Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetbox. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetbox. Pokaż wszystkie posty

20 marca 2016

169. Avon, Big & Daring Volume Mascara

W piątek takie ładne słoneczko świeciło, że postanowiłam fotki pocykać na zewnątrz. Korzystając z tego, że w ogródku miałam już rozłożoną suszarkę, wyniosłam brystol i przystąpiłam do dzieła. No i wtedy zaczęła się zabawa z wiatrem. Dosłownie wszystko latało dookoła. Połączenie czarnej szczoteczki i białego papieru uznałam za bardzo niefortunne, i niestety musiałam poprzestać na starych zdjęciach, które jakiś czas temu zrobiłam w domu. Taka ta marcowa pogoda.

 Tusz, o którym dziś mowa, to Big & Daring Volume Mascara od Avon. Macarę wygrałam w Kosmetboxie  na blogu Kosmetlandia.


SKŁAD

AQUA, PARAFFIN, CERA ALBA, ACRYLATES/ETHYLHEXYL ACRYLATE COPOLYMER, COPERNICIA CERIFERA (CARNUBA) WAX, STEARIC ACID, DIMETHICONE, CETYL ALCOHOL SUCROSE STEARATE, POLYSORBATE 20, PHENOXYETHANOL, METHYLPARABEN, ISODODECANE, ACRYLATES COPOLYMER, ETHYLPARABEN, SODIUM HYDROXIDE, POLYISOBUTENE, DISODIUM EDTA, SILICA, HYDROXYETHYLCELLULOSE, PVP, GALACTOARABINAN, CREATINE, HYDROLYZED COLLAGEN, NYLON-6, ETHYLENE/METHACRYLATE COPOLYMER, LAURETH-21, WHEAT AMINO ACIDS, HYDROLYZED WHEAT PROTEIN, SORBITAN STEARATE, PEG-40 STEARATE,ISOPROPYL TITANIUM TRIISOSTEARATE, HYDROLYZED WHEAT STARCH [+/- CI 77491, CI 77492, CI 77499, CI 77007, CI 77266]. <GL 1552>




W  czarno-różowym kartoniku znajduje się dosyć pękate, czarne opakowanie tuszu. Zakończone jest ono różowym elementem, który dodaje mu bardzo dużo uroku. Łapie światło i błyszczy jak mała lampka. Swoje kosmetyki kolorowe trzymam wymieszane i luzem wrzucone do pudełka. Ten różowy punkcik łatwo mi odnaleźć w całym tym bałaganie.


Szczoteczka jest naprawdę duża. Krótka, ale bardzo szeroka, i dosyć mocno zakrzywiona. Trochę czasu mi zajęło, zanim się do niej przyzwyczaiłam. Szczególnie malowanie rzęs w wewnętrznym kąciku oka sprawiało mi trudności. Teraz jednak, po ponad miesiącu użytkowania, operuję nią z łatwością. 

Szczoteczka posiada naprawdę dużo włosków. Dobrze pokrywają rzęsy tuszem, ale słabo je rozczesują. Im więc więcej tuszu nałożymy, tym większe prawdopodobieństwo, że rzęsy zbiją się w kępki.

Tusz wytrzymuje na rzęsach przez cały dzień. Moje oczy mają tendencję do łzawienia podczas nagłej zmiany temperatury, często też zdarza mi się zapomnieć i przetrzeć oczy. Tusz zachowuje się jakby był wodoodporny. Nie rozmazuje się ani nie osypuje. Mogę go nosić cały dzień i zupełnie nie myśleć o tym, czy nie trzeba czegoś poprawić.

Sporo trudności sprawia za to przy demakijażu. Trzeba poświęcić mu więcej czasu, żeby całkowicie usunąć.

Tusz nie ma zapachu, nie podrażnia oczu. Na początku lubił się odbijać na górnej powiece, ale kiedy tusz w opakowaniu trochę podsechł, nic takiego się już nie zdarza, nawet na mojej opadającej powiece. 

A teraz jak prezentuje się na rzęsach.
bez tuszu

jedna warstwa 

dwie warstwy

Tusz ma mocny, czarny kolor. Nakładanie dwóch warstw według mnie nie ma sensu. Tusz jest ciężki, i każdą kolejną warstwę na rzęsach mocno czuć, za to niezbyt widać. 


Jest to mój pierwszy tusz z Avonu, nie mam więc porównania z innymi marki. Bardzo jednak podoba mi się efekt, szczególnie to, że jest nie do zdarcia.

