Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wygrana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wygrana. Pokaż wszystkie posty

16 listopada 2016

238. Garnier, Korygujący krem matujący

Lubię czasem zupełnie zrezygnować z makijażu. Albo zrobić go bardzo minimalistycznie, tylko tusz do rzęs i szminka - wtedy moja skóra może sobie swobodniej pooddychać. Kiedy jednak pozbawiam się wsparcia w postaci pudru, moja twarz już po trzech, czterech godzinach zaczyna się nieładnie błyszczeć. Niektóre kremy jeszcze potęgują ten efekt. Używałam kiedyś kremu matującego z Ziaji, który całkiem dobrze sobie radził z ograniczaniem wydzielania sebum. Latem usłyszałam o innym kremie, Pure Active Intensive od Garniera. Kleopatre z bloga Kosme Tiki. organizowała konkurs, w którym można było ten właśnie krem wygrać. Wzięłam w nim udział i szczęście się do mnie uśmiechnęło. Kremu używam już ponad 3 miesiące, pora więc na małe podsumowanie.

Nasza Filozofia
Piękna skóra to skóra o zdrowym wyglądzie: bez niedoskonałości, widocznych porów, nieregularności i oznak zmęczenia.

Dlatego Garnier stworzył Skin Naturals - gamę produktów do pielęgnacji twarzy dostosowanych do potrzeb każdego rodzaju skóry. Garnier Skin Naturals to pierwszeństwo dla składników pochodzenia naturalnego - antyoksydantów - połączonych z uznanymi pielęgnacyjnymi składnikami aktywnymi, aby skóra wyglądała pięknie i zdrowo. Każdego dnia. W każdym wieku. 


CZY KORYGUJĄCY KREM MATUJĄCY JEST DLA MNIE?
Tak, jeżeli masz cerę trądzikową ze skłonnością do niedoskonałości i szukasz produktu, który widocznie je zredukuje,  a przy tym nawilży skórę.

CZYM SIĘ WYRÓŻNIA?
Korygujący krem przeciw niedoskonałościom to produkt stworzony do walki z głównymi problemami cery trądzikowej, ze skłonnością do niedoskonałości. To pierwszy krem od Garniera, który w nawilżającej formule łączy antyoksydacyjny ekstrakt z borówki, kwas salicylowy o właściwościach antybakteryjnych oraz mikrozłuszczający kwas LHA, aby zwiększyć skuteczność przeciwdziałania niedoskonałościom. 

1. Widocznie zwęża pory, redukuje niedoskonałości i zaskórniki.
2. Zmniejsza widoczność śladów po niedoskonałościach i wygładza skórę. 
3. Matuje i zmniejsza błyszczenie skóry.

Krem o świeżej, lekkiej konsystencji nawilża skórę do 24 godzin. Nietłusty. Nie klei się. Szybko się wchłania. Nie powoduje powstawania zaskórników. 

UDOWODNIONA SKUTECZNOŚĆ
Natychmiast:
- Skóra jest zmatowiona do 8 godzin
- Skóra jest nawilżona do 24 godzin
Po tygodniu:
- Zaskórniki są zredukowane o 66%
- Struktura skóry ulega poprawie według 80% osób
Po 4 tygodniach:
- Ślady po niedoskonałościach są widocznie zredukowane o 14%


 SKŁAD
AQUA, DIMETHICONE, GLYCERIN, HYDROGENATED POLYISOBUTENE, ALCOHOL DENAT, BUTYLENE GLYCOL, GLYCERYL, STEARATE, SALICYLIC ACID, AMMONIUM POLYACRYLOYLDIMETHYL, TAURATE, ISOPROPYL LAURYOL SARCOSINATE, OCTYLDODECANOL, ACRYLONITRILE/METHYL METHACRYLATE/VINYLIDENE CHLORIDE, COPOLYMER, BHT, CAPRYLOYL SALICYLIC ACID, DIMETHICONE/VINYL DIMETHICONE CROSSPOLYMER, DISODIUM EDTA, ISOBUTANE, PEG-100 STEARATE, PERLITE, POLOXAMER 338, PROPYLENE GLYCOL, SILICA, SILICA SILYLATE, SODIUM HYDROXIDE, SODIUM POLYACRYLATE, SORBITOL, STEARYL ALCOHOL, T-BUTYL ALCOHOL, TOCOPHEROL, VACCINIUM MYRTILLUS FRUIT EXTRACT, XANTHAN GUM, PARFUM. 


