny minut tego kosmetyku. Krótko mówiąc, zapach jest okropny. Mocny, lekko kwaśny, kojarzy mi się z jakimiś chemikaliami. Na szczęście szybko się ulatnia i nie przeszkadza.  Wydajność kremu na duży plus, w ciągu dwóch miesięcy zdążyłam zużyć ok. 1/5 opakowania.


Moisture surge hydrating supercharged concentrate ma żelową postać, która w kontakcie ze skórą zamienia się w wodę. Błyskawicznie się wchłania, od razu można nałożyć krem. W zestawie znalazła się miniaturka 15 ml (pełnowymiarowe opakowanie 48 ml kosztuje 119 zł.), i jeszcze nie udało mi się jej zużyć. Na początku sięgałam po serum regularnie, ale ponieważ nie widziałam, żeby dawało silniejsze nawilżenie niż sam krem, zaczęłam o nim zapominać. Można go stosować zamiast kremu, ale jako dodatek w zasadzie nie robi różnicy. W przeciwieństwie do kremu jest bezzapachowe.


Moisture surge overnight mask to zdecydowana perełka, która znalazła się w ulubieńcach roku. Rewelacyjnie nawilżająca maseczka na noc. Wygląda jak krem, zachowuje się jak krem, ale efekt po niej jest o niebo lepszy. Po umyciu twarzy następnego dnia rano skóra jest tak mięciutka, jakbym dopiero co posmarowała ją kremem. Miękka, gładka, delikatnie napięta. Efekt ten stopniowo zanika, ale przez pierwsze dwa dni jest bardzo dobrze zauważalny. Maseczka nie zapycha i nie podrażnia, nawet jeśli nałożę ją blisko oczu. Ona również jest bez zapachu. Za pełnowymiarowe opakowanie 100 ml zapłacić trzeba 129 zł. Zdecydowanie warto. Zwłaszcza, że maseczkę używa się rzadziej niż krem, wystarczy więc na bardzo długo, a zużyć ją należy w ciągu 24 miesięcy od otwarcia.  


Ostatni w zestawie był Chubby stick moisturizing lip colour balm w kolorze 06 woppin' watermelon. Ten pielęgnacyjny sztyft zawiera masło shea i mango. Jest niesamowicie wygodny w użyciu, usta pomalować nim można nawet bez lusterka. Nie lepi się jak błyszczyk, ale delikatnie odżywia i chroni usta. Sztyft jest wysuwany, nie trzeba więc kłopotać się struganiem kredki. Dość szybko się zużywa, tym bardziej, że żebym poczuła, że usta faktycznie pokryte są konkretną nawilżającą warstwą, muszę kilkanaście razy przejechać pomadką po nich. Kredka jest bezzapachowa.


Do wyboru mamy 19 odcieni. Woppin' watermelon to delikatny róż, który na ustach jest bardzo delikatny i naturalny. Jeśli nałożymy go więcej, jest lepiej widoczny i bardziej się błyszczy, wtedy usta wyglądają, jakbyśmy nałożyły na nie błyszczyk. W wersji oszczędniejszej to naturalny błysk i lekki kolorek, który jednak zawsze nam się na kubku odbije. Pełnowymiarowa pomadka ma 3g i kosztuje 79 zł. Czy warto? Tak, jeśli ktoś lubi używać takich delikatnych kolorów i dla niego to jest standardowa kolorowa pomadka. Jeśli jednak ma to być przede wszystkim balsam nawilżający, są lepsze. Usta po nim są miękkie i nie przesuszają się, jednak na już lekko przesuszone nie zdziała nic. Stosowałam w czasie choroby i zdecydowanie balsam nie dał rady.  




Fajnie jest móc przetestować produkty w mniejszych wersjach i wyrobić sobie o nich zdanie, nie wydając przy tym za dużo pieniędzy. Na zdjęciu powyżej widać jeszcze miniaturkę żelu do mycia twarzy, którą dostałam do zakupów, i o której dopiero zdjęcie mi przypomniało. Zaniosłam do łazienki i zapomniałam, tak więc zdania na razie nie mam. Z czterech produktów wchodzących w skład zestawu największe wrażenie zrobiła na mnie maseczka na noc, i ją bardzo wam polecam. Bardzo przyjemny okazał się również krem, i gdyby tylko pachniał różami, albo czymkolwiek innym ale jednak ładnym, byłby ideałem. Serum nie zdziałało nic, zużyję więc do końca i zapomnę. Balsam w sztyfcie to fajny kosmetyk do torebki, który zadba o usta i nada im delikatnego kolorku, dla mnie jednak nie wart swojej ceny. Gdyby jednak wchodził w skład jakiegoś innego zestawu albo był na promocji, jak najbardziej godny uwagi.

