Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

21 lipca 2017

392. Tołpa, łagodny płyn micelarny - tonik 2 w 1 z bławatkiem i lukrecją

Jakiś czas temu pisałam o żelu do demakijażu oczu Tołpy, które skutecznie ale delikatnie zmywał cały makijaż. Był to mój pierwszy produkt marki do pielęgnacji twarzy, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Bo o Tołpie różnie się mówi, a większość opinii, które ja czytałam, twierdziły, że Tołpa jest trochę przereklamowana i wcale nie tak skuteczna, jak napisano na etykietce. Postanowiłam spróbować z następnym ich kosmetykiem do demakijażu. Wybór padł na łagodny płyn micelarny-tonik.

Połączenie płynu micelarnego i toniku ma nam zagwarantować dokładne, a jednocześnie delikatne dla skóry oczyszczanie. Wstępne, oczywiście, bo wody z mydłem nic nie zastąpi. Płyn przeznaczony jest dla skóry wrażliwej i zawiera ekstrakt z bławatka i lukrecji. Ma odświeżyć, nawilżyć i przywrócić uczucie komfortu. Czy to robi? Zdecydowanie tak! Połączenie płynu micelarnego z tonikiem to świetny pomysł na zniwelowanie uczucia ściągnięcia czy podrażnienia. Makijaż zmywam po powrocie do domu za pomocą płatka nasączonego płynem, i tak sobie chodzę do wieczora. Wtedy dopiero myję twarz żelem i nakładam kosmetyki nawilżające. Cenię więc sobie kosmetyki do makijażu, dzięki którym moja skóra przez te kilka godzin jest odświeżona i delikatnie nawilżona, a ja nie muszę jej od razu szorować i nakładać kremu, bo tak mnie skóra ciągnie i piecze.

Swoje podstawowe zadanie, a więc zmywanie makijażu, płyn spełnia doskonale. Elegancko domywa podkład, puder i kosmetyki do konturowania. Nie straszne mu też matowe szminki - rozpuszcza je praktycznie od razu, wystarczy przejechać płatkiem i gotowe. Jak radzi sobie z demakijażem oczu? Równie dobrze. Cienie zmywa za pierwszym pociągnięciem, nawet te bardzo ciemne. Mascarę rozpuszcza i zmywa w całości po kilku przyłożeniach płatka. Nie podrażnia i nie szczypie, nawet jeśli dostanie się do oka. Po jego użyciu przez chwilę skóra jest trochę lepka, ale za moment płyn albo wysycha, albo się wchłania. Grunt, że zostawia po sobie czystą (przynajmniej na pierwszy rzut oka) i odświeżoną cerę, bez uczucia ściągnięcia. Stosowany jako tonik łagodzi i lekko chłodzi, a skóra po nim jest miękka i gotowa na przyjęcie kremu. W dni, kiedy nie mam makijażu, lubię nim przecierać twarz w ciągu dnia, dla uczucia odświeżenia. 

Posiadam wersję XXL, mieszczącą 400 ml płynu. W przypadku szamponów i płynów micelarnych to dla mnie najlepsza opcja, bo wtedy nie muszę ci chwila kupować nowych. Czy płyn jest wydajny? To już zależy od tego, jak go kto używa. Można zwilżyć płatek i objechać nim całą twarz, albo zużyć do tego kilka płatków i automatycznie więcej płynu. Po miesiącu stosowania zużyłam 1/3 opakowania, więc nie jest źle, nie jestem rozrzutna. Płyn kupiłam w Lidlu za ok. 15 zł. Na stronie producenta jest butelka 200 ml za 16,99 zł, więc okazja średnia. Warto poszukać go w drogeriach czy właśnie marketach. Dozowanie płynu nie sprawia trudności. Jeśli tylko robimy to ostrożnie, płyn nie wylewa się w nadmiarze.

SKŁAD
AQUA, POLOXAMER 184, DISODIUM COCOAMPHODIACETATE, POLYSORBATE 20, PEAT EXTRACT, GLYCYRRHIZA GLABRA ROOT EXTRACT, CENTAUREA CYANUS FLOWER EXTRACT, DISODIUM EDTA, SODIUM CITRATE, SODIUM CHLORIDE, SODIUM HYDROXIDE, GLYCERIN, CITRIC ACID, PROPYLENE GLYCOL, PARFUM, BENZYL ALCOHOL, SALICYLIC ACID, SORBIC ACID. 

 Łagodny płyn micelarny-tonik 2 w 1 od Tołpy jest produktem naprawdę godnym polecenia. Skutecznie usuwa makijaż, a przy dba o naszą skórę. Nie podrażnia i nie szczypie w oczy - a to jest coś, co w oczach wielu konsumentek dyskryminuje produkty do demakijażu. Kto chce się sam krzywdzić? W przypadku tego płynu nie ucierpią ani nasze oczy, ani skóra, ani kieszeń. 






14 lipca 2017

390. Joanna, kawowy peeling myjący do ciała.

Malutkie peelingi Joanny znane są chyba wszystkim. Większość też wypowiada się na ich temat pozytywnie. Zachęcona tymi opiniami postanowiłam i ja w końcu wypróbować je na sobie. Wybór padł na wersję kawową - bo tego zapachu po prostu popsuć się nie da.



Opakowanie peelingu jest małe, mieści zaledwie 100 g produktu. Czyni to z niego idealnego towarzysza wakacyjnych wojaży - taniego, małego, w wielu ciekawych zapachach. I do tego łatwo dostępnego.