Krem ma pojemność 40 ml i jego tubka jest naprawdę malutka. Kiedy więc wyjeżdżałam, brałam zawsze ją. Krem pokochałam wręcz za jego zapach - niesamowicie świeży, przypominający mi proszek do prania. Jest całkiem mocny i na twarzy jest długo wyczuwalny.  Kremik wchłania się bardzo szybko. Zanim skończę czoło, policzki są już suche i matowe. Nic się nie lepi, makijaż ładnie się trzyma. Krem faktycznie matowi skórę, ale nie na tak długo jak to obiecuje producent - przynajmniej w moim przypadku. Po sześciu godzinach muszę użyć bibułki matującej albo pudru, ale to i tak zadowalający efekt. Poza tym dla mnie podstawowym zadaniem kremu jest jednak nawilżanie, cała reszta to tylko dodatki. A nawilżenie w tym przypadku jest bardzo satysfakcjonujące. Używając regularnie kremu naprawdę czuć, że cera jest bardziej gładka i miękka, taka delikatniejsza w dotyku. 
Mnie działanie kremu całkowicie zadowala, mimo że z porami nic nie zrobić - ale w takie obietnice to ja nigdy nie wierzę.

6 czerwca 2016

199. Nowości maja

Kiedy wczoraj myślałam o tym, jakie posty powinnam teraz napisać, wykluczyłam post z nowościami. Nie mogłam sobie przypomnieć żadnych zakupów poza szamponem. I mimo że wiedziałam, że poza nim na pewno coś jeszcze było, dziś trochę się zdziwiłam, kiedy chodząc po domu uzbierałam z tego całą torbę. A wydawało mi się, że nic nie kupiłam! W tym miesiącu nie miałam ochoty na chodzenie po drogeriach ani wyszukiwanie nowych kosmetyków. Więc skąd to się wzięło? Wychodzi na to, że to same produkty pierwszej potrzeby.


1. Schwarzkopf, lakier do włosów Shine - lakieru używam baaardzo rzadko, ale w domu zawsze powinien jakiś być. Żadnego nabłyszczenia nie widzę, lakier jak lakier - działa.

2. L'biotica Biovax, intensywnie regenerująca maseczka do włosów - bambusową maskę do włosów chciałam wypróbować, od kiedy dziewczyny zaczęły pisać o niej na swoich blogach. U nich spisywała się bardzo dobrze, u mnie bardzo przeciętnie. Tak się zastanawiam czy nie popróbować i nie dodać do niej jakichś półproduktów. Jestem w tej kwestii zupełnie zielona, więc może coś doradzicie? 

3. Batiste, suchy szampon wersja Wild -  Batiste znam tylko dwie wersje, i ta zdecydowanie mi się podoba. Mogłaby mieć tylko troszkę słabszy zapach.

4. Yves Rocher, szampon z wyciągiem z owsa - mam go pierwszy raz i jego zapach podoba mi się chyba najmniej ze wszystkich wypróbowanych. Dalej jest jednak bardzo ładny, roślinny. Działanie ma bardzo fajne, choć mam wrażenie, że po tej wersji włosy są krócej świeże.


5. Bielenda, dwufazowy płyn do demakijażu z bawełną - koniec zdradzania dufazówki z Ziaji. Bielenda dobrze zmywa kredkę i cienie, ale z tuszem nie mogę sobie z nią poradzić. Z drugiej strony nie zawsze używam maskary, więc płyn na pewno zużyję.

 6. Ziaja, tonik nagietkowy - w Hebe była duża promocja i wyszło za niego coś ok. 3 zł, więc wzięłam na zapas. Ogórkowy był świetny, więc mam nadzieję, że i nagietkowy polubię.

7. Ziaja, oliwkowa woda tonizująca - to jest absolutny fenomen. Ta woda tak cudownie pachnie, że od razu nabieram energii. Super odświeża i lekko nawilża. Bardzo fajnie łagodziła podrażnioną skórę (na twarzy i na dekolcie) po opalaniu. 

8.  Maseczki: Ziaja, liście zielonej oliwki - oby pachniała tak samo jak mgiełka, oraz Perfecta - serum regenerujące.


9. Avon, ananasowy scrub do stóp - jeszcze nie używany. Kupiłam po okazyjnej cenie od koleżanki konsultantki.

10. Evree, regenerujący krem do rąk - wzięłam najmocniejszy krem Evree nie myśląc o tym, jak też on się będzie wchłaniał. No i wchłania się tragicznie, ale za to naprawdę pięknie ratuje dłonie. 