8 marca 2016

164. Sylveco, Arnikowe mleczko oczyszczające

Moje wieczorne oczyszczanie twarzy nigdy nie kończy się na płynie micelarnym. Koniecznie muszę jeszcze czymś "poprawić". Najczęściej stosuje żele, bo są wygodne w użyciu, i na rynku chyba tego typu produktów do mycia twarzy jest najwięcej.


Dzięki wygranej na blogu Kosmetlandia mogłam zapoznać się z czymś innym, mianowicie z mleczkiem oczyszczającym (nie mylić z mleczkiem do demakijażu).




Hypoalergiczne, delikatne mleczko oczyszczające, przeznaczone do każdego rodzaju cery, szczególnie wrażliwej, cienkiej i przesuszonej. Usuwa wszelkie zanieczyszczenia i makijaż (także wodoodporny). Zawiera wyciągi z kwiatów arniki górskiej i kory brzozy białej o działaniu antyoksydacyjnym, wzmacniającym i opóźniającym procesy starzenia. Połączenie składników nawilżających i regenerujących zapewnia skórze właściwą ochronę, dając jej uczucie świeżości i ukojenia. W składzie mleczka znajduje się także olej rycynowy o właściwościach wzmacniających brwi i rzęsy. Produkt bezzapachowy, o pH neutralnym dla skóry, nie zawiera detergentów. 


SKŁAD

AQUA, GLYCINE SOJA OIL, RICINUS COMMUNIS SEED OIL, GLYCERIN, SORBITAN STEARATE, SUCROSE COCOATE, PANTHENOL, ARNICA MONTANA FLOWER EXTRACT, TOCOPHERYL ACELATE, BETULIN, CETEARYL ALCOHOL, BENZYL ALCOHOL, DEHYDROACETIC ACID


W plastikowej buteleczce znajduje się 150 ml mleczka. Niby nie dużo, ale mleczko jest bardzo wydajne, więc na pewno wystarczy na długo. Mleczko jest koloru białego, konsystencja identyczna jak w przypadku mleczek do demakijażu.  Produkt miał być bezzapachowy. To prawda, aromatów żadnych w nim nie ma, ale nie da się całkiem wszystkich składników pozbawić zapachu. Mleczko to pachnie zupełnie nie jak kosmetyk, na szczęście również nie chemicznie. To bardzo naturalny zapach, przypomina mi papier albo drewno.


Po pierwszym użyciu mleczko nie bardzo mi się spodobało. Nie czułam, że moja twarz jest już czysta, wręcz przeciwnie. Mleczko rozprowadza się po twarzy trochę jak krem, zupełnie się nie pieni. Stąd też wrażenie, że nie myje. A jednak myje. Ze zmyciem makijażu sobie nie poradzi (chyba, że umyjemy nim twarz dwa razy). Dzięki zawartości olejków w składzie pozostawia skórę bardzo miękką i gładką. Nie ma żadnej lepkiej warstwy, twarzy po jego użyciu jest zmatowiona i po prostu odżywiona. Podczas wieczornej pielęgnacji stawiam na mocniejszy żel Norel z kwasem migdałowym, rano jednak stosuję to mleczko. Po nim nie muszę już przecierać twarzy tonikiem, ani nawet koniecznie nakładać krem. Nie czuję żadnego przesuszenia czy ściągnięcia.

Mleczko sprawdzi się u osób z delikatniejszą cerą. Z mocniejszymi zanieczyszczeniami niestety sobie nie poradzi.

 
 

22 stycznia 2016

153.Woda perfumowana Femme od Avon

Macie też tak, że konkretny zapach kojarzy Wam się z konkretnym miejscem, osobą, wydarzeniem? Że wystarczy go poczuć, by od razu cofnąć się w czasie i miejscu. I to nie raz, nie dwa, nie - za każdym razem, kiedy dany zapach czujecie. Ja mam tak z niektórymi zapachami i piosenkami, że choćbym ich kilka lat nie czuła czy nie słyszała, i tak przypomną mi o czymś, o czym myślałam, że już nie pamiętam. Dziś chciałabym napisać kilka słów o zapachu od Avon, który kojarzy mi się z ostatnimi wakacjami i wyjazdem w góry. A że był to wyjazd bardzo udany i już czekam na kolejny, perfum nasuwają mi bardzo pozytywne wspomnienia. 


Wodę perfumowaną Avon Femme wygrałam w konkursie organizowanym na blogu Kosmetlandia. Zapach ten był mi już wcześniej znany, ale że na blogu o nim nic nie wspominałam (a warto, bo jest naprawdę ciekawy i warty uwagi), teraz napiszę pełną recenzję.


