Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rimmel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rimmel. Pokaż wszystkie posty

7 stycznia 2018

409. Ulubieńcy 2017

Nigdy nie pisałam postów o ulubieńcach, bo w sumie nigdy nie miałam grona kosmetyków, które mogłabym do nich zaliczyć. A dla dwóch, trzech produktów nie warto robić podsumowań. W roku 2017 poznałam kilka bardzo fajnych produktów, a część polubiłam na tyle, że albo już do nich wróciłam albo na pewno to zrobię. Zapraszam na moich debeściaków 2017, może wśród nich znajdziecie i swoich ulubieńców.


W kwestii pielęgnacji włosów nie było w tym roku wielkich odkryć. Używałam kilku produktów naprawdę wow, które poznałam wcześniej, ich działanie więc mnie nie zaskoczyło. Totalnym zaskoczeniem była za to odbudowująca odżywka z keratyną Cien, marki Lidla. Produkt kosztujący wtedy 5 zł (niedawno widziałam, że teraz cena podskoczyła chyba do 5,5 zł) okazał się tak mocno wygładzającą odżywką, że po prostu szok. Nie trzeba trzymać jej na włosach długo, efekty widoczne są nawet jeśli odżywkę tylko nałożymy, wmasujemy we włosy i spłuczemy. Włosy są gładkie, błyszczące i sprężyste. W żadnym razie nie oklapnięte czy zbite. Ja efektem byłam zachwycona. Kupiłam ją po przeczytaniu kilku pozytywnych opinii i bardzo cieszę się, że to zrobiłam. Drugim produktem, który wybił się na tle innych, jest dwufazowy eliksir do włosów Elseve. Kupiłam go po ostatnim farbowaniu jako dodatkową ochronę koloru. Nie jestem pewna do końca, czy faktycznie zapobiegł wypłukiwaniu pigmentu, ale z pewnością sprawdził się jako lekka odżywka. Świetnie wygładza włosy, lekko je nabłyszcza i pomaga w rozczesaniu ich. Po niej też nie plączą się tak bardzo. Przy tym nie obciąża włosów i jeszcze nie zdarzyło mi się jej przedawkować.

 O solance borowinowej BingoSpa pisałam osobny post, tam też bardzo ją wychwaliłam. Opinię podtrzymuję, to najlepszy kosmetyk do stóp, jaki miałam. Pomaga się odprężyć i pozbyć uczucia zmęczenia po zabieganym dniu, a do tego niesamowicie szybko i skutecznie wręcz rozpuszcza zrogowaciały naskórek. Wystarczy 10 minut kąpieli w solance plus peeling, i mamy mięciutką skórę stóp jak po wizycie w SPA. Prawdziwe czary. Wielki boom na markę Yope był już jakiś rok temu, ja jednak zwlekałam i zwlekałam, no bo co może być takiego odkrywczego w mydle do rąk albo żelu pod prysznic? Ano skład może być odkrywczy. A jak skład to i działanie. Mydło nie dość, że pięknie pachnie (moja ulubiona wersja to werbena), to jeszcze pielęgnuje dłonie. Nigdy jeszcze po użyciu mydła moje dłonie nie były tak miękkie i delikatne, nie ma mowy nawet o najsłabszym przesuszeniu. 


Jeśli jednak dopuszczę do tego, że skóra dłoni stanie się sucha i podrażniona, na ratunek przybywa krem do rąk L'occitane. To natychmiastowa ulga dla dłoni, nawet tych bardzo zniszczonych. Krem ma świetne, bo szybkie i długotrwałe działanie, a do tego posiada całe mnóstwo zapachów do wyboru. Jego jedyną wadą jest cena, ponieważ za tubkę 30ml zapłacić trzeba ponad 30 zł. O kolejnym ulubieńcu też już kiedyś pisałam. Żel aloesowy Mizon to moja tajna broń na ukąszenia owadów i w takim głównie celu go używałam. Po to też go kupię już za kilka miesięcy. Sprawdzałam żel Holika Holika i on już nie działa tak dobrze na bąble. Maseczki na noc Clinique używam od niedawna, ale i w jej przypadku efekt jest natychmiastowy, więc polubić ją można od pierwszego użycia. Bardzo mocno nawilża i wygładza buźkę, a efekt utrzymuje się do kilku dni.



