Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wosk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wosk. Pokaż wszystkie posty

16 lutego 2019

422. Yankee Candle - Winter Glow

Witam w lutym. Znów trochę czasu minęło odkąd cokolwiek pisałam. Na moim drugim blogu z recenzjami książek (tutaj) posty pojawiały się w miarę regularnie, na Krańcu Tęczy jednak cisza kompletna. Ostatnio jednak przyszło mi do głowy kilka pomysłów na posty, poczułam więc zapał do pracy. Myślę, że teraz blog będzie bardziej o tematyce lifestyle niż urodowej. Na pewno pojawi się coś o tematyce remontowej i wnętrzarskiej, jako że właśnie remontuję i urządzam mieszkanie i dużo rzeczy przerabiam sama. Na pewno też z cieplejszymi miesiącami wróci trochę zapomniany Nieprofesjonalny Ogród, a także przepisy kulinarne, których dawno już nie było. Kosmetyki też będą, ale tylko te, które wg mnie będą najlepsze lub najgorsze.



Dzisiaj zacznę od recenzji zimowego zapachu Yankee Candle, który aktualnie palę. Winter Glow to zapach z kolekcji Q4 2015, i wydaje mi się, że kupiłam go na wyprzedaży, może więc już powoli znikać ze sklepów. 

Nuty zapachowe:
- mrożona pomarańcza
- rozmaryn
- eukaliptus
- świerk
- lawenda
- bursztyn



Zimowe zapachy Yankee Candle można z grubsza podzielić na: świeże i przyprawowo-słodkie. Winter Glow to zdecydowanie zapach świeży. Ma się kojarzyć ze zmarzniętymi gałęziami i igłami świerka. I powiem wam, że rzeczywiście tak mi się kojarzy. Świerk jest dobrze wyczuwalny, ale nie jest to taki "kibelkowy" las. Ten aromat jest bardziej słodki i delikatny. Czuć w nim coś cieplejszego, to chyba ten bursztyn. Pomarańczy ani żadnego innego cytrusa nie wyczuwam wcale, tak samo lawendy. Rozmaryn i eukaliptus - chyba tak.

Razem to bardzo ładna, delikatna mieszanka. Na sucho pachnie ostrzej, po odpaleniu łagodnieje. Jest świeżo, ale i przytulnie. Na początku zapach świecy był praktycznie niewyczuwalny. Obecnie pali się na wysokości napisu Yankee Candle i już czuć ją ładnie. Ja mam taki problem ze wszystkimi świecami YC, które mam. Muszę je naprawdę dużo razy palić, zanim staną się wyczuwalne. 



Winter Glow to bardzo ładny i nieprzytłaczający zapach zimowy. Nie jest to zapach specyficzny, raczej klasyk, więc większości osób powinien się spodobać. Na okres bożonarodzeniowy chyba by się nie nadał, ale to już kwestia gustu. Dla mnie najlepszą porą dla niego jest właśnie styczeń i luty, kiedy zima powoli się kończy. Na wiosenne zapachy jeszcze za wcześnie, a wszelkie pierniczki i cytrusy już się przejadły.  Znacie ten zapach? Lubicie go?

21 czerwca 2018

418. Yankee Candle, Ebony&oak



Sugerując się nazwą wosku Ebony & Oak od Yankee Candle w ciemno zakwalifikowałam go jako pewniak. Lubię mocne, drzewne czy wręcz kadzidlane zapachy. Kiedy większość ludzi zaczynają one już dusić, ja stwierdzam, że właśnie teraz mają odpowiednią moc. Dlatego heban i dąb wydał mi się idealnym połączeniem, i byłam już nawet o krok od kupienia świecy na fejsbukowej grupie. Dobrze, że jednak najpierw kupiłam wosk na próbę, bo zapach okazał się zupełnie nie mój.

W wosku powinnam wyczuć aromaty drzewne, eukaliptus, sosnę, paczulę i lawendę. Wszystko ładnie i pięknie, każdy jeden zapach lubię, więc nawet jeśli nie czuć wszystkich, dwa czy trzy też mnie zadowolą. Ale ja nie czuję ani jednego zapachu. Nie wiem jak pachnie heban. Dęby znam bardzo dobrze, ale w sumie konkretnego zapachu też nie kojarzę. Mimo to zwyczajne drewno bym poznała . Tak samo jak lawendę czy sosnę, albo paczulę, która zazwyczaj wyróżnia się na tle innych nut zapachowych, bo jest po prostu bardzo mocna. A tutaj zero.



