W połowie miesiąca zaczęłam pracę, mój czas wolny więc strasznie się skurczył. Doszło do tego jeszcze zmęczenie i ogólne problemy z przestawieniem się na nowy tryb snu. Przez pierwszych kilka dni było to praktycznie tryb brak-snu. Wieczorem zasnąć się nie dało, a bardzo wczesnym rankiem trzeba było już wstawać.
Dziś pokażę kilka zdjęć z ostatnich jesiennych tygodni.
Cóż to byłoby za zestawienie zdjęć bez mojej Chanelki. Tu w wersji już zimowej, z parapetu zewnętrznego przeniosła się na kuchenny.
Taki śnieg już u mnie był. Zdjęcie zrobione z okna w pracy. Każdy widząc je mówi: jaka wieś. No bez przesady, zwierząt nie ma :)
Miejsce sesji zdjęciowej.
Oraz bałagan jaki towarzyszy robieniu przeze mnie zdjęć kosmetykom. Pierdółki, brystole, gazety, laptop. No i oczywiście sterta kosmetyków.
Tak się do mnie szczęście uśmiechnęło na blogu Angeliki. Na pierwszy ogień poszedł żel antybakteryjny i srebrna kredka.
Ambitnie podeszłam do kwestii drugiego śniadania.
Jesienny nastrój. Dynia już niestety jakiś czas temu skończyła swój żywot. Latarenkę kupiłam w Pepco, ślicznie wygląda nawet jeśli nie pali się w niej świeczka.
Mój jesienny wieniec wykonany z tego, co znaleźć można było w ogrodzie. Pomysł zaczerpnięty z listopadowego wydania Mam ogród.
Nie tylko mnie potrzeba ciepłego okrycia na zimę. Moja Fabiśka też się zaopatrzyła i straszyła już przy pierwszych opadach śniegu.
Pierwsza zimowa dekoracja. Kwiat był tak piękny, że nie mogłam przejść obok niego obojętnie. A w domu już miałam idealną osłonkę dla niego.
Moje aktualne pazurki i najnowszy kolorowy nabytek - Cloudless Sky od NeoNail.