SKŁAD
AQUA, POLYETHYLENE, SODIUM LAURETH SULFATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, GLYCERIN, DISODIUM LAURETH SULFOSUCCINATE, TRIETHANOLAMINE, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, COCO-GLUCOSIDE, GLYCERYL OLEATE, XANTHAN GUM, POLYQUATERNIUM-7, COFEA ARABICA FRUIT EXTRACT, PROPYLENE GLYCOL, DISODIUM EDTA, PARFUM, SYNTHETIC WAX, DMDM HYDANTOIN, METHYLCHLOROISOTHIAZOLINONE, METHYLISOTHIAZOLINONE, CI: 16255, CI: 19140, CI: 42090. CI: 77499.

W przypadku tego peelingu już przy zakupie warto zwrócić uwagę na to, że jest to peeling myjący. Próżno więc spodziewać się mocnego zdzieraka. Peeling z powodzeniem można stosować jako żel lekko masujący. Efekt peelingu jest bardzo słaby.  Dla delikatnej skóry, albo stosowany codziennie - daje radę. Jeśli ktoś jednak robi peeling raz w tygodniu i do tego lubi efekt mocno zdartej starej skóry, będzie zawiedziony. Ja lubię, kiedy peeling drapie, a nie tylko masuje. Używam go w dość sporych dawkach, żeby cokolwiek poczuć, ale miłości z tego zdecydowanie nie ma. W moim przypadku tak nie będzie, bo ja po prostu lubię inne peelingi. Ktoś inny właśnie za to może go polubić.

Jako żel pod prysznic sprawuje się bardzo dobrze. Pieni się delikatnie, kremowo. Skóra nie jest po nim sucha, nie zostaje też żadnej tłustej warstewki. Peeling lepiej myje niż peelinguje. Zapach ma przyjemny, ale sztuczny. Na moją ocenę może jednak wpływać fakt, że porównywałam go z kawowym żelem pod prysznic Yves Rocher - prawdziwym cudem zapachowym.

19 lipca 2016

215. Letnia pielęgnacja twarzy

Nigdy nie robiłam postów podsumowujących moją pielęgnację, bo nigdy nie wydawała mi się ona do końca satysfakcjonująca. Ciągle coś wymieniałam i zmieniałam. Teraz jednak znalazłam chyba zestaw odpowiadający mojej skórze, bo od kilku miesięcy jestem z niej bardzo zadowolona. 
Cery dobrej nigdy nie miałam. Bardzo łatwo było ją zapchać, a zbyt mocne oczyszczanie potrafiło ją podrażnić. W makijażu potrzebowałam mocnego krycia, bo po każdym wyprysku na długie tygodnia zostawało mi przebarwienie. A zakrywanie wszystkiego podkładami i korektorami doprowadzało do kolejnego zapychania porów - i mamy błędne koło.

Powoli do mnie w końcu dociera, że moja cera lubi minimalizm. Wcale nie muszę przecierać jej milionami toników, robić regularnych peelingów i smarować trzema różnymi kremami. W gruncie rzeczy ona, ta moja cera, lubi jak o niej zapominam. Jak jej daje spokój i pozwalam żyć własnym życiem.

Poniższy zestaw kosmetyków jest przeze mnie aktualnie używany do pielęgnacji twarzy. Nie robię podziału na rano i wieczór, bo u mnie nie ma różnicy. Tylko demakijażu rano nigdy nie robię.


DEMAKIJAŻ


Demakijaż wykonuję rzadko, bo prawie wcale się teraz nie maluję. Czasami, kiedy robi mi się żal cieni i tuszu, że tak sobie leżą zapomniane, maluję oczy. Wieczorem zmywam je 2-fazowym płynem do demakijażu Bielenda. Płyn jest delikatny i nie podrażnia oczu, co przy tego typu kosmetykach jest bardzo ważne. Cienie i kolorowe kredki zmywa już za pierwszym pociągnięciu. Tusz potrzebuje trochę więcej czasu, ale też ładnie się zmywa. 

O ile podkład odstawiłam całkiem, o tyle zdarza mi się użyć pudru, różu czy bronzera. Wieczorem pozbywam się ich za pomocą płynu micelarnego 3w1 do skóry normalnej i mieszanej od Garnier. Nie jest to najlepszy płyn micelarny, strasznie śmierdzi alkoholem i muszę pilnować się, żeby nie zawędrował za blisko oka. Kosmetyki zmywa jednak dobrze, więc z pewnością zużyję do końca.



MYCIE


Resztki kosmetyków a także codzienne zabrudzenia takie jak pot, kurz czy sebum, zmywam kremem do oczyszczania twarzy Nivea. Jest to wyjątkowo delikatny kosmetyk, który nie wysusza a nawet delikatnie nawilża skórę. W prawdzie wysoko w składzie ma parafinę, mnie jednak nie przeszkadza to, ponieważ nie zapycha ona moich porów.  

Co kilka dni, w celu silniejszego oczyszczenia stosuję żel z kwasem migdałowym Norel. Daje potężną dawkę oczyszczenia i niweluje 90% pojawiających się wyprysków. Przestałam używać go do codziennego mycia, ponieważ zaczął już wysuszać skórę. Nie chcę by moja cera przyzwyczaiła się do niego i przestała na niego reagować.




TONIZOWANIE


Następnym krokiem w pielęgnacji jest/powinno być tonizowanie. Przyznam, że przestałam robić to regularnie. Raz sięgnę po tonik, raz nie. Niekiedy nie zrobię tego po umyciu twarzy, ale nadrobię kilka razy w ciągu dnia. 

Szczególnie oliwkową woda tonizującą z witaminą C od Ziaja traktuję jak preparat do odświeżania i orzeźwiania. Kiedy robi się gorąco, pryskam nią na twarz i od razu czuję ulgę. Natomiast wodę różaną KTC zdarza mi się używać do porannego oczyszczania twarzy zamiast żelu. Nie czuję wtedy ściągnięcia, skóra nie robi się sucha a za to pięknie pachnie różą. 