Żeby nie było, wosk jest prawdziwym killerem. Mocny zapach szybko roznosi się po pokoju nawet przy otwartych drzwiach i oknach. Co to jednak za zapach? Dla mnie przede wszystkim kwaśny. Potwornie ostry i kwaśny, nie mający nic wspólnego z kwaskowatością owoców. Dla mnie tak pachnie stary, przypalający się już wosk, ktory za długo pali się w kominku i nie zostało w nim ani odrobiny olejków eterycznych. Próbowałam dorzucić więcej wosku, wymieniałam go po kilkunastu minutach - bo może było za mało i się przypalił. Zawsze było to samo. 



Może stary? Albo po prostu ferelny egzemplarz? No nie wiem. Od zakupu do pierwszego palenia minął może tydzień, więc nie leżał miesiącami u mnie w szafce. W sklepie to już trudno stwierdzić. Ale na sucho ewidentnie pachnie jakimś drzewem. Wyczuwam wtedy nawet paczulę i lawendę. To delikatny, powiedziałabym nawet że lekko pudrowy zapach. Gdyby tak wosk pachniał po odpaleniu, byłabym zachwycona. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, pierwszy raz mi się zdarzyło, żeby wosk po odpaleniu pachniał zupełnie inaczej niż na sucho. Być może świeca byłaby pod tym względem lepsza, ale nie chcę ryzykować, żeby nie wyrzucić kasy w błoto. Tak więc Ebony & Oak zostaje mi jeszcze ewentualnie jako zawieszka do auta. Od kilku dni jeżdżę z innym zapachem Yankee Candle i bardzo podoba mi się jego moc i zapach. Zapach Ebony & Oak wydaje mi się idealnym zapachem do auta. Ale ten "suchy" zapach, oczywiście. Po odpaleniu nie da się go znieść .

A wy znacie ten zapach? Lubicie?

19 lutego 2018

414. Yankee Candle, Sweet Nothings



Dziś mamy na śląsku dzień prawdziwie wiosenny. W ten klimat idealnie wpasowuje się wosk Yankee Candle Sweet Nothings, czyli Słodkie Słówka. Z czym kojarzy wam się ta nazwa? Ze słodkością owoców, kwiatów a może waty cukrowej? A może z wanilią? Na mnie podziałał obrazek baniek mydlanych, i jakoś od początku zapach zakwalifikowałam jako "tak mógłby pachnieć płyn do płukania".


Ciepłe, miękkie, słodkie - bańki mydlane, tak delikatne jak cichy szept. (goodies) 

Sweet Nothings to jeden z najsłodszych zapachów Yankee Candle, jakie poznałam, jest jednak przy tym na tyle rześki i świeży, że ta słodycz nie przytłacza. Dla mnie Sweet Nothings to zapach kwiatowy. Na pierwszy plan wysuwa się lilak, i po wejściu do pokoju, w którym pali się wosk, właśnie lilak czuję jako pierwszy. Poza nim są też inne nuty kwiatowe, ale ja niestety nie potrafię ich nazwać. Są słodkie, lekkie i naturalne. Wanilii nie wyczuwam nic a nic.


Sweet Nothings pachnie jak bukiet świeżych kwiatów. Jego moc jest średnia. Zapach jest delikatny, ale nie stanowi tylko tła, jest mocno wyczuwalny -  ale nie aż tak bardzo, by przeszkadzał. 1/3 kostki paliła się u mnie ok. 3 godzin i przez ten czas cały czas czuć było olejki zapachowe. Sweet Nothings to piękny, świeży zapach kojarzący się z wiosną. Wąchając go można sobie wyobrazić, że lada dzień będzie Wielkanoc a śnieg i mrozy są już tylko wspomnieniem.  

Znacie Sweet Nothings? Udany jest dla was ten zapach?






16 stycznia 2018

411. Yankee Candle, Crackling wood fire


Kto nie lubi widoku buzującego w kominku ognia, strzelającego iskrami ogniska albo ciepłego światła płonących świec? Ogień fascynował mnie zawsze, uwielbiam wpatrywać się w niego jak zahipnotyzowana. Patrzeć na niego, słuchać go, i wąchać dym palonego drewna. Kiedy tylko zobaczyłam naklejkę z płonącymi szczapami na wosku wiedziałam, że muszę go wypróbować.


Na stronie goodies.pl  przeczytać można, że Crackling wood fire to połączenie zapachu słodkiej wanilii, drzewa cedrowego, gałki muszkatołowej i złocistego bursztynu. Brzmi mało dymnie i drewniano, od razu więc można spodziewać się zapachu nie oklepanego i bardziej wyszukanego.