Znacie któryś z powyższych kosmetyków? A może macie innego ulubieńca spośród oferty marki?



28 stycznia 2018

412. Cosrx, BHA Blackhead Power Liquid - idealny do oczyszczania porów

Rzadko kiedy recenzje jakiegoś kosmetyku potrafią mnie skusić tak bardzo, żebym od razu chciała pędzić do sklepu to kupić. Zazwyczaj jest to "o, fajne, muszę sobie to zapamiętać". Czasem też robię zdjęcie takiemu produktowi i gdzieś tam w telefonie mam, gdybym kiedyś potrzebowała czegoś z tej kategorii, a akurat nie miała żadnego pomysłu co kupić. W przypadku Blackhead Power Liquid potrzeba posiadania była tak duża, że od razu zrobiłam zamówienie. Poczytałam opinie i stwierdziłam, że esencja (tonik? płyn? ja sobie to nazywam esencją) sprawdzi się u mnie idealnie.


Esencja zawiera 4% BHA (salicylan betainowy), kwas łagodniejszy niż kwas salicylowy. Ma on zapewnić złuszczanie martwego naskórka, oczyścić z sebum i innych zanieczyszczeń zablokowane pory oraz zapobiegać ich ponownemu zanieczyszczeniu. Gdzieś w internecie wyczytałam, że potrafi dostać się wzdłuż włoska do jego cebulki i tam też dokonać oczyszczenia. 


SKŁAD
Salix Alba (Willow) Bark Water (50%), Butylene Glycol, Betaine Salicylate (4%), Niacinamide, 1,2-Hhxanediol, Arginine, Panthenol, Sodium Hyaluronate, Xanthan Gum, Ethyl Hexanediol. 

Krótki skład, bez zbędnych dodatków, nawet bez aromatu. Na pierwszym miejscu ekstrakt z kory wierzby białej, stosowany w kosmetykach przeznaczonych do skóry mieszanej i tłustej oraz trądzikowej. Kora wierzby ma właściwości przeciwzapalne i ściągające, koi i łagodzi zmiany skórne. Razem z BHA tworzą świetny duet oczyszczający skórę. 



Stosowanie esencji nie wiąże się z żadnym dyskomfortem. Wodnista konsystencja sprawia, że jest niesamowicie wydajny i na całą twarz wystarczy zaledwie odrobinka kosmetyku. Esencja nie znika bez śladu, pozostawia cieniutką lepką warstewkę. Na esencję nie nakładałam podkładu, więc nie wiem jak się zachowa, ale już krem działa normalnie - ładnie się rozprowadza i wchłania. Esencję stosuję średnio co trzy dni i po nałożeniu zawsze czekam min. 15 minut z nałożeniem kremu. Nie wywołuje ona podrażnień czy pieczenia. Leciutko może zaszczypać, jeśli mamy jakąś rankę, poczujemy to nawet jeśli mamy zadartą skórkę przy paznokciu i akurat tą dłonią będziemy aplikować esencję.

Efekt, który widać najszybciej, to świetne nawilżenie. Esencja działając wspólnie z kremem pięknie nawilża. Skóra jest mięciutka i wygładzona dzięki działaniu kwasów - BHA i hialuronowego - oraz pantenolu. Rozjaśnienie przebarwień jest bardzo delikatne. Pewnie lepiej by to wyglądało wiosną, kiedy twarz łapie już pierwszą opaleniznę. Teraz jednak jestem tak blada, że na mojej twarzy widać absolutnie wszystko jak na białej kartce papieru. 