NAWILŻANIE


Jeśli w części "nawilżanie" spodziewaliście się kilkunastu różnych kremów i ser, to srogo was rozczaruję. Takie cuda to nie u mnie. Zawsze mam w użytku maksymalnie dwa kremy do twarzy plus jeden pod oczy. 

Latem nie mogłabym używać niczego co jest tłuste i długo się wchłania, nawet wieczorem. Ultranawilżający krem-żel Hydrain 3 Hialuro od Dermedic idealnie wpasowuje się w wysokie temperatury. Jest bardzo lekki, szybko się wchłania a jednocześnie zapewnia porządną dawkę nawilżenia. Używam go bardzo nieregularnie, na zasadzie "kiedy sobie przypomnę", a i tak nie mam żadnych suchych placków czy odstających skórek.

Trochę bardziej regularnie używam rozświetlającego kremu pod oczy MultiVitamin od Norel. Krem ładnie się wchłania i nawilża okolice oczu. Nie podrażnia mnie i nie uczula. Daje lekki efekt rozświetlenia, którego w sumie za moimi okularami i tak nie widać. Ważne jednak, że dba o nawilżenie tego najwrażliwszego miejsca na twarzy i choć trochę opóźnia procesy starzenia.


MASECZKI

 Latem częściej stosuję maseczki nawilżające niż oczyszczające, i robię je średnio dwa razy w tygodniu. Najczęściej jest to nawilżająca maseczka ze śródziemnomorską oliwą z oliwek z Avon oraz ekspresowa maska do twarzy odświeżająca Bania Agafii. Obydwie dają przyjemne uczucie nawilżenia i złagodzenia podrażnień, zwłaszcza tych słonecznych. Rosyjska maseczka dodatkowo pachnie mentolem i przyjemnie nawet nie chłodzi a wręcz mrozi twarz. 

Co najmniej raz w miesiącu robię maseczkę z glinki czarnej z Morza Martwego ze srebrem od Fitocosmetic. Cera po niej jest widocznie czyściejsza, przez długi czas matowa. Glinka też ładnie oczyszcza to co siedzi nam w środku skóry, tak więc tuż po jej użyciu można spodziewać się nagłego oczyszczającego wysypu, który jednak szybko i ładnie się goi. 




INNE


Co jakiś czas zdarza mi się użyć oczyszczających pasków na nos z węglem aktywnym od Clean&Simple.  To bardzo fajne, naprawdę działające paski. Za 6 sztuk w Douglasie zapłacić trzeba 14,90. Producent zaleca używać ich nie częściej niż raz w tygodniu, więc jedno opakowanie wystarczy na długo.

Sytuacja też czasami zmusza mnie do zasmarowania pojawiającego się wyprysku punktowym koncentratem antybakteryjnym a kwasami AHA od Farmona. Jego działanie jest raczej delikatne. Łagodzi zmiany na skórze, hamuje ich rozwój i pomaga szybciej zniknąć. Nie ma jednak cudów, że po jednej nocy pryszcz znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. 

Ostatnim kosmetykiem, który znalazł się w moim zestawieniu, jest peeling enzymatyczny z żeń-szeniem od Avon. Jest to jednak kosmetyk używany tak sporadycznie, że ciągle jeszcze nie wyrobiłam sobie o nim zdania. Jedyne co mogę na razie o nim powiedzieć to to, że najwidoczniej wcale nie jest mi potrzebny. 



 Przez ostatnie dwa lata starałam się wyrobić w sobie nawyki codziennego używania wszystkich tych kosmetyków, które miały mieć cudowny wpływ na moją cerę. Jakiejkolwiek systematyczności i porządku, żeby zawsze robić to i tamto. Teraz widzę, że to nie jest droga dla mnie. Ja wcale nie muszę używać codziennie kremu, żeby mieć nawilżoną skórę. Nie muszę robić dwa razy w tygodniu peelingu, żeby pozbyć się suchych skórek. Nie potrzebuję dwa razy dziennie szorować twarzy, żeby odblokować pory. Nie twierdzę, że odkryłam złoty środek dla wszystkich, to tylko złoty środek dla mnie - im mniej, tym lepiej. Dlatego uważam, że warto próbować wszystkiego, i tego więcej i tego mniej, i częściej i rzadziej.


11 grudnia 2015

146. Golden Rose, Color Expert nr 47

Recenzje lakierów pojawiają się u mnie rzadko, ponieważ paznokcie maluję przeważnie wieczorem, a wtedy niestety nie ma już odpowiedniego światła do zrobienia zdjęć. Następnego dnia za to zawsze zdążę coś już popsuć, zedrzeć końcówki albo złamać paznokieć, zanim chwycę za aparat.
Znalazłam jednak na dysku zdjęcia pewnego letniego kolorku, do którego teraz rzadko wracam, ale myślę, że w połączeniu z białym, fajny zimowy mani może wyjść.


Ten przyjemny smerfny niebieski to odcień o numerze 47 z serii Color Expert marki Golden Rose. Seria zawiera aż 98 odcieni, istny szał kolorów. Ja zdecydowałam się na klasyczny niebieski, kilka tonów ciemniejszy niż błękit.


Lakier mieści się w buteleczce o pojemności 10,2 ml. Pędzelek należy do tych szerokich. Krycie jest naprawdę dobre, choć to pewnie zależy również od odcienia, jaki posiadamy. Niebieski kryje po jednej grubszej lub dwóch cieńszych warstwach. 


Lakier wysycha naprawdę szybko, po około 20 minutach mogłam bez problemu znowu zacząć używać dłoni. Trwalość lakieru powalająca nie jest. Ale też muszę przypomnieć, że moje paznokcie takie po prostu są - słabe i to bardzo. A w tamtym okresie nie używałam jeszcze odżywki. Po dwóch dniach więc odpryski już były.Były to jednak odpryski rozdwajających się paznokci, nie samego lakieru.