Zapachy kosmetyków Yves Rocher zachwycają mnie już od kilku lat. Okazuje się jednak, że nie tylko żele i balsamy mogą pięknie pachnieć. Woda perfumowana Rose Oud oczarowała mnie swoim głębokim i eleganckim zapachem róży. Gdyby rosła róża, która pachnie tymi perfumami, byłaby w kolorze głębokiej czerwieni, duża i wysoka, niedostępna dla ludzi. Miałaby idealny kształt płatków, bez jednej skazy. Na taki kwiat można by się tylko patrzeć, absolutnie nie ścinać do bukietu. Rose Oud jest tajemniczy, ciężki i elegancki, lekko otumaniający zmysły jak kadzidło. A że ja lubię wszystko co mroczne i tajemnicze, tak i perfumy musiałam pokochać. O oczyszczająco matującej maseczce Sephory pisałam w poprzednim poście. Pięknie oczyszcza i uspokaja cerę, odświeża i nie wysusza. Ostatni produkt ze zdjęcia to emulsja przeciw zaskórnikom Cosrx. Zawiera 4% kwasy BHA i działa prawdziwe cuda z cerą tłustą, zanieczyszczoną i skłonną do wyprysków. Od podpierania głowy rękoma miałam potworny wysyp na linii szczęki, a emulsja ta pomogła mi się pozbyć bolących grudek już po trzech użyciach. Hamuje rozwój nowych wyprysków, wysusza stare, delikatnie rozjaśnia cerę i naprawdę mocno ogranicza wydzielanie sebum. A do tego rewelacyjnie nawilża skórę. Jest to kosmetyk koreański całkiem dobrze dostępny. Dość wysoka cena (ceny zaczynają się od 84 zł) nie wyda się straszna kiedy zobaczymy, jak niewiele produktu potrzeba na jeden raz. Po dwóch miesiącach używania zjechałam poniżej napisu BHA, więc wydajność powala. 

 

Pora na kolorówkę. Spośród kilku używanych przeze mnie w tym roku tuszy najlepszy okazał się Wonder'fully Real Rimmel London. Tak pięknie wydłużonych i podkręconych rzęs nie widziałam u mnie nigdy. Tusz ładnie wygląda na rzęsach przez cały dzień, nie osypuje się ani nie rozmazuje. Dość długo zasycha, może się więc odbić pod oczami, zwłaszcza jeśli akurat wtedy kichniemy. Przy okazji zakupów w Hebe przypomniałam sobie o podkładzie Catrice HD Liquid Coverage, który już od dawna chciałam wypróbować. Zakochałam się już od pierwszego użycia. Na mojej twarzy podkład wygląda idealnie, po prostu jak druga skóra. Idealne krycie, kolor dopasowujący się do koloru cery, lekki, rozmasowuje się bez smug, po zastygnięciu nie przypomina maski. Przypudrowany utrzymuje się aż do demakijażu, i nie zapycha skóry. Kolor 030 Sand Beige najpierw wydał mi się za jasny, ale po kilku użyciach przekonałam się do tego koloru i ciemniejszy mogłabym kupić tylko latem. Z podkładem świetnie współgra Liquid Camouflage, czyli słynny kamuflaż, wersja w płynie. Kolor 020 Light Beige świetnie pasuje jako korektor pod oczy. Ładnie kryje niezbyt mocne cienie, nie wchodzi w załamania i nie kruszy się. Na wypryski sprawdza się gorzej niż wersja w słoiczku, ponieważ ma słabsze krycie, a kolor jest za jasny, ale nie jest w tej roli całkiem beznadziejny. Pod oczy jednak ideał.


Z kosmetyków do ust najczęściej używałam Golden Rose Matte Lipstick Crayon w kolorze numer 22. To bardzo naturalny, lekko chłodny róż. Matowe szminki uwielbiam, a ta ma świetną trwałość i nie wysusza bardzo ust. Równie często nosiłam szminkę MAC w odcieniu Twig. Już nie matowa, a satynowa, wręcz pielęgnowała usta. Śliczny kolor idealny do codziennego makijażu. Trwałość trochę słabsza niż w przypadku szminek matowych, ale za to przeogromny komfort noszenia i zero suchych skórek na ustach. 