Crackling wood fire to zapach bardzo dominujący. Przytłoczy absolutnie wszystkie zapachy w domu. Możecie sobie jednocześnie smażyć cebulę i gotować kapustę, a i tak będziecie czuć tylko ten wosk. Jego moc jest ogromna. Ja odpalam go dosłownie na chwilkę, tyle tylko, żeby wszystko się rozpuściło i wypuściło odrobinę aromatu, i od razu gaszę. Niestety, im zapach intensywniejszy, tym mniej przyjemny. Nabierając mocy zmienia się odrobinę i w końcu zaczyna tak bardzo przeszkadzać, że w moim przypadku konieczne jest natychmiastowe wietrzenie mieszkania.


Najważniejsze jednak jest to, czym tak naprawdę pachnie Crackling wood fire. Z pewnością najwięcej jest tu drzewa  cedrowego, zarówno na sucho jak i po odpaleniu. Gałki muszkatołowej nie wyczuwam. Natomiast wanilia daje znać o sobie lekką słodyczą i złagodzeniem zapachu cedru. Ta słodkość wyczuwalna jest na początku, i ona najszybciej znika. Jeśli więc palę wosk zbyt długo, słodki i otulający zapach drewna zmienia się w ostry, odrobinę nawet kwaśny zapach drewna. Wąchaliście kiedyś świeżo ścięte drzewo leżące w zasypanym śniegiem lesie? Wilgotne, pachnące intensywnie żywicą, zdartą korą i zruszoną ziemią. Crackling Wood Fire pachnie podobnie, kiedy zniknie słodka nuta wanilii. 


Crackling wood fire jest bardzo przyjemnym, otulającym, a jednak nie przesłodzonym zapachem na chłodniejsze dni. Obrazek swoje robi, i mnie ten zapach kojarzy się teraz z płonącym ogniem, chociaż nie wiem czy skojarzyłabym go sobie tak bez widoku nalepki. W domu robi się tak jakoś cieplej i przytulniej, kiedy go palę. Jest tylko jedno "ale" - wosk mogę palić tylko przez chwilkę. Napachnić nim, a później pozwolić zapachowi się rozwiać. Niestety, palony zbyt długo i w zbyt dużej ilości zmienia się, staje się ostry i nieprzyjemny. Chociaż może komuś akurat ta jego ostrzejsza strona spodoba się bardziej. Ja zdecydowanie wolę, kiedy drzewu cedrowemu towarzyszy wanilia. Tak sobie myślę, że chyba spróbuję połączyć go przy najbliższym paleniu z czymś słodkim, z jakimś prawdziwym ulepkiem. 

A wy próbowaliście już Crackling wood fire? Z czym wam kojarzy się ten zapach? Koniecznie dajcie znać. 






21 grudnia 2017

407. Yankee Candle, Iced Gingerbread

Pierniczki już upieczone? U mnie już, teraz tylko czekają na dekorowanie. Szkoda tylko, że  upieczone pierniczki nie pachną tak samo mocno jak w momencie pieczenia. Kiedy wałkuję ciasto oblepiona nim do łokci, i próbuję odgonić moje psy gotowe pożreć jeszcze surowe ciasteczka, nie bardzo mogę się nacieszyć tym świątecznym zapachem. Pierniczki piekę tylko na Boże Narodzenie, więc ten zapach kojarzy mi się tylko i wyłącznie z tym okresem. W tym roku kupiłam sobie wosk Yankee Candle ze świątecznej kolekcji o zapachu Iced Gingerbread, żeby podkręcić świąteczną atmosferę. 


Wosk z aromatycznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu pierniczków pełnych przypraw, glazurowanych waniliowym lukrem. (goodies.pl)



Iced Gingerbread to prawdziwy killler. Nie miałam do tej pory wosku, który pachniałby równie mocno, szybko i długo. To nie jest zapach, który momentalnie się rozchodzi i po godzinie od zgaszenia tealighta nie ma po nim śladu. Pierniczki wyczuć można po kilku godzinach. A wystarczy dosłownie odrobinka pokruszonego wosku, by zapach był intensywny. Zdarzyło mi się go palić w dużym pokoju połączonym z kuchnią, gdzie metraż plus otwarte drzwi do przedpokoju potrafi zminimalizować każdy zapach wosku czy świecy do minimum. Pierniczkom nie dały rady. One wychodzą z mieszkania drzwiami i oknami! Nasunęło mi się takie porównanie, że są jak bigos, wszyscy sąsiedzi wiedzą, kiedy się go gotuje.  