Z danych czystko technicznych: woda znajduje się w szklanym flakoniku (choć równie dobrze może to być plastik, który doskonale imituje szkło) o pojemności 30 ml. Flakonik jest mały i wygodny, można zabrać go ze sobą  torebce. Nigdy mi nie upadła, ani jeden ani drugi, ciężko mi więc ocenić jak bardzo można mu zaufać w kwestii zabierania go ze sobą. 
Korek trzyma się bardzo mocno, nawet kiedy wody została mi już tylko odrobinka, korek dalej mocno trzymał. Flakonik ozdobiony jest naklejką z nazwą wody i brylantami - zdobienie skromne, ale bardzo ładne. Flakonik w ogóle bardzo ładnie prezentuje się na toaletce. 


Na opakowaniu nie ma żadnych informacji na temat nuty zapachowej, znaleźć jednak je można na stronie Avon.

kategoria: kwiatowo-owocowo-piżmowa
nuty zapachowe: świeża gruszka, magnolia i ciepłe drzewo bursztynowe
Kompozycja wody perfumowanej Avon Femme zachwyca mieszanką musującą świeżością gruszki połączoną z wytworną magnolią i ciepłym drewnem bursztynowym.
Kreator: Harry Fremont - wielokrotnie nagradzany twórca perfum, który tworzył nuty zapachowe dla wielu znanych i ekskluzywnych marek na rynku.
„Chciałem, aby AVON Femme był kojarzony z wyrafinowanym stylem nowoczesnych kobiet. Zainspirował mnie blask diamentów. Wybrałem cenne płatki jaśminu, by nadać całości świeżości i klarowność. AVON Femme otwiera się aksamitnym drewnem bursztynowym, które podkreśla kobiecą zmysłowość. Zapach został wzbogacony nutami grejpfruta, gujawy, czerwonego jabłka i magnolii, które ożywają zaraz po rozpyleniu go na skórze.”
Ten właśnie człowiek stoi także za stworzeniem fenomenalnej nuty zapachowej Avon Luck. Współtworzył on między innymi: Romance dla Ralpha Laurena, Calvin Klein CK One, a także Avon Pur Blanca i Sensuelle.

[źródło]


Femme nie należy do zapachów delikatnych. Zazwyczaj świeży jaśmin tutaj jest nutą dominującą i dającą zdecydowanie mocno po nosie. Gruszki nie wyczuwa, choć słodkości jest tu dużo. Połączone one są jednak z głębokim, trochę cierpkim zapachem drzewa bursztynowego (zgaduję, że to właśnie tę nutę wyczuwam, bo drzewa bursztynowego nigdy nie wąchałam). Całość daje kompozycję ciężką i elegancką. Kategoria kwiatowo-piżmowa pasuje tu jak najbardziej, ja jednak nie potrafię znaleźć nic z owoców. 
Zapach jest idealny na wieczorne wyjścia, nie oznacza to jednak, że nie można używać ich w ciągu dnia. Co kto lubi. Jeśli lubicie mocne zapachy, obok których nie da się przejść obojętnie, i dobrze się w nich czujecie, śmiało można używać ich na co dzień. 
Ja używałam ich rano, około południa ledwo je już było czuć. Trwałość wody perfumowanej nie jest niestety zbyt duża, nawet w przypadku mocnego zapachu. Femme jest zapachem bardzo ładnym, ale stosowany przez dłuższy czas może przytłaczać. Teraz sięgam po niego co kilka dni, żeby za każdym razem odkrywać go na nowo. 



 

Przez dość długi czas na blogu nie pojawiała się żadna recenzja. W planach miałam wymianę telefonu i chciałam, żeby ten nowy miał aparat mogący robić w miarę dobre zdjęcia. Wszystko się bardzo opóźniało a ja nie miałam nerwów patrzeć, jak mój stary aparat zupełnie sobie nie radzi. Dla niego, jeśli nie ma pięknego słonecznego światła, to tak jakby światła nie było w ogóle.
 Te zdjęcia zrobiłam po godzinie 22 i jestem mega zadowolona, co przy odrobinie wprawy będę mogła uzyskać. Zakup lustrzanki byłby w tym momencie tylko moją fanaberią, gadżetem który używałabym tylko od czasu do czasu, wolę więc te pieniądze przeznaczyć na coś innego, na przykład na wakacje.

 



13 stycznia 2016

151. Łopianowa maska do włosów Agafii

Po kilku sesjach z prostownicą, kiedy to starałam się wyczarować nią piękne, naturalne fale (z marnym skutkiem, jak na razie, ale jakieś efekty już się pojawiają), zauważyłam, że moje włosy są w kiepskiej formie. Zawsze były mięciutkie i błyszczące (czasami aż za bardzo), teraz za to stały się szorstkie i spuszone. Nie czekając więc, aż włosy będą w jeszcze gorszym stanie, sięgnęłam po maskę, którą jakiś czas temu wygrałam w rozdaniu na blogu Kosmetlandia.