11. Avon, balsam do ciała róża i brzoskwinia - piękne połączenie zapachów. Te balsamy Avon nie mają jakiegoś super działania, ale mocniejsze odżywienie potrzebuję tylko na nogi. Na ręce wybieram zawsze "po zapachu".


12. L'or de say, No.1 - woda toaletowa dostępna w Orsay. Nigdy nie miałam zapachu z tego typu sklepu, nigdy też ich nawet nie wąchałam. A warto. Ten zapach jest naprawdę śliczny i trwały, a za pojemność 50 ml zapłaciłam 60 zł.

13. Avon, jaśminowa mgiełka do ciała - uwielbiam jaśmin. Mgiełki z Avonu mają naprawdę śliczne i nie sztuczne zapachy. 

Wygrana u Ingi B. z bloga Black Liner.
 
14. Holika Holika, wodoodporna kredka do oczu - piękna, niebieska kredka do oczu. Jest niesamowicie trwała! Nie tylko wodoodporna, ale też odporna na mydło i pocieranie.

15. Lioele, cień do powiek kolor latte brown - brązów nigdy dość, w końcu każdy jest inny. Ja w tym kolorze czuję się najbezpieczniej. 


16. Lakiery NeoNail: Ripe Cherry, Bishops Pink, Coral Red - kolejne kolorki do kolekcji. Klasyczna czerwień, bordo i piękna fuksja.

17. Essence, I love trends nr 34 - fioletowo-różowy efekt metalu, bardzo ładnie wygląda na paznokciach.

 18. Wet n wild - bardzo błyszczący, intensywnie niebieski kolorek. Ostatnio często maluję nim paznokcie u stóp.


19. Nivea, krem do oczyszczania twarzy - po raz drugi udało mi się załapać do testowanie na ofeminin.pl Będę testowała jedną z nowości Nivea.


 











2 czerwca 2016

196. Photo mix kwiecień i maj

Rozpoczął się nowy miesiąc, pora więc na podsumowania. Tym razem porządki zaczęłam od mojego telefonu. Wybrałam zdjęcia, które chciałabym Wam pokazać i teraz zapraszam na małą fotorelację w kwietnia i maja.


Na początku kwietnia były jeszcze u mnie szczeniaczki. Rozkoszne skarby ale wolę jednak kociaki, zdecydowanie mniej szkód robią. Szczeniaczki bardzo szybko znalazły nowe domy. To niesamowite, że mimo tego co widzimy w mediach, są jeszcze na świecie ludzie, dla których pies jest dopełnieniem szczęśliwej rodziny.


A to mama szczeniaczków. Sama siebie uważa za dziecko, oczywiście.


Żeby nie było, że same psy, moja ruda księżniczka też jest.


A oto nowy znajomy mojej kotki - Pan Jeż. 


Pierwsze truskawki w tym roku. Jeszcze nie krajowe, ale po zimie i tak były pyszne. Uwielbiam makaron z truskawkami, mogłabym to jeść i jeść.

Tak się do mnie szczęście uśmiechnęło u Ingi B, z bloga Black Liner


Po raz kolejny szczęście dopisało mi na streetcom. Trochę zaskoczona byłam, kiedy dostałam tę wielką paczkę, bo nie zaglądałam na maila. Co znalazłam w środku? Pięć paczek pysznych ciastek. Bardzo lubię ciasteczka zbożowe a te dodatkowo mają mnóstwo smaków do wyboru. Dodatki nie są sztuczne czy w znikomych ilościach. Najbardziej posmakowała mi jagoda, ale ogólnie wszystkie były pycha. O dziwo nawet mojej babci przypadły do gustu.

Tej powoli uwalnianej energii niestety nie zauważyłam, ale paczka ciastek (najlepiej w połączeniu z owocem, u mnie był to banan po siłowni) jest świetnym pomysłem na drugie śniadanie. Naprawdę potrafi nasycić, a jednocześnie ciastka nie są na tyle słodkie, żeby dały tylko złudzenie sytości.