Lakier kupić można na stoiskach Golden Rose w cenie 5,90 zł.



8 grudnia 2015

145. Bania Agafii, Czarna kąpiel

Kiedyś kupowanie szamponu nie było czymś, co zajmowałoby mi więcej czasu i pochłaniało dużo uwagi. Szampon to szampon, każdy dobry (byle tylko nie szampon z odżywką w jednym, po takim połączeniu włosy wyglądają u mnie jak nieumyte). Trochę ponad rok temu postanowiłam spróbować czegoś nowego, i tak trafiłam na szampony Yves Rocher. Moje wlosy, a właściwie skóra mojej głowy, tak się do nich przyzwyczaiła, że teraz drogeryjne szampony wywołują u mnie potworne swędzenie. No ale ile mogę używać tych samych szamponów, kiedy na rynku jest tyle nowości, tyle zapachów?

Rosyjskie szampony to jedne z niewielu, które absolutnie w żaden sposób nie podrażniają skóry mojej głowy. Dziś na tapetę biorę Czarną Kąpiel Agafii.


Co widać gołym okiem?
Szampon zamknięty jest w poręcznej, raczej małej butelce z ciemnego plastiku, przez który nie widać, ile szamponu jest jeszcze w środku. Zamykanie na klik jest wygodne, nie zacina się i nie otwiera. 

Szampon jest bardzo gęsty, ma konsystencję trochę glutowatą. Nie rozlewa się na dłoni, uformowaną z niego kulkę można po dłoni przesuwać. Jest w kolorze ciemnobrązowym, nie brudzi jednak wanny.


Co mówi producent?
Szampon chroni przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych. Kwiaty dziurawca zawierają mnóstwo biologicznie aktywnych substancji, odżywiają cebulki włosowe. Szałwia wzmaga krążenie krwi i wzmacnia korzenie włosów, zapobiega pojawieniu się łupieżu.

Skład
AQUA, SODIUM COCO-SULFATE, LAURYL GLUCOSIDE, COCO-GLUCOSIDE (AND) GLYCERYL OLEATE, ARCTIUM LAPPA ROOT OIL, HYPERICUM BIFLORUS EXTRACT, SALVIA OFFICINALIS OIL, MELILOTUS OFFICINALIS EXTRACT,  ALNUS GLUTINOSA EXTRACT, RUBUS VILLOSUS (BLACKBERRY) LEAF EXTRACT, SPIRAEA ULMARIA EXTRACT, ORGANIC JUNIPERUS COMMUNIS FUIT OIL, TILIA CORDATA FLOWER EXTRACT, PARFUM, BENZOIC ACID, SORBIC ACID, BENZYL ALCOHOL, CITRIC ACID, CARAMEL. 

Pojemność
350ml

Cena
ok. 8zł.

Dostępność
Triny.pl


Moja opinia
Używanie tego szamponu sprawia wiele przyjemności. Piękny, ziołowy zapach niesamowicie mnie odpręża, szkoda tylko, że towarzyszy jedynie podczas mycia. Szampon pieni się całkiem dobrze, i jak na swoją dość małą pojemność (mam długie włosy i szampony u mnie idą jak woda) wystarcza na naprawdę długo - ponad miesiąc codziennego używania. 
Szampon nie podrażnił skalpu, nie spowodował łupieżu, Włosy były po nim naprawdę dobrze umyte i puszyste, uniesione u nasady. I do tego lśniące. Po myciu konieczna była odżywka, choćby najsłabsza, ponieważ szampon włosy bardzo plątał, ale na to pewnie wpływ ma też technika mycia
Do szamponu z chęcią wrócę, bo spisał się w 100%. 

7 grudnia 2015

144. Skin79 - Watermelon Girl


W ostatnim poście z nowościami chwaliłam się Wam moją ostatnią wygraną na blogu Kosmetlandia. Dziś mam dla Was recenzję pierwszego kosmetyku wchodzącego w skład Kosmetboxa.  Mowa o masce w płachcie. Jeśli o mnie chodzi, pierwszy raz miałam do czynienia z taką maseczką, trochę śmiechu więc miałam, przyklejając ją do twarzy.

Skin 79 - maseczka do twarzy Arbuzowa Dziewczyna


Co widać gołym okiem?

Maseczka zapakowana jest w saszetkę większą niż standardowe maseczki. Obrazek na niej jest naprawdę uroczy, a przedstawia nie mniej nie więcej dokładnie to, co najdziemy w środku. 

Co mówi producent?

Arbuzowa Dziewczyna - maska silnie nawilżająca o kojących właściwościach ekstraktu z arbuza. 

Likopen zawarty w wyciągu zapobiega defragmentacji DNA. Działa zmiękczająco, nawilżająco, przeciwzmarszczkowo i tonizująco. Produkt wolny od parabenów, pochodnych formaldehydu i ftalanów. 


Skład

WATER, BUTYLENE GLYCOL, GLYCERIN, CITRULLUS LANATUS (WATERMELON) FRUIT EXTRACT, PERSEA GRATISSIMA (AVOCADO) FRUIT EXTRACT, MUSA SAPIENTUM (BANANA) FRUIT EXTRACT, ACTINIDIA CHINESIS (KIWI) FRUIT EXTRACT, CITRUS NOBILIS (MANDARIN ORANGE) FRUIT EXTRACT, TREHALOSE, BETAINE, ALLANTOIN, CARTHAMUS TINCTORIUS (SAFFLOWER) FLOER EXTRACT, GARDENIA FLORIDA FRUIT EXTRACT, PHENOXYETHANOL, XANTHAN GUM, PEG-60 HYDROGENATED CASTOR OIL, TROMETHAMINE, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, ETHYLHEXYLGLYCERIN, DISODIUM EDTA, FRAGRANCE, 1,2-HEXANEDIOL

W składzie znaleźć można całe mnóstwo ekstraktów, zarówno owocowych jak i kwiatowych. Ekstrakt z arbuza znajduje się na pierwszym miejscu, zaraz po nim mamy za to m.in. awokado, banana i kiwi. Całkiem wysoko w składzie, więc nie podejrzewam, żeby były to ilości znikome.