Iced Gingerbread to nie do końca pierniczki. To głównie przyprawy korzenne, wgryzające się w nos i zagłuszające prawie całą słodkość ciasteczka. Na sucho pachnie troszkę bardziej pierniczkami, po odpaleniu to jednak ostra przyprawa do piernika. 


Zapach jest bardzo bożonarodzeniowy i nie wyobrażam sobie, żebym paliła go w innym okresie niż grudzień-styczeń. A że wystarczy go ociupinka, towarzyszyć mi będzie przez kilka kolejnych świąt. To zapach piękny, ale niezwykle mocny i ostry. Jeśli ktoś lubi przyprawy korzenne, będzie zachwycony. Trzeba jednak tolerować tak intensywne zapachy, bo przy nim naprawdę może rozboleć głowa. Palę go właśnie w kominku niecałą godzinę i mam wrażenie, że nos piecze mnie od środka. 

Znacie? Macie? A może ktoś pokusił się na świecę? Dla mnie byłby to zakup na całe życie. 
 

 

4 listopada 2017

403. Yankee Candle - Autumn Glow


Skończyły się ciepłe, słoneczne dni, kiedy szkoda było siedzieć w domu. Lepiej było pójść na spacer, rolki czy wybrać się w dłuższą podróż. Skorzystać z ładnej pogody i nałapać witaminy D na zapas. Wraz z październikiem nadeszły dni krótsze, zimniejsze i bardziej deszczowe. Ja w takie dni siadam z kubkiem gorącej herbaty w fotelu i czytam albo oglądam seriale. Albo po prostu siedzę z przyjaciółką i plotkujemy nad kubkiem grzanego wina. A w tle, obowiązkowo, jakiś piękny zapach.



Uwielbiam jesienne i zimowe kolekcje wosków. Latem w domu cały czas czuć a to owoce, a to kwiaty, a to rześkie, poranne powietrze - wystarczy otworzyć okno, przynieść bukiet kwiatów albo rozkroić pomarańczę. Latem nie palę często świec, bo ich zapach i tak od razu zostaje wywiany przez otwarte okno albo drzwi, ale jesienią jest zupełnie inaczej.

Autumn Glow to jeden z ciekawszych jesiennych zapachów. W tej pięknej tarcie drzemie naprawdę duża moc.  Zapach nie przytłacza, a jednak nie da się koło niego przejść obojętnie. Łączy w sobie ciężkie perfumeryjne nuty z delikatną chłodną świeżością.



To dzięki nutom paczuli i złotego bursztynu Autumn Glow przypomina eleganckie, kobiece perfumy. Takie, których można użyć idąc do teatru lub na eleganckie przyjęcie. Dodatek świeżo ściętych ziół oraz cytrusów nadaje zapachowi lekkości i świeżości. Jest to idealne połączenie, ponieważ mimo że zapach wosku jest mocny i ciężki, nie przytłacza. Kiedy go wącham i biorę głębszy oddech mam wrażenie, jakbym weszła do jesiennego ogrodu, w którym na ziemi leżą opadłe liście, na grządkach ciągle jeszcze kwitną kwiaty, a w powietrzu czuć dym drzewny. Nawet gdybym nie widziała wcześniej pięknego obrazka liścia i nie znała nazwy, domyśliłabym się, że to zapach jesienny. Bo dokładnie tak pachnie jesienny spacer.

Gdyby nie to, że mam jeszcze tyle zapachów do wypróbowania, chętnie bym do niego wróciła. A Wy znacie Autumn Glow? A może znacie coś podobnego, co warto kupić jesienią? Koniecznie dajcie znać. Ja tymczasem wracam do mojej domowej produkcji świec.

31 sierpnia 2017

398. Yankee Candle, Delicious Guava

Lato w tym roku nie cały czas rozpieszczało nas wysokimi temperaturami. Zdarzały się dni chłodne i deszczowe, kiedy dla własnej wygody lepiej było zostać w domu z książką i kubkiem herbaty - bardzo jesiennie, prawda? Kiedy za oknem deszcz i czarne chmury, a w kalendarzu dalej lato, w przywróceniu wakacyjnej atmosfery pomóc może palenie wosków, najlepiej rześkich i owocowych. Taka jest też delicious guava od Yankee Candle.