W paczce znalazł się jeszcze bidon. Ucieszyłam się, bo planowałam poszukać jakiegoś na siłownię (odkręcając butelkę prawie spadam z bieżni, a i tak po niej tylko dreptam, kurczowo trzymając się obudowy). Bidon ma mocne zamykanie, ale niestety potwornie śmierdzi plastikiem i nie da się z niego pić.


Gotowa na sadzenie! Miałam pomocnicę :)


Tort od mojej siostry dla mamy. Liczę na to, że na moje urodziny też taki zrobi. Był przepyszny.

Pod koniec miesiąca wybrałam się z mamą na kilka dni do Zakopanego. Uwielbiam góry.


Pierwsze wylegiwanie się w słoneczku. W Dolinie Chochołowskiej przez większość czasu grzało tak mocno, że się wręcz poparzyłam - oczywiście nawet do głowy mi nie przyszło, żeby zabrać coś do opalania. No i teraz na dekoldzie zaczyna mi schodzić skóra.



Mistrzowski poranek. Ciasteczka i banan gorzej ode mnie zniosły zdobywanie szczytu :)


Śnieg w maju. Dziwne uczucie, chodzić sobie w spodenkach i koszulce na ramiączkach, i deptać po śniegu.

 


To już wszystkie zdjęcia. W przyszłym miesiącu pewnie zarzucę Was zdjęciami z chrzcin. Dziś wreszcie udało mi się znaleźć odpowiednią sukienkę. Bardzo trudno było znaleźć taką, żebym nie wyglądała jakbym wybierała się na plażę albo bal. Ale w końcu dorwałam mój złoty środek, buty też są, to mogę jechać.



17 października 2015

131. Wrzesień / październik - nowośći

Kiedy mam przerwę od studiowania i nie obijam się już na okienkach w galerii handlowej, kupuję naprawdę mniej. Kosmetyków, ubrań, książek. Kupuję to co jest mi potrzebne, a nawet jeśli zdarzy się coś "na zapas" staram się dokąłdnie zastanowić i wybrać najlepszą opcję, a nie jak często zdarzało mi się pod wpływem emocji, nie mogąc się zdecydować na jedną rzecz, kupowałam dwie albo trzy.

Od kilku tygodnia w blogosferze mnożyły się posty na temat akcji Lidla - tak, mowa o torebkach Wittchena. Bardzo się na nią nie napalałam, bo niezbędna mi nie była, ale jak już by bym ją miała, to na pewno by się przydała. Torebki niszczę w ekspresowym tempie, to może ta wytrzymałaby trochę dłużej. Cena, mimo że atrakcyjna, dla mnie była wysoka. Koniec końców postanowiłam, że jak się uda to ją jednak kupię, za wrześniową premię, tak w nagrodę właściwie nie wiadomo za co. I oto jest.


Od początku nie było mowy o stawieniu się pod sklepem przed otwarciem i walką o torebkę. Do Lidla wybrałam się około godziny 13, i w koszu zastałam jakieś 10 czy 11 torebek. Fakt, zainteresowanie było, panie oglądały, ale żadnego wyrywania z rąk i kłótni nie było. Jeden pan nawet podsunął mi torebkę mówiąc, że on jej jednak nie bierze, więc jeśli mi się podoba to bardzo proszę. 

Naprawdę więc dziwią mnie opisy tego, co działo się w innych sklepach. Całe szczęście, że u mnie tak nie było. Zastanawiam się czy nie mogło być tak, że sprzedawczynie podzieliły torebki na dwie części - jedną wystawiły rano i pozwoliły tratującym się ludziom ją wykupić, a resztę wyłożyły jak już się uspokoiło.

Wyboru zbyt dużego nie było (mojego modelu były 4 szt.). Podobała mi się ciemno szara i brązowa, ale czarna będzie jednak bardziej uniwersalna.

Czy okaże się mocna, przekonam się za kilka miesięcy. Śmieszą mnie komentarze osób, którym torebki z Lidla po kilku miesiącach wycierają się uszy lub zdziera się skóra, i ich to dziwi. Jakby coś mogło być wieczne. Jak się coś używa, to się to zużywa. Chociaż skóra, jest ona martwa - nie będzie się regenerowała. Ja już wiem, że u mnie pierwsze popękają uszy - niestety, ta część torebki jest najbardziej eksploatowana. Jak tylko suwaki zbyt szybko nie trzasną, będę bardzo zadowolona.


A teraz trochę innych moich nowości, żeby post nie był tylko o torebce. Zbieranina z conajmniej 2 miesięcy.