Trochę dłużej poczekać trzeba na oczyszczenie porów, ale mówię wam, warto. Jeszcze nic, ani glinka, ani maska, ani żaden peeling nie oczyściły mi tak dobrze porów. Zniknęły brzydkie czarne kropeczki z czoła, brody i policzków, a także prawie wszystkie z nosa - ale nos to nos, rządzi się własnymi prawami. Czystsze pory, to mniej wyprysków. A także lepsze wchłanianie się kremów.i maseczek odżywczych. No bo którędy one mają wejść, kiedy pory są zablokowane? Pory oczyszczały się powoli, nie było to zniknięcie natychmiastowe. Ale w końcu, po mniej więcej 4 tygodniach używania esencji, ze zdziwieniem zauważyłam, jak wielka zmiana się dokonała, kiedy z bliska przyjrzałam się swojej skórze. 

Teraz używam esencji dla podtrzymania efektu, na bieżąco oczyszcza pory, wygładza i nawilża skórę. Zdecydowanie też zmniejsza ilość wyprysków, dla których w moim przypadku zima to ulubiona pora roku. Nie zauważyłam zmniejszenia ilości wydzielanego sebum, ale już mnie to nie martwi, skoro esencja wymiecie z porów jego nadmiar, z którym nie poradził sobie demakijaż. Bez efektu przesuszenia, bez zbędnego tarcia i maltretowania twarzy, bez dziesiątki nakładanych podejrzanych maseczek domowej roboty, moja skóra dostała maksymalne oczyszczenie. Delikatne, bezbolesne i trwałe, pod warunkiem, że po esencję sięgam regularnie.



Esencję kupić można w wielu sklepach internetowych, jej ceny zaczynają się od 84,00 zł. Ja kupowałam na Koreański Sekret, ponieważ tam oferowali darmową wysyłkę bez minimalnej kwoty zamówienia. Esencja szła do mnie bezpośrednio z Korei, dotarła szybko, bo chyba już po 10 dniach, bezpiecznie zapakowana i bez uszkodzeń.  Marka Cosrx bardzo u mnie zapunktowała i chętnie wypróbowałabym coś jeszcze z jej kosmetyków, jednak w tej chwili nie chcę wprowadzać do pielęgnacji nic nowego, ponieważ jest dobrze tak jak jest. 


Słyszeliście o tej marce? Macie ochotę ją wypróbować?





26 maja 2017

278. Lirene, C+Dpro Vitamin Energy - żel, serum i krem do twarzy






Od dwóch tygodni w mojej wieczornej pielęgnacji królują kosmetyki Lirene C+Dpro Vitamin Energy. Żel do mycia twarzy, serum oraz krem wchodziły w skład paczuszki, który otrzymałam do testów od portalu ofeminin.pl  Linia C+Dpro Vitamin Energy to linia kosmetyków mających dodać naszej skórze blasku i energii, obudzić ją po zimie. Sam wygląd i zapach kosmetyków pozytywnie nastrajają, zwłaszcza jeśli sięga się po nie w deszczowe poranki.


Pierwszy z trójeczki jest żel myjąco-energetyzujący. Ma on dokładnie oczyścić, zwęzić pory i zmniejszyć ich widoczność oraz zapewnić zdrowy wygląd cery. Za efekt promiennej cery odpowiada połączenie Duo C z wit. Dpro, natomiast kompleks oligosacharydowy wspomaga odblokowywanie i zwężanie porów oraz ujednolica koloryt skóry. W pomarańczowym żelu gołym okiem widoczne są żółte i pomarańczowe mikrokapsułki, w których zamknięta jest witamina E. Podczas mycia kapsułki rozpuszczają się i łączą z żelem. 

Żel przyjemnie się używa ze względu na jego pomarańczowy, słodki i orzeźwiający zapach. Potrafi obudzić nawet wcześnie rano. Żel dość słabo się pieni i podczas używania go mam wrażenie, że oblepia moją twarz klejącą warstwą. Trochę dłużej się też go spłukuje, ale po osuszeniu twarzy skóra jest czysta i nie ma na niej śladu kosmetyku. Po jego użyciu skóra jest dość mocno ściągnięta, od razu trzeba użyć toniku lub kremu. Nie zauważyłam jednak, żeby moja skóra była przesuszona na dłuższą metę, nie mam suchych skórek w ilościach większych niż zwykle. Przez dwa tygodnie zużyłam około 1/4 opakowania.