Zapach wchodzi w skład kolekcji Q2 2017 Viva Havana, a opisywany jest jako pyszna, soczysta i dojrzała guawa połączona ze słodyczą tropikalnych owoców. Już sam kolor wosku i obrazek na nalepce sprawia, że cieknie ślinka a my już oczekujemy pięknego, owocowego zapachu, który przeniesie nas na tropikalne plaże.


Po roztopieniu wosk pachnie identycznie jak na sucho, nie czuć też w nim chemicznych dodatków. Delicious guava pachnie świeżymi, soczystymi owocami, mój nos nie jest niestety ich w stu procentach pewny. Obstawiam jednak, że to mango, ananas, no i zapewne guava - chociaż akurat jej nigdy nie jadłam i nie mam pojęcia jak pachnie. 


Moc wosku jest całkiem duża, odrobina wystarczy, żeby napachnić w całym mieszkaniu, nie tylko w jednym pokoju. Jednocześnie nawet długotrwałe palenie go nie przyprawia o ból głowy i nie nudzi się. Delicious guava to zapach słodki z dodatkiem kwaśnej nuty. Bardzo świeży i energetyczny, który spodoba się wszystkim fanom owocowych wosków. 
 


14 maja 2017

274. Yankee Candle, Honey Clementine

Kupiony jeszcze jesienią, przeleżał sobie w puszce z woskami aż do zimy. Kilka dni temu wypaliłam resztkę, bo średnio mi pasował i rzadko po niego sięgałam.


Wosk z owocowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu słodkiego miodu z cytrusową rozkoszą odświeżającej pomarańczy.



Wosk po odpaleniu jest prawdziwym zabójcą. Pachnie mocno, ostro, wręcz gryzie w nos. Cytrusy czuć słabo, miodu to ja tam wcale nie rozpoznałam. Najbardziej wyczuwalne są ostre przyprawy, które zagłuszają wszystko inne.  Właściwie zapach całkiem ładny, ale straszliwie mocny. Nie daje rady odpalenie go na chwilę, bo za chwilę po prostu rozchodzi się po kątach i nie czuć go wcale. I tak źle, i tak niedobrze. 

Zanim go odpakowałam i stopiłam, kilka jakiś tydzień przeleżał sobie na stoliku nocnym. Lubię kłaść tam nowe woski i sprawdzać, jak mi się ich zapach podoba. Przez folię czuć go było całkiem dobrze, ale nie było tej ostrej, gryzącej nuty. I wtedy bardzo mi się podobał.


Honey Clementine to ciepły, przyprawowy zapach. Typowo jesienny,  odrobinę przypomina mi nawet zapach palonych liści. Palony wiosną wydaje się nie na miejscu.



11 stycznia 2017

255. Yankee Candle - Flowers in the sun

Ostatni raz o woskach pisałam w maju. Strasznie dawno temu. Nie jestem świecoholiczką i w porównaniu z innymi blogerkami nie mogę pochwalić się znajomością aż tak dużej ilości zapachów, coś tam jednak znam i mogę pokazać. Dziś chciałabym przedstawić wam zapach z kwiatowej linii z serii Classic z 2016 roku.

Na Goodies, popularnej stronie ze świecami, o Flowers in the sun przeczytać można:

Wosk z kwiatowej linii zapachowej Yankee Candle 
z serii Classic o promiennym zapachu słodkich kwiatowych
 pąków, przywołujący wspomnienie przechadzek
 po malowniczych, kolorowych ogrodach.

 
Piękna nalepka przedstawiająca żółte kwiaty w pełnym letnim słońcu od razu nastraja mnie optymistycznie. Obiecuje mi ciepłe i słodkie kwiatowe zapachy. Na sucho wosk pachnie mocno, lekko pudrowo. Jest słodko i kwiatowo, zupełnie jak na letnim spacerze. Mnie Flowers in the sun przywodzi trochę na myśl czyste pranie. Dokładnie tak, sznur świeżo wypranej pościeli suszący się w gorącym, letnim słońcu. A obok wielgachna kępa nagietków, cynii, kosmosów i lilii - i wszystkie te kwiatowe aromaty wnikają w tkaniny. 

Po odpaleniu aromat nie jest mocny, robi za takie ładne, delikatne tło. Ale w końcu mało który kwiat pachnie na tyle mocno, by ścinał z nóg z daleka. Mnie Flowers in the sun pasuje i na lato i na zimę. To przyjemny i cieplutki zapach, który poprawi humor nawet w pochmurne dni.

Jeśli jeszcze nie próbowaliście tego zapachu, a macie na niego ochotę, widzę, że na stronie Pachnąca Wannna w promocyjnej cenie kupicie wosk, sampler lub dużą świecę.   