- czarna glinka z Morza Martwego ze srebrem - przekonałam się wreszcie do glinek, ciągle jeszcze jednak uczę się ich mieszania - zazwyczaj przez dolewanie i dosypywanie produkuję porcję maseczki dla całej rodziny

- Seboradin, odżywka do włosów tłustych - to nie żadna odżywka, a wcierka. Jej aplikacja sprawia mi nie małe problemy, efektów jeszcze nie widzę.

- mydełka marsylskie o zapachu róży - są tak piękne, że chyba nigdy nie zbliżę ich do wody

- Bania Agafii, cedrowy peeling do ciała - pachnie przyjemnie, leży jednak jeszcze w zapasach nie wiem więc jakim jest zdzierakiem

- olej kokosowy - z tym słojem nie rozstanę się prawdopodobnie przez kilka następnych lat. Nie do końca tego się spodziewałam - na twarzy zostawia tłustą powłoczkę, a dłonie tłuści a nie nawilża.

- Bania Agafii, czarna kąpiel do włosów - przyjemny, delikatny. Będzie raczej mało wydajny bo słabo się pieni i muszę go dosyć sporo aplikować na moje długie włosy


- różana kula do kąpieli 

- maseczka z Lidla - serum do twarzy matująco nawilżające

- Maybelline Affinitone, póki co najlepszy podkład dla mnie

- Yankee Candle, Honey Glow - aktualnie jestem w rozpaczy, ponieważ zamknęli sklep, w którym kupowałam woski. Szukam nowego, bo wolę nie wybierać zapachu w ciemno.

- Golden Rose Velvet Matte 17, czyli po prostu czerwień

- Golden Rose, czarny lakier - to mój must have, odkąd zaczęłam malować paznokcie


- Green Pharmacy, mydło w płynie rumianek lekarski - pachnie strasznie. Trzeba mu jednak przyznać, że mimo iż ostatnio moje dłonie czesto potrzebują kremu, to mydełko ich nie wysusza.

- Soraya, krem do biustu - na początku efekty widziałam, a teraz to już sama nie wiem czy ich sobie nie wymyśliłam. Przyzwoicie nawilża.

- Dove, balsam z błyszczącymi drobinkami - pięknie prezentował się na skórze, kiedy jeszcze słońce mocno grzało i można było podwinąc rękawy swetra.

- Ziaja, dwufazowy płyn do demakijażu oczu - sprawdzony pewniak.


- Ziaja, krem do rąk o pieknym, lekko kadzidlanym zapachu. Daje radę przy coraz niższych temperaturach.

- Golden Rose, 34 - świetny kolor na jesień

- Nicole, 149 - czyli odpowiednik zapachu Chanel Coco Noir


Na blogu Hushaaabye udało mi się wygrać płyn micealarny i krem do twarzy marki Dermedic. Paczka dotarła w idealną porę, ponieważ dzisiaj rano mój krem dobił dna i poleciał do kosza.  






18 sierpnia 2015

117. Garść nowości

Nie potrafię się ostatnio zorganizować. Nie chodzi nawet o to, że jestem zapracowana i na nic nie mam czasu. Raczej ochoty. Nic mi się nie chce, nie mam na nic siły. Mam tylko nadzieję, że to nie jest zwiastun żadnej choroby.

Dawno nie było już żadnego posta z nowościami, a kilkoma wygranymi koniecznie muszę się pochwalić. Tak więc zapraszam na małe podsumowanie nowości wraz z komentarzami na temat kosmetyków, które już wypróbowałam.


W zeszłym miesiącu z Sephorze obowiązywała promocja na produkty Sephory 2+1 Postanowiłam skorzystać z niej i kupiłam mleczko do demakijażu, balsam do ciała o zapachu bzu, a w gratisie dostałam dwufazowy płyn do demakijażu oczu (oraz próbki zapachu). Szału nie ma i powtórki z zakupów nie będzie.


Odkąd zmieniłam pracę, mam zdecydowanie za blisko Yves Rocher. Korzystając z letniej książeczki czekowej kupiłam 3 żele w cenie 2 (moja ukochana kawa, ten zapach uzależnia). Z edycji limitowanej skusiłam się na peeling o zapachu jabłka i anyżu. Peeling to żaden, ale jako żel bardzo fajny. Odżywka z owsem całkiem dobra, ale zupełnie niewydajna. Lakier z efektem żelu - prezentuje się pięknie. Nawet przy tak jasnym kolorze wystarczy mi jedna warstwa. Chłodzący żel do stóp jako gratis - bardzo przyjemny kosmetyk, idealny na gorące lato.


