18 kwietnia 2017

267. Maurice Druon - Królowie Przeklęci, T. I

„Królowie Przeklęci” reklamowani byli jako lepsza, prawdziwsza wersja „Gry o tron”. Kolejne tomy opowiadają historie kolejnych władców Francji, a także ich rodzin i szeregu ludzi z ich otoczenia, którzy niejednokrotnie dzierżyli większą władzę niż król. Akcja książki ponoć w większości pokrywa się z historią. Wypowiadać się nie bardzo mam prawo, bo historykiem nie jestem, w książce jest jednak dużo not biograficznych i przypisów, które dobrze wyjaśniają pewne zagadnienia historyczne.
 

 
Akcja książki zaczyna się od spalenia na stosie mistrza zakonu templariuszy, a więc niezbyt przyjemnym akcentem. Taki już jednak urok historii, że zbrodnia zbrodnię pogania. „Królowie przeklęci” to jedno pasmo mordów, spisków, zdrad i katastrof. Dużo się dzieje i na brak akcji nie można narzekać. Niestety, większość wydarzeń można najzwyczajniej w świecie przewidzieć, nawet bez znajomości historii Francji. Głównie z tego powodu nie podpisałabym się pod stwierdzeniem, że „Królowie Przeklęci” to lepsza wersja „Gry o tron”. Kto zna GoT, czy to książki czy serial, ten wie, że tam nic nie jest pewnego. I to jest super! Tu niestety mało co mnie zaskakiwało. Nie dość, że bohaterowie nie potrafili utrzymać przede mną języka za zębami i zanim jeszcze cokolwiek zrobili, o wszystkim mi opowiadali, to jeszcze ich zachowanie było po prostu mało oryginalne.

Jedną z ciekawszych postaci był bankier Tolomei. Ten przedsiębiorczy Lombard jako jedyny potrafił utkać sieci, w które wpadali królowie i baronowie, i który obronną ręką wychodził ze wszystkich tarapatów. Ciekawa była również hrabina Mahaut – kobieta, która rządziła jak mężczyzna i której wszyscy się bali. Podejrzane było jedynie to, z jaką łatwością przychodziły jej wszystkie jej zbrodnie, i że nigdy nie padł na nią nawet cień podejrzenia.

 
Na bohaterów nie ma co narzekać, na fabułę również. Troszkę mało mi było tego specyficznego klimatu, który spotkać można w niektórych książkach historycznych. Przy lekturze z pewnością się nie nudziłam. Z zainteresowaniem śledziłam losy kolejnych władców Francji oraz ich otoczenia, i już nie mogę doczekać się, kiedy sięgnę po kolejną część.