13 maja 2016

191. Yankee Candle: Cosy by the fire, Champaca blossom, My serenity, Riviera escape

Maniaczką wosków zapachowych nie jestem. Kupuję je i palę od czasu do czasu, ale jednak na ich punkcie nie wariuję. Poznałam już trochę zapachów, dlatego dziś mam dla Was podsumowanie kilku z nich. Na pierwszy ogień idzie...

Cosy by the fire


Wosk ze świątecznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu ciepłej mieszanki imbiru, goździka i pomarańczy zharmonizowana z nutami drzewnymi.


Wosk pachnie dokładnie tak, jak opisano na stronie. Czuć w nim dużo pomarańczy i przypraw. Obrazek pewnie robi swoje, ale dla mnie wosk pachnie po prostu grzanym winem. Jest to zapach ciężki i ciepły, idealny na zimę. Do cieplejszej pory roku nie pasuje zupełnie. Nie czuć w nim chemii. Dla wrażliwszych nosów większa jego dawka może być męcząca, ja go jednak uwielbiam.


Champaca blossom

Wosk z kwiatowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: kwiaty magnolii champaca.

Na sucho wosk pachnie bardzo świeżo, trochę pudrowo. Słodkość przełamana jest nutką kwaskową, przez co zapach staje się nieprzytłaczający i ciekawszy. Niestety po odpaleniu wszystko to znika. Wosk jest tak słaby, że nie czuć go w ogóle. Musiałabym pewnie wrzucić całą tartę na raz, żeby napełnić pokój zapachem.


My serenity

Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu słodkich gruszek i orzeźwiających pomarańczy z dodatkiem tropikalnych kwiatów oraz subtelnego piżma.
Dla mnie "my serenity" nie pachnie rześko. Pomarańczy nie wyczuwam w nim wcale. Jest słodko i trochę płasko. Czuć mieszankę owoców i kwiatów, które pachną całkiem przyjemnie, po jakimś czasie jednak potrafią znużyć. Przydałoby się więcej cytrusów. Moc wosku jest średnia. Na początku wrzucam go więcej, żeby coś poczuć, szybko jednak muszę go gasić, ponieważ zapach długo utrzymuje się w powietrzu i po niedługim czasie zaczyna mnie drażnić swoją słodkością.

Riviera escape


Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu delikatnej bryzy morskiej połączonej z aromatem śródziemnomorskich kwiatów oraz niewielkim dodatkiem ambry.

Niepowtarzalny zapach. Najmocniej czuć tutaj po prostu sól, kwiaty też są, ale daleko w tle. Całość jest bardzo rześka, aż drapie w gardło. Dodatkowo wosk ma ogromną moc - wystarczy dosłownie odrobina, żeby zapach rozszedł się w całym, nawet dużym pomieszczeniu. Trochę obawiałam się, czy po odpaleniu nie będę czuła toaletowej morskiej bryzy, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. 


To są zapachy, które mam odpieczętowane i które aktualnie palę (poza cosy by the fire, na ten zapach już późno). Największym ulubieńcem jest riviera escape, palę go najczęściej i z największą przyjemnością.





18 marca 2016

168. Yankee Candle, Frankincense

Ostatnio palenie wosków idzie mi bardzo sprawnie, i powoli zaczyna mi się ubywać. Niebawem trzeba będzie zrobić zakupy i zaopatrzyć się w nowe zapachy, tym razem typowo wiosenne, kwiatowe. Póki co jednak wykańczam zapachy cięższe, bardziej pasujące do jesieni i zimy.





Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: słodka żywica przełamana pikantnością pieprzu wraz z balsamiczną nutą drewna.

Obecnie woski Yankee Candle dostępne są w coraz to większej ilości sklepów internetowych oraz stacjonarnych. Gdyby ktoś był zainteresowany, stacjonarnie w Katowicach można je znaleźć w galerii Super Sam (ta nowa obok dworca autobusowego). Cena, w zależności od sklepu, 7 lub 8 zł.


Na stronie Goodies wymienione zostały trzy nuty zapachowe: żywica, pieprz, drewno. Czyżby to były składowe kadzidła? Mój nos jednoznacznie czuje w wypadku palenia tego wosku kadzidło, takie, jakiego używa się w kościołach. Nie ma dymu, więc nie łzawią nam oczy ani nie dusi nas w gardle. Pozostaje za to mocny, trochę usypiający zapach kadzidła. Z lekką nutką słodyczy (czyżby ta słodka żywica?), oraz czegoś ostrzejszego, pewnie właśnie pieprzu.