SKŁAD
 AQUA, SODIUM LAURETH SULFATE, GLYCERIN, COCAMIDOPROPYL BETAINE, ACRYLATES COPOLYMER, TRIETHANOLAMINE, HYDROXYACETOPHENONE, DISODIUM EDTA, CELLULOSE, MANITOL, LACTOSE, PEG-18 GLYCERYL OLEATE/COCOATE, HYDROXYPROPYL METHYLCELLULOSE, TOCOPHERYL ACETATE, ASCORBYL TETRAISOPALMITATE, POLYSORBATE 20, CICHORIUM INTYBUS (CHICOTYL) ROOT EXTRACT, LENS ESCULENTA (LENTIL) SEED EXTRACT, ETHYL ASCORBIC ACID, LECITHIN, LONICERA JAPONICA FLOWER EXTRACT, LONICERA CAPRIFOLIUM FLOWER EXTRACT, ETHYLHEXYLGLYCERIN, METHYLPARABEN, PHENOXYETHANOL, BENZYL ALCOHOL, DEHYDROACETIC ACID, BENZOIC ACID, PARFUM, LIMONENE, CI 77492, CI 12085, CI 19140, CI 16035.



Skoncentrowane serum przeznaczone jest do pielęgnacji skóry twarzy, szyi i delikatnych partii pod oczami. Połączenie dwóch form witaminy C rozświetla skórę i chroni DNA komórek skóry, niwelując negatywne skutki promieniowania UV, stymuluje syntezę kolagenu w głębokich warstwach skóry.  Witamina Dpro likwiduje skutki niedoboru witaminy D w skórze, wzmacnia barierę naskórkową i utrzymuje odpowiedni stopień nawilżenia, a witamina E skutecznie walczy z oznakami starzenia oraz działa stabilizująco na witaminę C. 

Serum znajduje się w szklanej buteleczce z pompką. W opakowaniu jest blado pomarańczowe, po wyciśnięciu bezbarwne. W kontakcie ze skórą nabiera konsystencji odrobinę gęstszej niż woda. Ładnie się rozprowadza i bardzo przyjemnie pachnie - jak cała seria, pomarańczą. Pomarańczowe minikapsułki z witaminą E rozpuszczają się i na skórze nie pozostawiają żadnych kolorowych smug.  Trudno ocenić działanie samego serum, ponieważ od początku stosuję go w duecie z kremem, i pewnie efekt końcowy to ich wspólna zasługa. O samym serum powiedzieć mogę tyle, że nawet po wchłonięciu skóra pozostaje odrobinę lepka, znika jednak uczucie ściągnięcia. Skóra jest uspokojona i czeka sobie na krem, u mnie nawet nieco ponad godzinę, a więc do momentu, kiedy już kładę się do łóżka. Serum przeznaczone jest do stosowania na noc. Dwa razy użyłam go rano pod krem, i na to nałożyłam makijaż - ładnie się trzymał i skóra nie przetłuściła się szybciej. Przez dwa tygodnie zużyłam ok. 1/3 opakowania.


SKŁAD
AQUA, PROPANEDIOL, ALCOHOL DENAT, TRIETHANOLAMINE, CARBOMER, PPG-26-BUTETH-26, PEG-40, HYDROGENATED CASTOR OIL, GLYCERIN, BUTETH-3, DISODIUM EDTA, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, CITRUS AURANTIUM DULCIS (ORANGE) FRUIT EXTRACT, ETHYLHEXYLGLYCERIN, SODIUM BENZOTRIAZOLYL BUTYLPHENOL SULFONATE, CICHORIUM INTYBUS (CHICORYL) ROOT EXTRACT, ASCORBYL TETRAISOPALMITATE, CELLULOSE, MANNITOL, LACTOSE, ETHYL ASCORBIC ACID, LECITHIN, TRIBUTYL CITRATE, SODIUM HYALURONATE, LONICERA JAPONICA FLOWER EXTRACT, LONICERA CAPRIFOLIUM FLOWER EXTRACT, HYDROXYPROPYL METHYLCELLULOSE, TOCOPHERYL ACETATE, POLYSORBATE 20, PHENOXYETHANOL, DEHYDROACETIC ACID, BENZYL ALCOHOL, BENZOIC ACID, PARFUM, LIMONENE, HEXYL CINNAMAL, HYDROXYISOHEXYL, 3-CYCLOHEXENE CARBOXALDEHYDE, LINALOOL, CITRONELLOL, GERANIOL, CI 77492, CI 19140, CI 12085, CI 16035. 


