Pokazywanie postów oznaczonych etykietą streetcom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą streetcom. Pokaż wszystkie posty

18 grudnia 2018

421. Ambasadorska paczka Hebe - kampania Streetcom

Jedną z moich cech charakterystycznych jest słomiany zapał. Bardzo szybko się do czegoś zapalam, muszę to mieć na już, bez chwili zwłoki. Jednocześnie trudno jest mi się czymś zainteresować na dłużej, przyłożyć się do systematyczności. Nie lubię planować czegoś na długo naprzód, nie robię nawet tygodniowych planów bo w zasadzie już w poniedziałek wiem, że w środę nie będzie mi się chciało tego, co ważne wydawało się w niedzielę, koniecznie jednak będę musiała zrealizować super pilny super ciekawy nowy plan. I na blogu mam tak samo: jak mi się odechce, to na kilka tygodni znikam z blogosfery. Nie piszę, nie odwiedzam innych blogów, nie wiem "co w trawie piszczy". A później tak po prostu wracam z nowym zapałem.



Jako że ostatnio zostałam wybrana na portalu Streetcom ambasadorką drogerii Hebe i trafiła do mnie pewna paczka, pomyślałam, że to będzie dobry temat po przerwie. Tak więc zapraszam was na prezentację ambasadorskiego pudełka oraz moją opinię o produktach.



 Szampon "Olej z konopi. Elastyczność i relaks" od Hello Nature ma 87,5% składników pochodzenia naturalnego oraz jest testowany dermatologicznie. Ma delikatnie oczyszczać i intensywnie regenerować włosy, zapewniając uczucie nawilżenia i poprawę elastyczności włosów. Za ten ostatni efekt odpowiada olej z konopi. Do szamponów marek stawiających na naturalne składy zawsze podchodzę sceptycznie. Samo używanie ich pod prysznicem jest bardzo przyjemne, bo takie szampony zawsze bardzo ładnie pachną, a zapach ten utrzymuje się później na włosach. Tak jest i z szamponem Hello Nature. Szampon dobrze się pieni i niby ładnie domywa z zanieczyszczeń (nie próbowałam z lakierem do włosów, bo go nie używam), ale po wyschnięciu włosy są jakieś takie dziwne. Rzeczywiście bardziej elastyczne, ale jednocześnie jakby pokryte jakąś gumową powłoką. W dotyku są zdecydowanie niemiłe, szybciej są też oklapnięte i nieświeże. Używam go tylko wtedy kiedy wiem, że nie będę wychodziła nigdzie następnego dnia wieczorem, bo 20godzinna świeżość to max.





Jowae nawilżająca mgiełka.Ten produkt to dla mnie absolutny hit pudełka. Wód termalnych nie używam, bo nigdy nie widziałam po nich żadnego efektu, oprócz oczywistego schłodzenia. Toniki w sprayu są ok, ale i tak muszę twarz przetrzeć wacikiem. A ta mgiełka to coś pomiędzy wodą termalną a tonikiem. Przyjemnie schładza i orzeźwia, co zimą też się przydaje, kiedy przebywa się w ogrzewanym pomieszczeniu. Pięknie pachnie, kwiatowo, jak perfumy, co dodatkowo uprzyjemnia stosowanie jej. Najważniejsze jednak, że pomaga nawilżyć skórę. Kiedy czasem w ciągu dnia czuję, że moja skóra jest jakaś taka przesuszona i odwodniona, wystarczy, że spryskam ją mgiełką i przykre uczucie ściągnięcia i szorstkości znika. Oczywiście nie zastąpi kremu, ale w duecie z nim działa super. I gwarantuje doraźną pomoc. Ładnie się wchłania, nie tłuści i dlatego lubię używać jej w ciągu dnia, kiedy nie mam na twarzy makijażu. Nie muszę jej już przypudrowywać, żeby się nie błyszczeć, co po kremach u mnie zdarza się zawsze.