Zapach jest jednym z mocniejszych. Wystarczy odrobina by od razu wypełnić całe pomieszczenie, a nie tylko najbliższą okolicę kominka. Ja jestem w tym zapachu zakochana. Do tego stopnia, że zawijałam go sobie w szalik, żeby czuć go cały czas. Z pewnością kupię jeszcze niejedną tartę, bo jak na razie to mój ulubiony zapach Yankee Candle.

12 września 2015

123. Yankee Candle, Margarita Time

Lato definitywnie za nami. Czas na schowanie do szaf sandałów, letnich topów i szortów. To też pora (przynajmniej u mnie), na odstawienie, albo przynajmniej jak najszybsze wykończenie, owocowych żeli pod prysznic i orzeźwiających wosków.

Do takich wakacyjnych zapachów niewątpliwie należy Margarita Time od Yankee Candle.

Czym pachnie?
Cytrusami. Ja wyczuwam tutaj właściwie samą limonkę. Niestety, nie jest to zbyt udany zapach. Na sucho sampler pachniał dobrze - lekko, orzeżwiająco. Idealnie na ciepłe dni. Po odpaleniu jednak okazał się trochę śmierdziuszkiem. Mocnym, sztucznym cytrusem, który mnie niestety kojarzy się z kostką do wc.

Jeśli odpalimy go tylko na trochę, a później pozwolimy mu odrobinę wywietrzeć, jest zapachem całkiem dobrym, nie tak ostrym. Nie czuć wtedy tej chemicznej nuty. Jeśli jednak zostawimy zapalony kominek i wyjdziemy na dluższy czas z pokoju, po powrocie może nam się trochę w głowie zakręcić.


Jaka jest jego moc?
Całkiem spora. Są woski mocniejsze, jak na przykład Frankincense, ale Margarita Time z pewnością nie należy do słabiutkich. Wystarczy mały kawałek, aby zapach rozszedł się w całym pokoju w dość krótkim czasie.


Nie był to zbyt udany zapach, tym bardziej, że w ofercie Yankee Candle jest bardzo dużo owocowych kompozycji. Nigdy nie kupuję ich przez internet, bo wolę wcześniej sprawdzić, czy będą mi pasowały. Jak jednak widać, nawet i przy zakupach stacjonarnych zdarzają się pomyłki.

16 lipca 2015

111. Yankee Candle, white gardenia

Rzadko recenzuję sam tylko zapachu (to drugi raz na blogu), pora jednak i tego się nauczyć. Wiadomo, że na każdego dany kosmetyk działa inaczej, i czasem trudno opisać co tak właściwie zmienił w nas, bo to co czujemy, nie tak łatwo ubrać w słowa. Z zapachem jest jeszcze trudniej. Być może dla kogoś, kto działa w branży choćby perfumeryjnej, opisanie danego zapachu to prosta sprawa, ja jednak zupełnie nie mam w tym wprawy. Dlatego też moja recenzja wosku nie będzie najwyższych lotów. Mam jednak nadzieję, że mi to wybaczycie, i że może choć odrobinkę uda mi się Wam przedstawić zapach.


Rozkwita w iście królewskiej formule – bujnie, uwodząco, majestatycznie. A jak pachnie? Tak, że klękają przed nią z podziwu najznamienitsze, koronowane głowy! Biała gardenia to symbol królewskiej władzy – kwiat, który przez wieki hołubiony był przez piękne księżniczki i dzielnych królewiczów, a który dzisiaj – swoim wyjątkowym, dworskim aromatem – wypełnia nasze domy. Wszystko za sprawą kompozycji White Gardenia – zamkniętej w jasnej, naturalnej masie woskowej, bardzo klasycznej i szlachetnej, która swoim aromatem przywodzi na myśl widok królewskich ogrodów – zadbanych, rozłożystych i będących domem dla najwytworniejszych pawi.
źródło: goodies

Zapachy kwiatowe kojarzą mi się ze słodyczą i świeżością. Biała gardenia jest baaardzo słodka, ale mało świeża. Zapach jest delikatny, więc ta słodkość nas nie powali, mimo wszystko wosk palony zbyt długo może zmęczyć. Gardeni nigdy nie wąchałam, ale jeśli kwiaty naprawdę tak pachnią, chętnie powitałabym je w swoim ogrodzie. Na stronie goodies zapach opisany jest jako królewski. Coś w tym jest. Jest on bardzo elegancki, nie nachalny a jednak nie pozwalający przejść obok siebie obojętnie.

