7 marca 2019

423. Wiosna w mieście

Jak mnie się zawsze spieszy, żeby już była wiosna. Luty to dla mnie taki czas, kiedy już myślowo przestawiam się na tryb ciepła i zaczynam planować, co w tym roku posadzę czy posieję. W tym roku mam gdzie działać - mini ogródek w mieście, dom na wsi i balkon w moim nowym mieszkaniu. Już bym chciała posiedzieć sobie w ciepłym słońcu na leżaku, przejść się po ogrodzie o poranku, sprawdzając co się w nim przez noc zmieniło. Póki co pilnuję wiosny w mieście. Powoli, powoli daje o sobie znać.





Jako pierwszy zakwitł oczywiście krokus (przebiśniegów u mnie brak). Z ziemi już wyszły narcyzy i tulipany - jeden samotny żółty, i dwa rzędy wspaniałych ciemnofioletowych królowych nocy.




Przy domu mamy posadzone borówki i agrest. Borówki to jakaś porażka, od kilku lat nawet nie kwitną, owoców więc zero. Agrest jednak, mimo że dopiero co posadzony, bardzo ładnie obrodził. I już wypuszcza listki. Pokazały się też konwalie, ale wyglądają tak jakoś nieciekawie i zupełnie inaczej niż każdej wiosny, więc się trochę martwię jak to z nimi będzie. Pod orzechem nic nie chce rosnąć. A one tak pięknie się rozrastały wokół jego pnia, że ewidentnie to towarzystwo im odpowiadało. 





Po raz drugi próbuję wyhodować własną rozsadę. W zeszłym roku posiałam kwiaty jednoroczne, które szybko wykiełkowały i padły, zanim zdążyłam cokolwiek z nimi zdziałać. Zupełnie to było niepotrzebne, bo z gruntu wykiełkowały po tygodni. W tym roku na parapecie posiałam aksamitki i eksperymentalnie pomidory oraz trawę pampasową. Pomidorki długo wschodziły, a teraz rosną jak szalone. One pójdą na wieś. Trawa wykiełkowała z trzech nasionek. Jak się przypatrzycie, to zobaczycie malutkie źdźbło po lewej stronie wieżyczki. Ciekawa jestem co to z tego będzie.