Pojemność
Jedna saszetka zawiera jedną nasączoną płachtę maseczki.

Cena
20zł, na stronie producenta (tutaj) można ją teraz kupić za 15zł

Moja opinia
Poczas wyjmowania maseczki martwiłam się, żeby cały ten płyn mi nie wypłynął i żebym nie została z suchą płachtą w ręku. Okazało się jednak, że zupełnie nie miałam się czym martwić. Maska faktycznie jest nasączona, ale ani z niej nic nie kapie ani się nie wysącza. Rozklejenie i rozplątanie jej zajmuje chwilkę czasu, samo nakładanie jednak na twarz jest bardzo proste. Otwory na nos, usta i oczy pozwalają nam normalnie funkcjonować podczas noszenia na twarzy maseczki. Chociaż mówienie czy choćby uśmiechanie się może spowodować, że maska zacznie nam się przesuwać.

Maseczka jest mokra, przyjemnie więc chłodzi twarz. Raz przyciśnięte dokładnie przylega do skóry, nic też z niej nie kapie, nie trzeba się więc martwić, że pobrudzimy sobie ubranie. Na twarzy trzymałam ją 20 minut. Po około 5 minutach, w okolicy ust (gdzie maseczka przez moment wjechała mi na usta) i pod oczami, poczułam lekkie pieczenie, które pozostało aż do zdjęcia maseczki. Nie było ono uporczywe, po prostu czułam, że coś tam się dzieje. Skóra w tych miejscach jest delikatniejsza i pewnie dlatego tak zaareagowała. 

Po upływie 20 minut zdjęłam płachtę i lekko wklepałam pozostałą ilość żelu. Klepałam i masowałam, wszystko jednak się nie wchłonęło. Zostawiłam więc twarz w spokoju i dałam żelowi trochę czasu na wchłonięcie się. Po około pół godzinie znów zerknęłam do lustra - twarz się świeciła i była nieprzyjemnie lepka, a więc żel do końca się nie wchłonął. Jaka była skóra? Mięciusieńka. Żaden krem nie daje takiego efektu. Napięcia czy rozświetlenia żadnego nie było (oprócz tego świecenia), ale skóra była byraźnie bardziej miękka i gładka, nie wyczuwałam żadnych przesuszeń i suchych skórek. Nawet po umyciu twarzy żelem, w celu pozbycia się tej okropnej lepkości, dalej była niesamowicie gładka. 

Efekt niestety długo się nie utrzymał. Już następnego dnia wieczorem, po umyciu twarzy, była ona zwyczajowo lekko ściągnięta i potrzebowała kremu od ręki. Być może aplikacja maseczki,  w moim przypadku, powinna być powtórzona, aby efektami cieszyć się dłużej. Jeśli jednak potrzebujemy mocnego nawilżenia tuż przed wyjściem z domu, ta maseczka świetnie się do tego nadaje. Po niej każdy makijaż będzie wyglądał świetnie, podkład nie uwidoczni żadnej suchej skórki.

A teraz na koniec moje zdjęcia w maseczce. Strasznie trudno było mi się nie śmiać.


2 grudnia 2015

142. Nowości - listopad

Koniec miesiąca powinien trwać o wiele dłużej, żebym zdążyła porobić zdjęcia i napisać notki z nowościami, zużyciami i przeczytanymi książkami. Strasznie jestem ostatnio opóźniona z wpisami, zarówno moimi jak i Waszymi. Zbliżający się okres świąteczny raczej na lepsze tego nie zmieni.

Dziś krótko o moich nowościach, pochwalę się również wygraną.


Zamówienie z Avonu:
- zestaw żel pod prysznic plus mydło do rąk, piękny zapach, ulubiony mojej siostry
- maska do włosów - jeszcze nie używałam, pojemność malutka, przy moich długich włosach wystarczy góra na 5 razy
- Mr Frosty, czyli pan Bałwanej, pięknie pachnący płyn do kąpieli z edycji świątecznej
- krem do rąk, taki do wrzucenia do torebki


Do Rossmanna poszłam po odżywkę. Skusiłam się na Oil Repair z Garnier - już ją kończę, naprawdę fajna odżywka. Szampon Pantene był w promocji, a gratis do niego była odżywka - jak tu nie kupić? Szampon, mimo że zawiera SLS, w ogóle mnie nie podrażnia. Naprawdę go lubię. No i jeszcze świąteczne mydełko Isana, pachnące wanilią.


Również zakup z Rossmanna. Żele prawie zawsze kupuję, kiedy są na promocji. Później leżą one i czekają na swoją kolej.


Jeśli już pozostajemy w temacie Rossmanna - nie można zapomnieć o wielkiej promocji -49%. Zakupy z części pierwszej już pokazywałam, na drugiej nie kupiłam nic. Tu zakupy z części trzecież, a także olejek do skórek i masełko do ust z pierwszej.
Dzięki blogom odkryłam, że kupować w Rossmannie można przez internet :) W ten sposób dorwałam odtatnią paletkę do konturowania Wibo (chciałam jeszcze jedną, i już nie było) i puder Diamond Skin. Dostałam jakiego zaćmienia, bo nie zauważyłam tego diamond. No i teraz mam pudełeczko brokatu :) Róż i bronzer a także podkład kupione stacjonarnie. Z wielkimi nerwami. Miałam ochotę na podkłąd Revlon, ale nie wytrzymałam i odeszłam.