Torba otrzymana jako gratis do zakupów, bodajże jeszcze w czerwcu. Szampon Yves Rocher to ostatnio mój obowiązkowy zakup.


Zapasy ulubionego toniku z Avonu poczynione. Małe zakupy z Ziaji - płyn raczej przeciętny, o maseczce zdążyłam już zapomnieć. Ze wszystkimi saszetkami tak mam, prędzej czy później je gubię.


W Rossmannie kupiłam złoty brokatowy lakier z Essence, bo strasznie spodobało mi się mani z połączenia brązu właśnie z takim złotem. Mój pierwszy szampon Batiste kupiony z myślą o wyjeździe w spartańskie warunki. Podoba mi się jego działanie, zapach jednak jest zabójczy. Niby ładny, ale żadne perfumy się przez niego nie przebiją.

Przy kasie dowiedziałam się, że kupując produkt Batiste bierze się udział w losowaniu kosza kosmetyków. I wiecie co? Udało mi się wygrać :)


Kupno tego szamponu to najlepszy zakup mojego życia.

Częścią nagrody już się podzieliłam, resztę zostawiłam sobie. Najbardziej ciekawi mnie olejek. Czeka na chłodniejsze dni i dno w moim balsamie, nie lubię mieć napoczętych dwóch podobnych kosmetyków na raz.


Woda termalna nie zachwyciła mnie. Anie specjalnie nie odświeża, ani nie tonizuje. Zostawię ją sobie do glinek.


Kolejny szampon i mgiełka z aloesem. Ładnie pachnie i dodatkowo nawilża. Lekko bo lekko, ale zawsze coś.


Takie skromne zakupy w GoldenRose. Albo nowej serii lakierów jeszcze wtedy nie było, albo ja jej nie zauważyłam.


Osławiony kamuflaż Catrice mam i ja - jest cudowny. Kto jeszcze sam się nie przekonał o jego mocy, niech nie czeka zbyt długo. Dwa matowe cienie My Secret - różowy jest naprawdę świetnie napigmentowany, ten jasny trochę mniej. Razem jednak wyglądają świetnie. Paletka Hot Color jest idealna. Mocne, ciemne kolory. 


Kolejne żele Yves Rocher. Karambola i grapefruit pachną bardzo orzeźwiająco. Bawełna to zapach raczej słodki, cieplejszy - kupiony już z myślą o jesieni.


Nagietkowy szampon kupiony ze względu na zapach. Jako gratis do niego balsam do ust macadamia. Peeling do dłoni w okazyjnej cenie. Poprzednik już się kończy, a polubiłam go używać. Brązowy lakier będzie pewnie często używany jesienią, kiedy to wszelkie niebieskie i różowe kolory nie będą mi za bardzo pasowały do aury. Woda toaletowa Kwiat wiśni wybrana jako prezent przy wykorzystaniu czterech czeków. Ma przyjemny, delikatny zapach. Trochę przypomina mi mgiełkę YR z aloesem. Aloes, a tu wiśnia. Albo ja się nie znam, albo coś tu nie gra.

Wypróbowana już odżywka Dove, o której koniecznie muszę napisać coś więcej. Lakiery Wibo i szminka Manhattan kupione w okazyjnej cenie na do widzenia. Szminka ma trochę nie mój kolor, naprawdę ciemna czerwień, ale za 4,50 szkoda było nie wziąć. Lakiery całe 3,30 za sztukę. Były jeszcze inne kolory, ale te spodobały mi się najbardziej. Dwa z nich są pachnące.


W diamentową odżywkę wierzę bardzo. Ciągle jeszcze daję jej czas by się wykazała. Działa, ale ja czekam na coś większego.

Borowinowa kąpiel to wygrana ba fanpage drobiazgowarupieciarnia Używany regularnie powoli dobija dna. Rewelacyjna nagroda, bardzo przyjemnie mi się jej używało.


Kolejna wygrana w rozdaniu na blogu sweet-and-punchy O włos, a nie zdążyłabym wysłać swoich danych. Przez kilka dni nie zaglądałam wtedy na bloggera i nie widziałam wyników. Krem Avon i peeling do ust już poszły w ruch. Po kremy z witaminą C sięgnę jesienią, i tak jestem blada, nie chcę jeszcze bardziej rozjaśnić sobie cery. 