I na koniec akcesoria, pędzle do makijażu Hebe. Przyznaję się, większość z nich należy do mojej siostry, ale bezczelnie ich używałam i na pewno kupię sobie takie same. Najbardziej podoba mi się trójeczka do makijażu oczu: E03, E04 i E06. Miękkie, cienie się z nich nie osypują. Numerek 06 precyzyjnie nakłada cienie, a numerki 03 i 04 ładnie rozcierają granice. Makijaż oczu jest z nimi dużo prostszy i szybszy, aż chce się eksperymentować. F04 do konturowania jak dla mnie mógłby być troszkę większy. F01 do pudru idealny, a F03 do podkładu na początku trochę mnie denerwował, ale teraz przywykłam. Potrzeba trochę więcej czasu, żeby nałożyć podkład nim, zamiast palcami, a efekt nie jest wcale lepszy. Spróbowałam więc pędzla i wiem, że to nie dla mnie. Jakość tych pędzli w porównaniu z ceną jest bardzo dobra i tylko szkoda, że w większości Hebe dostępnych jest tylko kilka modeli. 


Trochę ulubieńców się uzbierało, tekstu o nich. Jeśli przebrnęliście do końca dajcie znać, czy znacie te produkty i jak u was się sprawdziły.



5 maja 2017

271. Rimmel, Mascara Volume Shake

Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu tusze do rzęs mogły dla mnie nie istnieć. Zawsze w domu jakiś miałam, ale nie używałam ich w codziennym makijażu. Dziś łapię się na tym, że czasami tusz i podkład to mój cały ekstremalnie szybki makijaż. Tusz muszę mieć, a jak się skończy, to tak jakby się szampon skończył - następca musi być od ręki.

Ulubionego nie mam, mam jednak w pamięci dwa worki - jeden z tuszami, do których nigdy nie wrócę, i jeden z takimi, które kiedyś kupię znowu. Jakiś czas temu wykończyłam jeden, który poleciał do wora nie kupuj, i zabrałam się za używanie nowego tuszu Volume Shake od Rimmel.


Wstrząśnij, żeby zachować świeżość produktu!  

Opatentowana technologia Shake-Shake pomaga zachować świeżość maskary. Szczoteczka zaprojektowana jest w sposób, który pozwoli Ci na uzyskanie pięknego wachlarza rzęs.
• Przełomowa technologia Shake-Shake, która pomaga zachować świeżość produktu
• Niesamowita objętość bez grudek
• Maskara pozostaje świeża od pierwszego do ostatniego użycia.
Opatentowana technologia Shake-Shake pozwoli Ci cieszyć się niesamowitą objętością na dłużej!

źródło



 Mascara wyróżnia się opakowaniem, w środku którego oprócz tuszu i szczoteczki znajdziemy kuleczki albo inne ustrojstwo, które przy potrząsaniu miesza tusz i rozbija jego grudki. Pomysł bardzo fajny, do tej pory coś takiego spotkałam w jednym lakierze do paznokci. Póki co nie mogę jednak ocenić czy faktycznie zwiększa żywotność mascary, ponieważ najzwyczajniej jest ona jeszcze młoda i świeża sama w sobie. Potrząsać jednak zawsze potrząsam :)


Zarówno samo opakowanie jak i szczoteczka są dosyć spore i niezbyt poręczne. Tak duża szczoteczka faktycznie ładnie i dokładnie maluje rzęsy, ale tylko te w środkowej części. Nie jest łatwo dotrzeć nią do kącików oczu bez ubrudzenia się tuszem. Czasami wolę się poddać i rzęsy pomalować tyle o ile, niż ryzykować, że kolejne piętnaście minut spędzę na zmywaniu tuszu z nosa i policzków. 

Sam tusz spisuje się znakomicie. Dużo zależy oczywiście od tego jak wyglądają nasze rzęsy i jak bardzo przyłożymy się do ich pomalowania. Moje są długie ale rzadkie, tusz więc je optycznie wydłuża i tylko trochę pogrubia. Nakładanie dwóch warstw przeważnie kończy się posklejanymi rzęsami, ale tusz ma na tyle intensywny czarny kolor, że już jednak warstwa w zupełności wystarczy. Tusz się nie rozmazuje ani nie osypuje przez cały dzień. Dosyć trudno też go zmyć, mimo że nie jest wodoodporny. 



Dla mnie to dobry tusz, i na tyle właśnie go oceniam - na 4. Do piątki zabrakło wygodniejszej szczoteczki, ta jest po prostu za duża by swobodnie pomalować nią nawet najkrótsze rzęsy w kącikach oczu. Za możliwość wypróbowania tuszu dziękuję portalowi Ofeminin, a was zapraszam do zapoznania się z innymi opiniami o mascarze tutaj.

