16 września 2014

031. Bezsenność.

Sezon wakacyjny skończył się, a więc i skończyła się moja praca w wesołym miasteczku. Teraz zostały mi dwa tygodnie wolnego i wielki powrót na uczelnię - tym razem jako studentka II stopnia. Szczerze mówiąc, to nie mogę się już doczekać powrotu, wykładów, wizyt w bibliotece i gigantycznych kolejek w punkcie ksero. Przez ostatnie trzy lata całe moje życie kręciło się wokół studiowania. Ciężko jest mi wyobrazić sobie jak to będzie za dwa lata, kiedy definitywnie będę musiała opuścić uczelnię.

Dziś kolejny wpis kulturalny - ostatnio był film, teraz pora na książkę.

Stephen King - Bezsenność

Ciężko jest pisać recenzję Kinga. Szczególnie takiej wielkiej fance jaką jestem ja. Bo nawet jeśli się człowiekowi coś w książce nie do końca podoba, mistrza nie można źle oceniać. Już co najwyżej przyznać się, że samemu nie do końca zrozumiało się fabułę. 
Stephena Kinga można albo pokochać albo znienawidzić. Jego charakterystyczny styl pisania wielu może denerwować, wierni fani jednak potrafią docenić niezwykła technikę budowania napięcia. Ja też potrafię. Czasami jednak wolałabym, żeby to napięcie budowane było szybciej. Bo u Kinga zawsze jest tak, że coś zaczyna dziać się dopiero w połowie książki. Albo i dalej. A kiedy książka ma 650 stron (i to jeszcze zapisanych małym druczkiem, wydanie kieszonkowe), człowiek naprawdę może się zniechęcić i po prostu jej nie dokończyć.
A to byłaby już wielka strata, bo Bezsenność jest naprawdę wspaniale przemyślaną historią. Może nie do końca tak straszną jak Stukostrachy  czy Cmętarz Zwieżąt, ale z pewnością wartą uwagi miłośnika horroru czy science-fiction. Bezsenność właśnie pod science-fiction podchodzi mi najbardziej. A o czym właściwie jest?
Ralph zaczyna cierpieć na pogłębiającą się bezsenność - odkąd zmarła jego żona śpi coraz mniej. Wypróbowuje najrozmaitsze domowe sposoby nasenne, do momentu aż zaczyna widzieć wokół ludzi aury. Wtedy akceptuje to co się z nim dzieje i stara się to zrozumieć. Niebawem odkrywa, że taki sam sekret (bezsenność plus aury) ukrywa jego bliska znajoma. Razem zostają przedstawieni dwóm łysym doktorkom (Kloto i Lachesis), odpowiedzialnym za celową ludzką śmierć (jej przeciwieństwem jest śmierć przypadkowa i Atropos), i wysłani przez nich na misję mającą uratować świat. Brzmi banalnie i trochę takie jest. Dwójka staruszków, dzięki swoim nowym magicznym umiejętnościom, ratuje świat. I tyle. Więcej naprawdę się nie dzieje.
Historia napisana i skonstruowana po mistrzowsku, jednak od powieści tej długości wymagam trochę więcej wątków. Niektóre momenty potrafią wciągnąć, inne nie. Komuś, kto nie jest zapalonym czytelnikiem, który z książką w ręku spędza kilka godzin dziennie, trudno będzie przebrnąć przez Bezsenność. Zdecydowanie bardziej polecam wspomniane już Stukostrachy, Cmętarz Zwieżąt lub Cujo.


A Wy lubicie książki Stephena Kinga? A może wolicie ich ekranizacje?