 I ostatni z pomarańczowej trójeczki, nawilżający krem-żel rozświetlający na dzień i na noc. Krem-żel to formuła, którą zdecydowanie lubię najbardziej. Moja cera szybko się przetłuszcza, a żel zdecydowanie szybciej i dokładniej się wchłania, od razu działając tam gdzie ma działać, pod a nie nad naskórkiem. Nawilża, ale nie zostawia tłustej powłoczki na skórze. Tak też zachowuje się i krem od Lirene. Dobrze się rozprowadza i ekspresowo wchłania. W przeciwieństwie do serum, nie pozostawia żadnego nieprzyjemnego tłuszczyku, bez obaw mogę nakładać na niego nawet najmniej skory do współpracy podkład. 

SKŁAD
AQUA, GLYCERIN, ALCOHOL DENAT, ISOPROPYL ISOSTEARATE, PEG-20 METHYL GLUCOSE SESQUISTEARATE, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, TRIETHANOLAMINE, PEG-70 MANGO GLYCERIDES, SODIUM POLYACRYLATE, DIMETHICONE, CITRUS AURANTIUM DULCIS (ORANGE) FRUIT EXTRACT, LACTOSE, CELLULOSE, ASCORBYL TETRAISOPALMITATE, ETHYLHEXYLGLYCERIN, CYCLOPENTASILOXANE, MANNITOL, TRIDECTH-6, DISODIUM EDTA, PEG/PPG-18/18 DIMETHICONE, CICHORIUM INTYBUS (CHICORY) ROOT EXTRACT, SODIUM HYALURONATE, HYDROXYPROPYL METHYLLELLULOSE, ETHYL ASCORBIC ACID, LECITHIN, POLYSORBATE 20, TOCOPHERYL ACETATE, LONICERA CAPRIFOLIUM FLOWER EXTRACT, LONICERA JAPONICA FLOWER EXTRACT, PHENOXYETHANOL, BENZYL ALCOHOL, DEHYDROACETIC ACID, BENZOIC ACID, PARFUM, LIMONENE, HEXYL CINNAMAL, CI 77492, CI 12085, CI 19140, CI 16035.



Witaminowy krem znajduje się w plastikowym słoiczku z błyszczącą srebrną nakrętką. Niby więc plastik, a wygląda elegancko. Pachnie identycznie jak reszta kosmetyków z linii. Jego działanie ma być w zasadzie identyczne jak w przypadku serum. Ma dać efekt rozświetlenia, ujędrnienia, nawilżenia oraz dodać energii naszej skórze. Czy tak jest? Zdecydowanie. Pomarańczowe trio bardzo mnie zaskoczyło, bo już po dwóch lub trzech dniach zauważyłam różnicę. Po zerknięciu rano w lustro stwierdziłam, że moja cera wygląda zdecydowanie lepiej, choć trudno było mi dokładnie powiedzieć, co takiego się zmieniło. Po dłuższym czasie efekt był jeszcze mocniejszy i teraz już wiem, że to po prostu poprawił się koloryt mojej skóry, wyrównał, ujednolicił, przebarwienia zrobiły się dużo mniej widoczne. Efekt był naprawdę wielkim wow, bo w tym czasie nie było u mnie w ogóle słońca, a skóra zachowała się tak, jakbym miała już za sobą pierwsze porządne opalanie. Zimą moja cera jest w złym stanie, zwłaszcza pod koniec zimy, ponieważ strasznie brakuje jej witaminy D. Jest nie tyle blada co wręcz szara, przetłuszcza się i pojawiają się wypryski oraz przebarwienia, które na tle tej bladej szarości są bardzo widoczne. Żałuję, że nie miałam trio Lirene wcześniej. Teraz do spółki ze słońcem odżywiają moją skórę i faszerują ją witaminkami, a po niej widać, że naprawdę dobrze jej to robi. Krem i serum bardzo poprawiły wygląd cery, troszkę gorzej poszło z nawilżeniem. W bardziej przesuszonych partiach skóry, zwłaszcza na nosie, muszę ratować się czymś mocniejszym.