Hean, puder ryżowy. Skoro już o błyszczeniu mowa, pora na prezentację pudru. Jest on całkowicie transparentny, nie bieli. Dosyć grubo zmielony, ale na twarzy ładnie stapia się ze skórą. Matowi bardzo ładnie, nie potrzeba go dużo, żeby pozbyć się błyszczenia nawet na kremie BB Skin79, który tłusty jest strasznie. U mnie pudry zazwyczaj potrzebują poprawki po około 4-5 godzinach. W jego przypadku 4 godziny to takie max. Zamiennie używam innego - również ryżowego, który lepiej wygląda nawet do 2 godzin dłużej. Na twarzy wygląda ładnie, nie tworzy efektu maski, jak już wspomniałam nie bieli. Widoczny jest tylko efekt, sam puder nie. Najlepszy jest jednak efekt wygładzenia, jaki daje. Skóra po nim jest w dotyku jedwabiście gładka i miękka. Wiem, że nie powinnam tego robić, ale wprost nie mogę powstrzymać się od miziania się po policzkach. Cudowne jest to wrażenie, jakbym na twarzy miała zupełnie nową skórę.




Bell, Liquid Glow Highlighter. Rozświetlacze to nie do końca moja bajka. Lubię matowe lakiery, matowe szminki oraz matową skórę. Zawsze używałam rozświetlaczy w kamieniu,  i to w bardzo rozsądnej ilości. Dlatego ten płynny kosmetyk trochę mnie przytłoczył. Użyłam go kilka razy na wyjścia. Tafla była naprawdę piękna, ale niestety nie dla mnie, po prostu źle się czułam wiedząc, że mam aż tyle blasku na twarzy. Nie dało się nim uzyskać efektu bardzo delikatnego, nawet jeśli nałożyłam odrobinkę. Do zdjęć byłby to produkt idealny. Oddałam go w końcu siostrze, która zaczęła używać go jako bazy rozświetlającej pod makijaż. I ten efekt bardzo jej się podobał. Różnica w makijażu robionym na nim i bez niego była ogromna.




W paczce znalazły się również próbki perfum. Pierwsze to Desigual Fresh Bloom. Słodki, lekki zapach, typowo kwiatowy. Neutralny i nieprzytłaczający. Ładny, ale niczym się nie wyróżniający. Po użyciu ledwo zwracałam na niego uwagę. Dobry dla wrażliwych nosów albo w czasie choroby,  kiedy wszystkie zapachy mnie denerwują. Nuty głowy: malina, mangostan właściwy. Nuty bazy: cedr, drzewo sandałowe. Nuty serca: jaśmin, róża celtycka.


Druga próbka to zapach Jesus Del Pozo Halloween. Nuty głowy: fiołek, liście bananowca, liść pomarańczy, morskie nuty. Nuty bazy: drzewo sandałowe, kadzidło, mirt, wanilia madagaskarska. Nuta głowy: fiołek, konwalia, magnolia, pieprz, tuberoza. Kolejny kwiatowy, lekki zapach. Mój nos nie wyczuł orientalnych nut. Zapach dla mnie jest delikatny i dość uniwersalny, ale w pamięć zapada bardziej niż Fresh Bloom.


I ostatnia próbka kremu Jowae. Zostawiam sobie na wiosnę i weekendowe wyjazdy na działkę, kiedy to takie próbki przydają się najbardziej.



Z całej paczki najbardziej spodobała mi się mgiełka Jowae. Mój hit, do którego na pewno wrócę. Świetnie sprawdza się też puder. Nie jestem przywiązana jakoś szczególnie do jednej marki, więc być może poużywam go dłużej. Szampon Hello Nature nie nadaje się do moich włosów, ale chętnie zapoznam się z innymi kosmetykami tej marki, bo do tej pory jej nie znałam. A wy ją znacie? Dajcie znać, czy używałyście któryś z tych kosmetyków.








4 czerwca 2016

197. belVita i testowanie z Streetcom

Dobrych kilka tygodni temu dotarła do mnie paczka ambasadorska belVity. Do kampanii dostałam się dzięki portalowi Streetcom. Pora na małe podsumowanie i dużą ilość zdjęć.



W paczce ambasadorskiej znalazło się pięć rodzajów ciasteczek plus bidon i bloczek karteczek (w ręce wpadły mi dopiero po zrobieniu zdjęcia).

 Pełne Ziarno 5 Zbóż, Delikatnie Wypiekane
Ciastka śniadaniowe belVita to nasza pasja. Dlatego pracując wspólnie z naszymi dostawcami surowców zbożowych wybraliśmy 5 najlepszych pełnoziarnistych zbóż. Połączone podczas procesu delikatnego pieczenia, te wyselekcjonowane i wartościowe zboża stają się pysznymi ciastkami śniadaniowymi. To jedyne ciastka śniadaniowe, dla których udowodniono stopniowe uwalnianie węglowodanów przez 4 godziny, jako część zbilansowanego śniadania. 