Jak na zakupy z trzech miesięcy, nie jest tego dużo. Szczęście za to naprawdę często się do mnie uśmiechało.















9 kwietnia 2015

089. Nowości luty/marzec

W lutym nowości było dosłownie kilka, nie pisałam więc osobnego posta. Postanowiłam połączyć zakupy z lutego i marca, i dopiero tę zbieraninę zaprezentować. W marcu była pierwsza wypłata, więc same rozumiecie :) Wprawdzie nie poszalałam, uzupełniłam tylko braki, ale udało mi się skreślić kilka pozycji z listy do kupienia.

Zapachowe zamówienie z Avonu. Mgiełka kwiat wiśni - do torebki wolę wkładać mgiełki niż perfumy, przynajmniej się nie strzaskają. Woda toaletowa Sparkly Citrus kosztowała kilkanaście złotych, a pachnie tak pięknie, że na pewno jeszcze kiedyś ją kupię, Lakier to coś pomiędzy różem a czerwienią, bardzo ładnie wygląda na paznokciach.


Pianka głęboko oczyszczająca z Pharmaceris czeka na swój debiut, skorzystałam z promocji na tę markę w SuperPharm. Płyn micelarny Lirene zastąpił ten z Biedronki. Czy jest lepszy? Tuszu nie domywa, ale lepiej radzi sobie z oczyszczeniem i nawilżeniem skóry. Nagietkowy szampon z Yves Rocher kupiony ze względu na zapach. Bananowa odżywka The Body Shop - kupiona w promocji 2 w cenie 1. Szamponów już w sklepie nie było, wzięłam więc dwie odżywki. Spisuje się bardzo dobrze, czekam na kolejną taką promocję, żeby zrobić sobie zapasy.


Ava, serum z witaminą C dojrzałam w Hebe przy kasie. Kosztowało ok. 12 zł,, a że o witaminie C wiem, że posiada właściwości rozjaśniające, postanowiłam dać mu szansę. Czekam, aż wykończę serum z kwasami z Bielendy, i wtedy wypróbuję moc witaminy C. Żel z marakują i magnolią też znaleziony przy kasie - pachnie cudownie. Na początku marca wykończyłam moją pierwszą, czekoladową maskę Kallosa, postanowiłam więc spróbować czegoś innego. Tym razem wersja Latte.


Wzięłam udział w promocji L'Occitane i otrzymałam dwie próbki kremów do rąk, po 10ml każda. Kwiat wiśni i róża.


Matowa szminka Golden Rose, kolor 10. Zakochałam się :) Lakierów Rimmel by Rita Ora używam na okrągło, może to autosugestia, ale schną szybciej niż inne moje lakiery. Podkład Maybelline Affinitone - ma zarówno wady i zalety, ja jednak polubiłam go za bardzo dobre krycie. Sampler Margarita Time używam jak wosku i palę w kominku. Zapach nie do końca wow, ale nie jest też najgorszy. Maseczka odświeżająca Bania Agafii - miałam już cztery rosyjskie maseczki, czas wypróbować kolejną.


Osiem świec bezzapachowych - żebym mogła wyżyć się z klejem i serwetkami na nich. W słoiczkach dwie zapachowe - pomarańcza i bez. 


 Czerwony kwiatek wygląda jak żywy. Wylądował w butelce z Pepco. Wazon po prawej na razie pomieścił moje bransoletki. Idealny na bukiet tulipanów.


Lampka nocna za całe 11zł. W Ikei wyglądała średnio, ale na szafce prezentuje się super. Klasyczna biel pasuje do każdego wystroju. 


A to moja wygrana w rozdaniu na blogu Dziwna jesteś Barbaro. Nie dość, że zawartość cudowna, to jeszcze Basia bardzo postarała się z zapakowaniem. Naprawdę zadbała, żeby paczuszce nic się po drodze nie stało. Szkoda tylko, że pani listonoszka nie wykazała się taką samą zaradnością, i zamiast odnieść paczkę na pocztę, kiedy nie zastała mnie w domu, zostawiła ją w sklepie obok u zupełnie obcej osoby. Powiedzieć, że się wściekłam, kiedy zadzwoniła do mnie siostra, że pod drzwiami znalazła osobliwe awizo, to zdecydowanie niedopowiedzenie.