Z całej trójki najmniej do gustu przypadł mi żel. Mimo że po zmyciu nic na skórze nie czuć, nie podoba mi się jego lekko glutowata konsystencja oraz to, że po umyciu nim twarz jest ściągnięta i muszę się natychmiast ratować kremem albo tonikiem. Żel więc skończę i nie wrócę do niego, krem i serum chcę jednak mieć na dłużej. Po raz pierwszy kosmetyki mające poprawić wygląd cery naprawdę coś w tym kierunku zdziałały. Efekt widoczny gołym okiem po kilku zaledwie użyciach? Wielkie wow. Tak więc krem i serum bardzo polecam, bo naprawdę się wyróżniają, żel wypadł zdecydowanie słabiej.
  
Za kosmetyki dziękuję portalowi ofeminin.pl Pozostałe opinie o trio poczytać możecie tutaj.
 


27 kwietnia 2017

269. L'Orient, Serum z wyciągiem z liści oliwnych

Na już potrzebuję słonecznego dnia, bo w moim folderze ze zdjęciami zrobiła się już pusto. Ostatnio wenę miałam tylko na fotografowanie książek, co można było zaobserwować na moim instagramie, a kosmetyki sobie leżą, kończą się, i na zdjęciach w końcu będą same pustaczki. 

Żyję już weekendem i mega długim wolnym, i mam zamiar nie smucić się nawet jeśli będzie deszcz i śnieg. Chociaż nie ukrywam, mam nadzieję na jakieś słonko. Brykiet już kupiony, stół i krzesła wyszykowane, tylko kiełbasa i można grillować. No bo jak to polska majówka bez grilla? Nie może być.



  
 
 Sprzątając folder ze zdjęciami natknęłam się na to serum, o którym dawno już miałam coś napisać. Używam go od trzech miesięcy i już wyrobiłam sobie o nim zdanie. Dobre? Mocno średnie. Oliwkowe serum L'Orient kupiłam w Mydlarnii Franciszka. Przez całe studia mijałam ich sklep w drodze na uczelnię i jakoś nigdy nie zawitałam do środka. Dopiero koleżanka, szukając jakiegoś naprawdę tłustego kremu, zwróciła uwagę na ich stoisko w galerii. Wyboru za wielkiego nie było, bo to tylko stoisko na pasażu, ale to serum od razu mi się spodobało. Była zima, a dla mnie to czas używania kosmetyków z kwasami, co niestety równa się suchym skórkom w każdej części twarzy. Wrażenie zrobiła na mnie lista składników aktywnych, aż pomyślałam sobie, że to na pewno musi zadziałać.


Skoncentrowany oliwkowy kompres dla twarzy, szyi i dekoltu niezwykle bogaty w "witaminy młodości" A, E i F, o silnym działaniu nawilżającym, przeciwstarzeniowym i regenerującym. Specjalnie przygotowana formuła opracowana na bazie naturalnych ekstraktów roślinnych aktywnie odbudowuje uszkodzony naskórek, wzmacnia jego system ochronny i stymuluje syntezę "enzymu młodości", zapewnia wygładzenie zmarszczek, ujędrnienie oraz ukojenie zmęczonej i narażonej na stres skóry. 


Główne składniki aktywne:
  • oliwa z oliwy
  • ekstrakt z liści oliwnych
  • skwalen
  • ekstrakt z figi
  • olej winogronowy
  • ekstrakt z drzewa Tara
  • D-panthenol
  • witaminy A, E i F
  • wosk pszczeli



SKŁAD
AQUA, OLEAEUROPEAOIL, CETEARYL OLIVATE, SORBITAN OLIVATE, HYDROGENATED OLIVE OIL, OLIVE OIL (OLEA EUROPEA), OLIVE OIL UNSAPONIFIABLES, SQUALEN, CETYL PALMITATE, FICUS CARICA FRUIT EXTRACT, GLYCERIN, HYDROLYZED CAESALPINIA SPINOSA GUM, CAESALPINIA SPINOSA GUM, GRAPE SEED OIL, CAPRYLIC/CAPRIC TRYGLYCERIDE, ISOPROPYL MIRYSTATE, GLYCINE SOJA (SOYBEAN OIL), CARTHAMUS TINCTORIUS (SUNFLOWER OIL), LINOLEIC ACID, TOCOPHEROL, RETINYL PALMITATE, D'PANTHENOL, PHENOXYETHANOL, POTASSIUMSORBATE, ETHYLHEXYLGLYCERIN, CETEARYL ALCOHOL, OLIVE LEAFT EXTRACT, CERA ALBA, PARFUM, LIMONENE.