Płyn do kąpieli o zapachu miodu w przepięknych buteleczkach. Natrafiłam w Douglasie na promocję 2 za 19,90zł. Idealnie pasują do kafelek w łazience.


Balsam waniliowy również z Douglasa. Zapach nie do końca jest dla mnie wanilią, trochę sztuczny. Oby z nawilżeniem było lepiej.


I wisienka na torcie - Kosmetbox wygrany na blogu Kosmetlandia. 



Dużo nowości nie ma, prawda? Miałam zamiar zrobić jakieś zamówienie w ramach DDD, ale się powstrzymałam :) Jest tyle innych rzeczy, na które mogę wydać te pieniądze (książki, na przykład). Powoli też zaczynam myśleć o prezentach dla bliskich.

Znacie coś z nowości? Miałyście coś? Jak się u Was sprawdziło?





17 października 2015

131. Wrzesień / październik - nowośći

Kiedy mam przerwę od studiowania i nie obijam się już na okienkach w galerii handlowej, kupuję naprawdę mniej. Kosmetyków, ubrań, książek. Kupuję to co jest mi potrzebne, a nawet jeśli zdarzy się coś "na zapas" staram się dokąłdnie zastanowić i wybrać najlepszą opcję, a nie jak często zdarzało mi się pod wpływem emocji, nie mogąc się zdecydować na jedną rzecz, kupowałam dwie albo trzy.

Od kilku tygodnia w blogosferze mnożyły się posty na temat akcji Lidla - tak, mowa o torebkach Wittchena. Bardzo się na nią nie napalałam, bo niezbędna mi nie była, ale jak już by bym ją miała, to na pewno by się przydała. Torebki niszczę w ekspresowym tempie, to może ta wytrzymałaby trochę dłużej. Cena, mimo że atrakcyjna, dla mnie była wysoka. Koniec końców postanowiłam, że jak się uda to ją jednak kupię, za wrześniową premię, tak w nagrodę właściwie nie wiadomo za co. I oto jest.


Od początku nie było mowy o stawieniu się pod sklepem przed otwarciem i walką o torebkę. Do Lidla wybrałam się około godziny 13, i w koszu zastałam jakieś 10 czy 11 torebek. Fakt, zainteresowanie było, panie oglądały, ale żadnego wyrywania z rąk i kłótni nie było. Jeden pan nawet podsunął mi torebkę mówiąc, że on jej jednak nie bierze, więc jeśli mi się podoba to bardzo proszę. 

Naprawdę więc dziwią mnie opisy tego, co działo się w innych sklepach. Całe szczęście, że u mnie tak nie było. Zastanawiam się czy nie mogło być tak, że sprzedawczynie podzieliły torebki na dwie części - jedną wystawiły rano i pozwoliły tratującym się ludziom ją wykupić, a resztę wyłożyły jak już się uspokoiło.

Wyboru zbyt dużego nie było (mojego modelu były 4 szt.). Podobała mi się ciemno szara i brązowa, ale czarna będzie jednak bardziej uniwersalna.

Czy okaże się mocna, przekonam się za kilka miesięcy. Śmieszą mnie komentarze osób, którym torebki z Lidla po kilku miesiącach wycierają się uszy lub zdziera się skóra, i ich to dziwi. Jakby coś mogło być wieczne. Jak się coś używa, to się to zużywa. Chociaż skóra, jest ona martwa - nie będzie się regenerowała. Ja już wiem, że u mnie pierwsze popękają uszy - niestety, ta część torebki jest najbardziej eksploatowana. Jak tylko suwaki zbyt szybko nie trzasną, będę bardzo zadowolona.


A teraz trochę innych moich nowości, żeby post nie był tylko o torebce. Zbieranina z conajmniej 2 miesięcy.


- czarna glinka z Morza Martwego ze srebrem - przekonałam się wreszcie do glinek, ciągle jeszcze jednak uczę się ich mieszania - zazwyczaj przez dolewanie i dosypywanie produkuję porcję maseczki dla całej rodziny

- Seboradin, odżywka do włosów tłustych - to nie żadna odżywka, a wcierka. Jej aplikacja sprawia mi nie małe problemy, efektów jeszcze nie widzę.

- mydełka marsylskie o zapachu róży - są tak piękne, że chyba nigdy nie zbliżę ich do wody

- Bania Agafii, cedrowy peeling do ciała - pachnie przyjemnie, leży jednak jeszcze w zapasach nie wiem więc jakim jest zdzierakiem

- olej kokosowy - z tym słojem nie rozstanę się prawdopodobnie przez kilka następnych lat. Nie do końca tego się spodziewałam - na twarzy zostawia tłustą powłoczkę, a dłonie tłuści a nie nawilża.

- Bania Agafii, czarna kąpiel do włosów - przyjemny, delikatny. Będzie raczej mało wydajny bo słabo się pieni i muszę go dosyć sporo aplikować na moje długie włosy


- różana kula do kąpieli 

- maseczka z Lidla - serum do twarzy matująco nawilżające

- Maybelline Affinitone, póki co najlepszy podkład dla mnie

- Yankee Candle, Honey Glow - aktualnie jestem w rozpaczy, ponieważ zamknęli sklep, w którym kupowałam woski. Szukam nowego, bo wolę nie wybierać zapachu w ciemno.

- Golden Rose Velvet Matte 17, czyli po prostu czerwień

- Golden Rose, czarny lakier - to mój must have, odkąd zaczęłam malować paznokcie


- Green Pharmacy, mydło w płynie rumianek lekarski - pachnie strasznie. Trzeba mu jednak przyznać, że mimo iż ostatnio moje dłonie czesto potrzebują kremu, to mydełko ich nie wysusza.

- Soraya, krem do biustu - na początku efekty widziałam, a teraz to już sama nie wiem czy ich sobie nie wymyśliłam. Przyzwoicie nawilża.