W kwestii pielęgnacji włosów idę na łatwiznę: szampon, odżywka plus wcierka z czarnej rzepy. Maski bardzo sporadycznie, a oleje - raz na ruski rok. Dlatego też kiedy już sięgam po cięższy kaliber, zazwyczaj mam efekt wielkiego "wow". Czy tak samo było w przypadku maski łopianowej?


Co mówi producent?

Olej łopianowy to niezastąpiony środek w pielęgnacji włosów, posiada silne działanie regenerujące, sprzyja wzmocnieniu struktury włosów, zapobiegając ich łamliwości i przesuszeniu. Otręby owsiane odżywiają uszkodzone włosy przywracając im siłę i elastyczność.

Co widać gołym okiem?

Maska znajduje się w zakręcanym plastikowym pojemniczku. Osobiście bardzo lubię kosmetyki zapakowane w ten sposób - maski, kremy, masła do ciała. Mogę wtedy zużyć je do samego końca, bez konieczności przecinania tubek.

 Pod zakrętką znajduje się dodatkowe zabezpieczenie wielokrotnego użytku, którym ochroni maskę przed wylaniem się.

Maska ma bardzo rzadką konsystencję i łatwo może spłynąć z dłoni. Nie potrzeba jej dużo na pokrycie włosów. Jej kolor to rozbielony róż, a zapach bardzo kwiatowy, mój nos wyłapuje tam różę.


Skład

AQUA WITH INFUSIONS OF: AVENA SATIVA OAT (woda z naparu otrębów owsianych), BETULA ALBA JUICE (sok brzozowy), ENRICHED BY EXTRACTS: SALVIA OFFICINALIS (szałwia), RUBUS CHAMAEMORUS (malina moroszka), RHODIOLA ROSEA (różeniec górski), CETRIMONIUM CHLORIDE (konserwant), CETEARYL ALCOHOL (emulgator), CETEARETH-20 (emulgator), GUAR GUM (zagęstnik), COLD PRESSED OIL: ARCTIUM LAPPA SEED OIL(olej z łopianu większego), RIBES NIGRUM SEED OIL (olej z nasion czarnej porzeczki), LINUM USITASSIMUM SEED OIL (olej z nasion lnu), PYRIDOXINE (witamina B6), PANTHENOL (prekursor witaminy B5), NIACINAMIDE (amid kwasu nikotynowego - poprawia ukrwienie skóry głowy, wzmacnia cebulki włosów), CITRIC ACID (kwas cytrynowy), PARFUM, BENZOIC ACID (konserwant), SORBIC ACID (konserwant).


 

Pojemność
 300 ml

Cena
10-20 zł. 
Dostępność
sklepy internetowe, no. Triny.pl lub SkarbySyberii.pl

Moja opinia 

Moim włosom wiele nie potrzeba, by stały się miękkie i gładkie, ta maska jednak poradziłaby sobie nawet ze słabymi i zniszczonymi włosami. Wystarczy jej 10 min. by zdziałać prawdziwe cuda. Włosy po niej są miękkie i lśniące, i do tego pięknie pachną. Najbardziej jednak zadziwiła mnie, i oczywiście spodobała, niezwykła sypkość włosów. Wystarczył lekki ruch głową a włosy same po prostu przelewały się z jednej strony na drugą. Dawno już moje włosy nie zachowywały się w ten sposób. Maskę łopianową śmiało mogę nazwać ideałem, i nie znajduje w niej żadnych minusów.

7 grudnia 2015

144. Skin79 - Watermelon Girl


W ostatnim poście z nowościami chwaliłam się Wam moją ostatnią wygraną na blogu Kosmetlandia. Dziś mam dla Was recenzję pierwszego kosmetyku wchodzącego w skład Kosmetboxa.  Mowa o masce w płachcie. Jeśli o mnie chodzi, pierwszy raz miałam do czynienia z taką maseczką, trochę śmiechu więc miałam, przyklejając ją do twarzy.

Skin 79 - maseczka do twarzy Arbuzowa Dziewczyna


Co widać gołym okiem?

Maseczka zapakowana jest w saszetkę większą niż standardowe maseczki. Obrazek na niej jest naprawdę uroczy, a przedstawia nie mniej nie więcej dokładnie to, co najdziemy w środku. 

Co mówi producent?

Arbuzowa Dziewczyna - maska silnie nawilżająca o kojących właściwościach ekstraktu z arbuza. 