Chociaż spodziewałam się odrobinę innego zapachu (przez folię aromat był przytłumiony), biała gardenia mi się podoba i często gości w moim kominku. Jak już wspomniałam, nie jest to mocny zapach. Dość szybko roznosi się po mieszkaniu, ale też szybko po zdmuchnięciu świeczki się ulatnia. To całkiem przyjemna słodycz, nie mająca nic wspólnego z jedzeniem - bo takie słodycze w dużych dawkach są raczej zabójcze. 


Wydajność wosku zaliczam do całkiem dobrej. Wystarczy malutki kawałeczek, żeby napachnić w całym mieszkaniu - zapach ucieka z pokoju i w mig rozchodzi się na resztę pomieszczeń. 

Biała gardenia to zapach dobry i na zimę i na lato. Nie jest typowo świeży i orzeźwiający, nie zmrozi nas więc zimą. A mimo że słodki, pasuje i w upalne dni, bo nie jest to lepka słodycz.

10 kwietnia 2015

090. WoodWick, Bakery Cupcake

O Yankee Candle i Kringle Candle słyszała pewnie większość z Was. Sama paliłam do tej pory tylko YC. Wosków nigdy nie kupowałam przez internet, zawsze szłam sobie do sklepu z kosmetykami naturalnymi, który ma w swojej ofercie również pachnące tartaletki, i na miejscu wąchałam wszystkie dostępne. Żeby się później nie rozczarować.
Markę WoodWick odkryłam, kiedy rozpoczęłam moją aktualną pracę. Tak, właśnie między innymi takie cuda sprzedaję. Tak więc kiedy tylko przyszła dostawa, wywąchałam sobie wszystkie woski i od razu odłożyłam te, które spodobały mi się najbardziej. Dziś o pierwszym z nich.


Pierwszym wypróbowanym przeze mnie zapachem jest Bakery Cupcake. Najpierw dokładnie wywąchałam sobie świecę o tym zapachu (choć nazwana jest Wanilia) i totalnie przepadłam.




Wosk WoodWick zapakowany jest w plastikową formę, i swoim kształtem przypomina mi baton. Podzielony jest na cztery kosteczki, na które bardzo łatwo całość połamać. Trudniej jest, kiedy chcemy przełamać jedną kostkę na pół. Gołymi rękoma na pewno tego nie zrobimy. Ja do kruszenia wosków, również i tego, używam starego pilniczka do paznokci, może jednak pomóc sobie nożyczkami.


Delikatnie słodki kawałek miękkiego, żółciutkiego ciasta ze śmietankową polewą.

Zapach jest tak jedzeniowy i prawdziwy, że automatycznie zaczyna cieknąć na niego ślinka. Dla mnie Bakery Cupcake to mokre, żółte ciasto. Mocno czuć wanilię, ale to zdecydowanie nie jest sama wanilia. Ja wyczuwam w nim jeszcze proszek do pieczenia i aromat do ciasta. 
Zapach jest tak udany, jednoznacznie kojarzy się z ciasteczkiem. Nie czuć w nim żadnej chemii. 



Zapach należy do tych ciepłych i niezwykle słodkich, dlatego palenie go w nadmiarze może po prostu zaszkodzić. Jak jest z jego trwałością? Po tym względem przebija Yankee Candle. Pół kostki paliłam 20-30 minut, co pozwalało cieszyć mi się zapachem przez następne 2 godziny. Nie był on wtedy bardzo mocny, stanowił słodkie tło, jakbym siedziała w swoim pokoju, a w kuchni właśnie piekło się ciasto. 
Olejki zawarte w połowie kostki wystarczyły na ok. 5 dni palenia (w ciągu jednego dnia paliłam go raz lub dwa razy). Jak więc łatwo sobie obliczyć, jedno opakowanie wosku wystarczy na naprawdę długo. Zaznaczę jeszcze, że mój pokój do najmniejszych nie należy, a otwarte drzwi pozwoliły się zapachowi rozejść po całym mieszkaniu. A wystarczyło tylko 20 minut palenia. 


Cena wosków wynosi ok.9 zł. Dostępne są na wielu stronach internetowych lub, jeśli ktoś miałby po drodze, w  FH w Sosnowcu oraz dwóch galeriach (Factory i Kazimierz) w Krakowie (przynajmniej o tych lokalizacjach ja wiem).


Jeśli macie ochotę wypróbować wosk WoodWick, przypominam, że jeden z nich jest do wygrania w moim rozdaniu.