- Dove, balsam z błyszczącymi drobinkami - pięknie prezentował się na skórze, kiedy jeszcze słońce mocno grzało i można było podwinąc rękawy swetra.

- Ziaja, dwufazowy płyn do demakijażu oczu - sprawdzony pewniak.


- Ziaja, krem do rąk o pieknym, lekko kadzidlanym zapachu. Daje radę przy coraz niższych temperaturach.

- Golden Rose, 34 - świetny kolor na jesień

- Nicole, 149 - czyli odpowiednik zapachu Chanel Coco Noir


Na blogu Hushaaabye udało mi się wygrać płyn micealarny i krem do twarzy marki Dermedic. Paczka dotarła w idealną porę, ponieważ dzisiaj rano mój krem dobił dna i poleciał do kosza.  






11 czerwca 2015

105. Nowości maja + wygrane + pierwsze zakupy na eBay

Wiecie, że im więcej mam wolnego, tym mniej mam czasu na bloga? Taki paradoks. Dzisiaj wreszcie przysiadłam, zrobiłam zdjęcia i teraz pochwalę się moimi nowościami, w tym wygranymi i pierwszymi zamówieniami z eBay.
No to zaczynam :)

Pamiętacie jeszcze wielką promocję w Rossmannie na szminki i lakiery? Kiedy to było :) Nie poszalałam specjalnie, kupiłam tylko balsam do ust Nivea, zmieniający kolor lakier z Manhattanu oraz Maybelline Color Sensational. Po raz pierwszy spotkałam się, żeby na kosmetyku nie było żadnego logo ani nawet najmniejszego napisu marki, a tak jest w przypadku szminki Maybelline.
Lakier GoldenRose z pięknymi biało czarnymi drobinkami jako top prezentuje się świetnie. Niebieską kredkę nie jestem pewna gdzie kupiłam :) Wydawało mi się, że w też w Golden Rose, ale jest na niej napis Emily. Więc już sama nie wiem :)


Kolejna promocja w Rossmannie, tym razem na produkty do pielęgnacji twarzy. Zdecydowałam się tylko na krem AA Energia młodości 30+ (chociaż do 30 jeszcze mi sporo brakuje), oraz krem pod oczy L'OrealW normalnej cenie kosztuje on coś koło 40 zł, więc pewnie bym tyle nie dała, ale na promocji nie wyszło tak źle. Jeszcze nie próbowane. Na zdjęciu ciągle jeszcze w folii, dlatego taki błysk na nich.


Szampony Garniera udało mi się dostać w świetnej cenie w Auchan - dwa w cenie 8,99 . A są to te duże butle. Jedna wersja Siła 5 rośli, druga Sekrety Prowansji, z lawendą i różą. Fioletowy już prawie wykończony. Pachnie obłędnie.
Limonkowy żel Original Source znalazłam w Lidlu za całe 6,99 . 


I ja dostałam do testów krem Nivea Care. Wspaniała konsystencja. Jest tak lekki, że często muszę się zastanawiać, czy już się nim smarowałam. Wchłania się do matu. 


Zapasy Etiaxilu dla mnie i mojej siostry. Tak namajstrowałam na Allegro, że zamiast dwóch, kupiłam cztery opakowania. Wystarczy na baaardzo długo.


Zamówienie z Avonu. Miałam zamówić tylko tonik oczyszczający pory (który po prostu uwielbiam i który na moją mega problematyczną cerę działa świetnie), ale w oko wpadł mi jeszcze zapach Femme za 20 zł, i kolejny, Vibrant Fruit w zestawie z żelem za całe 18 zł. Zapachy piękne, raczej słodkie, ale ja takie lubię. Femme bardzo pachnie mi jaśminem, chociaż go tam podobno nie ma :)


A teraz wygrane! Tę oto cudną poszewkę wygrałam na blogu Klaudii, a uszyła ją Carmelowaa. Czyż nie jest piękna? Idealnie pasuje na poduszkę i do wystroju mojego pokoju (na zdjęciu inny pokój, bo u mnie o tej godzinie już słońca nie było). Cudo.


A oto wygrana w rozdaniu organizowanym przez Justynę z drobiazgowarupieciarnia na jej profilu na facebooku. Kąpiel borowinowa już się przydała :) Wypróbowałam ją wczoraj, po naprawdę ciężkim dniu w pracy, na obolałe stopy. Ulga była natychamistowa. I do tego ten mocny zapach lawendy unoszący się w całej łazience. Hmmm... Już uwielbiam.


A oto i moje pierwsze zamówienie (a właściwie kilka zamówień, ale wykonane w tym samym czasie) z ebaya. Wreszcie się odważyłam i założyłam konto PayPal. Szczerze? Nie mam pojęcia dlaczego tyle z tym zwlekałam. To jest naprawdę łatwe i bezpieczne. Obsługa eBaya też dziecinnie prosta. Mamy wszystko po polsku, więc nie trzeba się bać, że coś sobie źle przetłumaczymy i później nie wiadomo jakie problemy z tego wynikną.

Na pierwszy raz postanowiłam zamówić coś taniego, bo nie byłam pewna, czy w przypadku darmowej dostawy paczka się gdzieś nie zawieruszy. Na towar czekałam trochę ponad 2 tygodnie (co według mnie jest naprawdę krótkim czasem). Za każdą z rzeczy zapłaciłam ok. 3 zł, wysyłka darmowa. i nawet wzięłam udział w licytacji :)

Bransoletka i wisiorek z sową wygrałam właśnie na licytacji, kosztowały poniżej 3zł. każdy. Jajeczko do nakładania podkładu już wypróbowałam. Oczywiście nie jestem pewna czy dobrze go używam, ale podkład nałożyłam i dla porównania z podkładem nakładanym palcami, wyglądał lepiej. Nie było widać wyraźnych granic (szczególnie przy brwiach mi się to zdarza) i nie błyszczał się tak mocno.