Likopen zawarty w wyciągu zapobiega defragmentacji DNA. Działa zmiękczająco, nawilżająco, przeciwzmarszczkowo i tonizująco. Produkt wolny od parabenów, pochodnych formaldehydu i ftalanów. 


Skład

WATER, BUTYLENE GLYCOL, GLYCERIN, CITRULLUS LANATUS (WATERMELON) FRUIT EXTRACT, PERSEA GRATISSIMA (AVOCADO) FRUIT EXTRACT, MUSA SAPIENTUM (BANANA) FRUIT EXTRACT, ACTINIDIA CHINESIS (KIWI) FRUIT EXTRACT, CITRUS NOBILIS (MANDARIN ORANGE) FRUIT EXTRACT, TREHALOSE, BETAINE, ALLANTOIN, CARTHAMUS TINCTORIUS (SAFFLOWER) FLOER EXTRACT, GARDENIA FLORIDA FRUIT EXTRACT, PHENOXYETHANOL, XANTHAN GUM, PEG-60 HYDROGENATED CASTOR OIL, TROMETHAMINE, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, ETHYLHEXYLGLYCERIN, DISODIUM EDTA, FRAGRANCE, 1,2-HEXANEDIOL

W składzie znaleźć można całe mnóstwo ekstraktów, zarówno owocowych jak i kwiatowych. Ekstrakt z arbuza znajduje się na pierwszym miejscu, zaraz po nim mamy za to m.in. awokado, banana i kiwi. Całkiem wysoko w składzie, więc nie podejrzewam, żeby były to ilości znikome.

Pojemność
Jedna saszetka zawiera jedną nasączoną płachtę maseczki.

Cena
20zł, na stronie producenta (tutaj) można ją teraz kupić za 15zł

Moja opinia
Poczas wyjmowania maseczki martwiłam się, żeby cały ten płyn mi nie wypłynął i żebym nie została z suchą płachtą w ręku. Okazało się jednak, że zupełnie nie miałam się czym martwić. Maska faktycznie jest nasączona, ale ani z niej nic nie kapie ani się nie wysącza. Rozklejenie i rozplątanie jej zajmuje chwilkę czasu, samo nakładanie jednak na twarz jest bardzo proste. Otwory na nos, usta i oczy pozwalają nam normalnie funkcjonować podczas noszenia na twarzy maseczki. Chociaż mówienie czy choćby uśmiechanie się może spowodować, że maska zacznie nam się przesuwać.

Maseczka jest mokra, przyjemnie więc chłodzi twarz. Raz przyciśnięte dokładnie przylega do skóry, nic też z niej nie kapie, nie trzeba się więc martwić, że pobrudzimy sobie ubranie. Na twarzy trzymałam ją 20 minut. Po około 5 minutach, w okolicy ust (gdzie maseczka przez moment wjechała mi na usta) i pod oczami, poczułam lekkie pieczenie, które pozostało aż do zdjęcia maseczki. Nie było ono uporczywe, po prostu czułam, że coś tam się dzieje. Skóra w tych miejscach jest delikatniejsza i pewnie dlatego tak zaareagowała. 

Po upływie 20 minut zdjęłam płachtę i lekko wklepałam pozostałą ilość żelu. Klepałam i masowałam, wszystko jednak się nie wchłonęło. Zostawiłam więc twarz w spokoju i dałam żelowi trochę czasu na wchłonięcie się. Po około pół godzinie znów zerknęłam do lustra - twarz się świeciła i była nieprzyjemnie lepka, a więc żel do końca się nie wchłonął. Jaka była skóra? Mięciusieńka. Żaden krem nie daje takiego efektu. Napięcia czy rozświetlenia żadnego nie było (oprócz tego świecenia), ale skóra była byraźnie bardziej miękka i gładka, nie wyczuwałam żadnych przesuszeń i suchych skórek. Nawet po umyciu twarzy żelem, w celu pozbycia się tej okropnej lepkości, dalej była niesamowicie gładka. 

Efekt niestety długo się nie utrzymał. Już następnego dnia wieczorem, po umyciu twarzy, była ona zwyczajowo lekko ściągnięta i potrzebowała kremu od ręki. Być może aplikacja maseczki,  w moim przypadku, powinna być powtórzona, aby efektami cieszyć się dłużej. Jeśli jednak potrzebujemy mocnego nawilżenia tuż przed wyjściem z domu, ta maseczka świetnie się do tego nadaje. Po niej każdy makijaż będzie wyglądał świetnie, podkład nie uwidoczni żadnej suchej skórki.

A teraz na koniec moje zdjęcia w maseczce. Strasznie trudno było mi się nie śmiać.