Ciasteczka kakaowe pięknie pachną kakao. Takim cieplutkim, świeżo zalanym mlekiem .W brązowym ciasteczku widoczne są drobno zmielone orzechy oraz kawałki czekolady. Mają bardzo wyrazisty kakaowy smak i według mnie są najsłodsze ze wszystkich wersji. To kakao potrafi uzależnić. Nie ma mowy o zjedzeniu jednego ciasteczka z paczuszki. Nawet nie wiadomo kiedy znikają cztery.





Ciasteczka musli z owocami pachną ciastkami zbożowymi i pomarańczą. W ciasteczkach znaleźć można orzechy i rodzynki, a także płatki owsiane. Jabłko, pomarańcza, morela i brzoskwinia występują tu w postaci soków zagęszczonych i przecierów, dają jednak naprawdę fajny, owocowy smak. Ciastka nie są bardzo słodkie. Smakują wyśmienicie, zwłaszcza w połączeniu z owocami albo sokiem pomarańczowym. 




 Ciasteczka orzechy i miód pachną orzechami. Orzechy są naprawdę drobno zmielone, bo nie widać ich gołym okiem. Widoczne są za to kawałki czekolady. Ciasteczka smakują orzechami, miodu ja w nich nie wyczuwam. Są mniej kruche od musli z owocami. Słabo wypadają na tle innych smaków, nie zapadają tak bardzo w pamięć. Są bardziej zbożowe niż smakowe.







 Moje ulubione ciasteczka z owocami leśnymi. Pachną i smakują jeżynami oraz jagodami. Pyszności. Nie są bardzo słodkie, a dodane owoce są lekko kwaśne. W ciastkach jest też sporo płatków owsianych i orzechów. Bardzo kruche. Akurat ich nie łączę już z żadnymi owocami, żeby nie zakłócać ich smaku. Kiedy jednak w lesie pojawią się jagody i jeżyny, będzie to świetne połączenie.





Ciasteczka zboża i mleko pachną jak typowe ciasteczka maślane. Pychota. Mają delikatny smak, są najmniej kruche ze wszystkich smaków, oraz zawierają całkiem sporo orzechów. To takie klasyczne ciasteczka, które może nie wyróżniają się smakiem, ale jednak nie powinno ich zabraknąć w ofercie. 



Producent ciastka proponuje jako jeden z elementów śniadania.

By dobrze zacząć dzień, spróbuj zbilansowanego i pysznego śniadania z ciastkami belVita..

4 ciastka belVita (by dostarczyć wolno uwalniane węglowodanów)
+ produkt mleczny (jako źródła wapnia)
+ porcja owoców (jako dawka witamin)
+ ciepły napój (by zapewnić odpowiedni stopień nawodnienia)

Tak skomponowane śniadanie zapewnia ok. 25% dziennego zapotrzebowania na energię, zgodnie z zaleceniami żywieniowymi. 


 Moje posiłki z pewnością nie są ani zdrowe, ani zbilansowane. Nie zawsze jem śniadania, bo rano często nie mogę po prostu nic przełknąć. Jeśli jednak już je jem, musi to być coś, czym się najem, a więc najlepiej kanapki. W przypadku tych ciastek cała ta energia jest dla mnie trochę mityczna - niby jest, ale ja jej nie czuję. 
Ciastka, zwłaszcza z owocami czy butelką wody, są super opcją na drugie śniadanie poza domem lub przekąskę, bo oszukają głód na kilka godzin. Lubię zabierać je ze sobą na uczelnię czy siłownię. Jeśli tylko nie są pierwszym posiłkiem w czasie dnia, dają uczucie sytości.

Poniżej mam propozycję drugich śniadań lub przekąsek z ciasteczkami belVita w rolach głównych.



Ciasteczka kakaowe + truskawki + jogurt czereśniowy


Ciasteczka musli i owoce + banan + jabłko + pomarańcza


Ciasteczka orzechy i miód + kawa


Ciasteczka owoce leśne + herbata 1001 nocy


Ciasteczka zboża i mleko + mleko 



Ciasteczka belVita polecam jako świetną przekąskę, którą warto mieć w torebce, kiedy poza domem dopadnie nas mały głód. Spora ilość cukru w składzie wyklucza je z grona zdrowych przekąsek, ale w końcu nie samą marchewką człowiek żyje.