Całkiem sporo oliwek w składzie, czyli powinno być dobrze. Niestety, efektu wow nie było. Moja skóra sucha nie jest, i w normalnych warunkach, kiedy nie jest bombardowana ze wszystkich stron kwasem migdałowym, nie potrzebuje mocnego nawilżenia. Połączenie serum i kremu na noc, dzień w dzień, więcej jej szkody przyniesie niż pożytku. Dlatego zdziwiłam się, kiedy po tym serum nie było mocnego nawilżenia, a zaledwie średnie. Jak przy najzwyklejszym kremie, takim niezbyt dobrze dobranym. Po nałożeniu i wchłonięciu serum skóra była miękka, i niestety trochę lepka. Zawsze dawałam jej trochę czasu, zanim nałożyłam jeszcze krem. Rano jednak było tak, jakbym nałożyła tylko krem. Używałam więc samego serum, żeby sprawdzić jakie jest tylko jego działanie, czy może nie zachowuje się on całkiem obojętnie w stosunku do mojej cery. I po trzech miesiącach stosowania stwierdzić mogę, że serum bardziej natłuszcza niż nawilża skórę. Przynosi jej ulgę, kiedy jest ściągnięta po myciu, i coś tam jednak lekko nawilża. Ale bardzo lekko. Posiadaczki skóry suchej zauważą tylko tłustą powłoczkę, do której w nocy wszystko się lepi, i dalej suchą skórą rano. 

Dodać jeszcze muszę, że bardzo denerwujące jest opakowanie kremu. Zwłaszcza na początku, ale teraz też często jej się to zdarza, pompka strzyka serum na wszystkie strony, i nigdy nie da się przewidzieć gdzie poleci tym razem, żeby podstawić dłoń. Serum pachnie identycznie jak krem oliwkowy z Ziaji i ma konsystencję białego kremu. Za 30 ml serum zapłacić trzeba 39 zł.


 Serum nie zrobiło na mnie ani dobrego, ani złego wrażenia. Fakt, sama nazwa serum sugeruje, że kosmetyk powinien działać silniej niż krem, a tak zdecydowanie nie było. Gdyby jednak nazwać go kremem, nie ma tragedii. Ani tragedii, ani cudów. Zwykły przeciętniaczek.

28 października 2015

132. Ava Laboratorium, Aktywator młodości witamina C z acerolą

Promocjom kosmetycznym ulegam rzadko. Jeśli wiem, że potrzebuję na przykład czegoś do mycia twarzy, i spośród branych przeze mnie pod uwagę produktów dwa z nich są w promocji, to prawie na pewno kupię któryś z nich. Jeśli jednak szukając jakiegoś żelu widzę w promocji balsam, bardzo rzadko ulegam pokusie i go kupuję.

Serum, o którym dzisiaj mowa, udało mi się kupić właśnie w promocyjnej cenie w Hebe. I o dziwo do zakupu namówiła mnie mama, ta, która w drogeriach zawsze powtarza "po co ci to? nie masz kosmetyków w domu?". Fakt, serum nie miałam, więc kupiłam.


Co mówi producent?


Co widać gołym okiem?


W kartonowym opakowaniu, opatrzonym wieloma informacjami, znajduje się szklana buteleczka z pipetką. Ta forma aplikacji jest bardzo wygodna, daw
kowana jest idealna ilość serum, nie rozlewa się ono ani nie wycieka. 

Samo serum jest przezroczyste i zupełnie bezzapachowe. Konsystencja tylko trochę gęstsza od wody. Dobrze rozprowadza się po twarzy i szybko wchłania. Zostawia delikatny film, ale z racji tego, że używałam go wieczorem, w niczym mi nie przeszkadzał.


Skład

AQUA, SODIUM ASCORBYL PHOSPHATE, GLYCERIN, MALPIGHIA GLABRA EXTRACT, PHENOXYETHANOL, ETHYLHEXYLGLYCERIN, SODIUM CARBOMER


Pojemność
30 ml

Cena
12-20 zł.

Dostępność
Swoje kupiłam w Hebe, nie widziałam w innych drogeriach, ale z pewnością dostępne jest  sklepach internetowych.