3 listopada 2015

135. Szminkowe i lakierowe nabytki

Z większości promocji w Rossmannie -49% korzystałam, nigdy jednak nie szalałam. Tym razem postanowiłam kupić większą ilość szminek, żeby uzupełnic zapasy kolorów (doszłam do wniosku, że mam same ciemne szminki) i nie przepłacać poza okresem promocji. Chodziłam sobie od szafy do szafy i brałam, co mi się podobało. Zupełnie jednak nie liczyłam, za ile pieniędzy mam już kosmetyków w koszyku, i przy kasie okazało się, że trochę przekroczyłam swój limit.


Na promocji kupiłam pięć szminek i pięć lakierów. Zastanawiałam się nad szminkami w kredce i błyszczykami, ale zwyciężyło przyzwyczajenie.



Wibo Glamour Sand - nr 4
Cena regularna - 7,99 zł.
Cena promocyjna - 4,07

Przepiękny, mieniący się złotymi, czerwonymi, zielonymi i fioletowymi drobinkami lakier. Zmywanie pewnie będzie uciążliwe, ale efekt jak najbardziej przyda się w karnawale, do którego już przecież wcale nie tak daleko.


Wibo Granite Sand - nr 1
Cena regularna - 7,29 zł.
Cena promocyjna - 3,72 zł.

Dokładnie ten sam kolor skończył mi się niedawno. Bardzo polubiłam zarówno strukturę lakieru, jak i ten konkretny odcień. 



Sally Hansen - 360 Plum's the world
Cena regularna - 29,99 zł.
Cena promocyjna - 15,29 zł.

Nie wiem jak bardzo musiałby mnie zauroczyć jakiś lakier, żebym wydała na niego 30zł. Ale za 15 to już mogę wypróbować. Ładny, zhaszony wrzos, nie bardzo rzucający się w oczy - będzie idealny na jesień i zimę.


Eveline - lakier zdążył zniknąć mi z pola widzenia zanim spisałam kolor
Cena regularna - 9,49 zł.
Cena promocyjna - 4,84

Delikatny, rozbielony brąz. Nie będzie rzucał się w oczy, spokojnie więc będę mogła malować nim paznokcie do pracy. 


Wibo 1 Coat Manicure - nr 14
Cena regularna - 6,19 zł.
Cena promocyjna - 3,16 zł.

Ciekawy, elegancki kolorek. Za klasycznymi czerwieniami nie przepadam, ten mocny fiolet będzie dobrym zastępnikiem. Ciekawe też jak z tą jedną warstwą będzie naprawdę.


Revlon Super Lustrous - 002 Pink Pout
Cena regularna - 26,99
Cena promocyjna - 13,76




Chłodny róż. Na żywo błyszczy się troszkę bardziej niż na zdjęciu, jest to jednak bardzo słaby połysk. Taki odpowiada mi najbardziej.


Rimmel Lasting Finish Lipstick - 086 Sugar Plum
Cena regularna - 19,99 zł.
Cena promocyjna - 10,19 zl




Słodki, uniwersalny róż. Bardzo gładko sunie po ustach, mocno błyszczy. Nie ma drobinek brokatu.


Wibo Matte Intense - nr 4
Cena regularna - 9,99 zł.
Cena promocyjna - 5,09 zł.




Ładny czerwony kolorek. Bardzo ciężko jednak umalować nią usta. Szminka jest bardzo tępa i trzeba się namachać, żeby coś było widać.


Maybelline Color Sensational - 148 Summer Pink
Cena regularna - 23,99 zł.
Cena promocyjna - 12,24 zł.




Mam jeszcze jeden kolor z tej serii. Szminki są bardzo miękkie, świetnie nawilżają usta. Do tego pachną piekną wanilią.


Astor Soft Sensation - 404 Gentle Coral
Cena regularna - 27,99 zł.
Cena promocyjna - 14,27 zł.





Ta szminka chyba stanie się moim ulubieńcem na następne miesiące. Jest najdelikatniejsza, łatwo sunie po ustach. Jeśli jeszcze trwałość będzie przyzwoita, pokocham ją.



Szminki zużywam tak powoli, że dziś prawdopodobnie zrobiłam sobie zapasy do końca życia.