Pędzel jest malusieńki, będę mogła go zabierać do kosmetyczki, bo ten, który używam w domu, jest o wiele większy i muszę zaginać włosie. Nie wiem jak z jakością (pewnie powalająca nie będzie), ale do poprawek makijażu powinien się nadać. 



Płytka do zdobienia paznokci działa! Mam w domu dwie, które zupełnie nie odbijają wzorków, więc się naprawdę ucieszyłam, że wreszcie będę mogła sama wypróbować stempelków. Kiepsko było z wyborem wzorków, ale te też są znośne. Dzisiaj znalazłm na eBay kolejne, całopaznokciowe, i już sobie zamówiłam.



W maju nie poszalałam z zakupami, w czerwcu też raczej tego nie zrobię. Koniec semestru równa się koniec cotygodniowego bywania w Katowicach i w Galerii Katowickiem. U mnie w mieście, kiedy już idę na zakupy, to zawsze po coś konkretnego i nie chodze raczej między półkami "co by tu sobie jeszcze kupić".

Wciągnęłam się za to w zakupy na eBay (a w szczególności w licytacje), więc tu moge poszaleć. Ale za takie pieniądze to mi wolno :)  














30 kwietnia 2015

097. Nowości - kwiecień

Kwiecień to miesiąc, w którym już myślałam, że do zakupów udało mi się podejść racjonalnie. Kilka razy wchodziłam do różnych sklepów i nic nie kupowałam. Powtarzanie sobie "czy na pewno tego potrzebujesz?" pomagało aż do dzisiaj. Zła promocja w Rossmannie, oj zła. Cóż więc takiego udało mi się dorwać na osławionej promocji (i nie tylko)?


Szampon Garnier Fructis przeciwłupieżowy, ma też ponoć hamować wypadanie włosów. Aha, powiedzmy, że wierzę w taką moc szamponu, który z moją skórą głowy ma styczność przez chwilę. Odżywkę odbudowująca Yves Rocher już kiedyś miałam, dla mnie to pewniak, który na dodatek ślicznie pachnie. No i była w promocji, a jako gratis do niej otrzymałam kosmetyczkę (nie ma jej na zdjęciu, bo moja mama już zdążyła się nią zaopiekować).


Krem do rąk BeBeauty ładnie pachnie, jest tani i duży, ale raczej słaby. Moja lewa dłoń jest z niego zadowolona, prawa już nie :) Każda żyje własnym życiem i ma inne wymagania. Zmywacz do paznokci zmywa przyzwoicie. Bell podkład, chociaż dla mnie bardziej to krem BB. Nada się na lato.


Sylveco peeling z korundem - już zdążyłam pokochać. Kiedy go otwarłam myślałam, że ktoś się pomylił i do kartonika zapakował mi krem, tak drobne są peelingujące ziarenka. Pachnie dziwnie, ale działa naprawdę świetnie. Soraya płyn micelarny kupiłam w promocji w Rossmannie podczas akcji na podkłady. Czeka w kolejce.


Tak to jest jak ma się trzygodzinne okienko i Galerię Katowicką pod nosem. Trzy lakiery do paznokci Golden Rose, sztuka po 2,50. Jak tu było nie brać? Kolorki jasne, idealne do noszenia na co dzień (oprócz czerwieni). Ten środkowy nie jest tak bardzo żółty jak na zdjęciu. Na żywo tylko lekko różni się od tego po lewej.


Żel pod prysznic Adidas o świeżym, energetyzującym zapachu. White Flowers solno-błotny peeling do ciała - kupiony dzisiaj  Rossmannie. Pachnie ciekawie. Nie mile zaskoczyłam się, kiedy po odkręceniu wieczka okazało się, ze folia zabezpieczająca jest odklejona :( Nie pomyślałam, żeby sprawdzić to w sklepie. Mam nadzieję, że jednak paluchów nikt tam nie pchał.


Kupione po 7 albo 8 zł, w Auchanie. Rexona to moja ulubiona marka antyperspirantów. Ten w sztyfcie pachnie ładniej :)


Część pierwsza promocji. Kupiłam sobie na zapas podkład Maybelline. W domu nie sprawdziłam jednak odcienia i w sklepie znowu było błądzenie. A wiecie jak się wybiera coś w tłumie ludzi :/ Rozświetlacz Lovely też nie sprawdzony odcień. Chodziłam sobie od szafy do szafy i szukałam rozświetlacza, jakiegokolwiek. I żadnego już nie było! Tych zostały ostatnie trzy sztuki, więc chwyciłam pierwszy z brzegu nie patrząc nawet czy dzieli się na odcienie. No i wzięłam silver. Na twarzy wygląda ładnie, nie odcina się bardzo.



Część druga promocji. Żadna z tych rzeczy nie była mi potrzebna. Kupiłam, bo żal mi było z promocji nie skorzystać :) Manhattan cielista kredka - 7,84. Wibo wysuwana czarna kredka do oczu - 3,08 - posłuży mi do robienia kresek na powiekach. Może wreszcie się nauczę :) Bo eyelinery to dla mnie za dużo. Manhattan kredka do brwi - 8,33. A na co mi to, to ja pojęcia nie mam :) Pewnie i tak będę używała do oczu. Miss Sporty eyeliner jest właściwie dla mojej siostry, ale może sama też coś spróbuję nim zmalować. Ma dosyć sztywny pędzelek, a więc lepszy niż eyeliner Wibo, który fruwał mi we wszystkie strony. 


To by było na tyle. Znacie coś? Macie coś? Jak Wam poszło na promocji Rossmanna, skusiłyście się czy byłyście silne?