Moja opinia

Mimo że serum przeznaczone jest do cery dojrzałej z widocznymi zmarszczaki, ja liczyłam na spełnienie obietnic o rozjaśnieniu przebarwień. Serum stosowałam sumiennie i każdego wieczora dokładnie wklepywałam je w twarz i szyję (chociaż używając kremu szyję zazwyczaj omijam). 

Pierwszy efekt, jaki zauważyłam, to bardzo dobre nawilżenie. Odkąd oprócz kremu zaczęłam używać serum, stan nawilżenia mojej skóry bardzo się poprawił. Czułam po prostu, że jest bardziej miękka i delikatniejsza, a suche skórki pojawiały się o wiele rzadziej.

Zmarszczkę mam jedną, na czole, ale serum nic z nią nie zrobiło. Niestety, z przebarwieniami też sobie nie poradziło. Nie znikały szybciej niż zazwyczaj, a dobry peeling radził sobie z nimi lepiej niż serum. 

Serum mnie nie podrażniło. Stosowałam go z daleka od oczu, nie wiem więc jak zachowuje się w przypadkowym kontakcie z nimi. Zdarzało mi się jednak aplikować je na zaognione wypryski czy małe zadrapania (miałam w tym czasie małe kociaki i kilka razy naprawdę porządnie mnie podrapały po twarzy), i nie czułam wtedy żadnego szczypania.

Serum fajnie nawilżało, nie takie jednak było jego przeznaczenie. A szkoda. Na wizaż znaleźć można opinie, że efekty widoczne są dopiero przy drugiej buteleczce. Tak cierpliwa to ja nie jestem. Serum nie udało mi się zużyć do końca. Przy pozostałej 1/4 zauważyłam zmianę konsystencji - bardzo zgęstniało - i zaczęło nieprzyjemnie pachnieć - wcześniej było bezzapachowe. Prawdopodobnie zawarta w nim witamina C miała za dużo kontaktu ze światłem. 






26 czerwca 2015

107. Bielenda, aktywne serum korygujące

Dziś będzie o kosmetyku, po którym spodziewałam się naprawdę wieeele. Chyba aż za wiele. Zostałam skuszona pochlebnymi ocenami i ślepo zaufałam, pewna, że i u mnie to cudo zadziała. O czym mowa?


Serum prezentuje się bardzo ładnie. Szklana buteleczka z pipetką zapakowana jest w biało-zielony kartonik, a do środka zapakowana jest dodatkowo ulotka.


Serum jest bezbarwne, niestety nie bezzapachowe. Trudno mi określić, czym właściwie pachnie. To bardzo specyficzny zapach, który na początku strasznie mnie drażnił. Nie jest na szczęście wyczuwalny po nałożeniu kremu. Konsystencja troszkę lepka. Po posmarowaniu nim twarzy zostaje na niej lepka powłoczka, która wydaje się ją oblepiać. To trochę takie uczucie, jakby miało się na twarzy maseczkę, którą się potem zrywa a nie zmywa.


Jakie działanie obiecuje nam producent?




Jak serum spisało się u mnie? Na pierwsze efekty nie musiałam długo czekać. Już po kilku dniach zaczęło się intensywne oczyszczanie twarzy. Wielki bąble pojawiły się na całej twarzy. Co jedne zniknęły, pojawiały się nowe. Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że to po prostu zapchał mnie potwornie krem do twarzy, który zaczęłam używać jednocześnie z serum.

Na dwa tygodnie odstawiłam i krem i serum, a później wróciłam do tego drugiego. Wtedy też zaczęło się złuszczanie, i to bardzo porządne. Skóra dosłownie zeszła mi z całej twarzy, a twarz zrobiła się bardziej miękka i delikatna. Nie wiele jednak pomogło to na przerbarwienia, a przyznam, że to głównie o nie mi chodziło.
Po około 10 dniach złuszczanie się skończyło i nie było żadnych innych efektów. Serum wykończyłam w całości, ale moja twarz dużo dobrego z tego nie wyniosła. Pozbyłam się trochę starego naskórka, ale to wszystko. Wysuszyłam sobie za to bardzo dłoń, którą rozprowadzałam serum po twarzy. Podczas jej mycia starałam się, żeby woda nie rozmazywała serum po całej dłoni, a i tak miałam ją strasznie przesuszoną (tylko tę jedną!).

Tak więc do serum nie wrócę więcej, kremu raczej też nie będę próbowała. Nie polecam, bo nie mam za co.