18 sierpnia 2017

396. Natur Planet, nierafinowane masło shea

Dla wielu osób im prostszy skład, tym lepszy kosmetyk. Zwłaszcza naturalne oleje robią ostatnimi czasy furorę na rynku kosmetycznym. Jeśli tylko wiemy, że nie mamy alergii na naturalny surowiec, z którego produkowane są kosmetyki, możemy do woli próbować natury w czystej postaci. Jednym z bardzo dobrze znanych składników kosmetyków jest masło shea. Spotkać je można zarówno w kosmetykach naturalnych jak i tych po brzegi wypełnionych chemią. Można również pokusić się o stosowanie masła solo, bez żadnych dodatków. 

Po wielu pozytywnych opiniach sprawdziłam na sobie najpierw olej kokosowy. I niestety ja się nim nie zachwyciłam. Być może po prostu marka nie dostarczyła mi produktu wysokiej jakości, a może po prostu olej ten nie dla mnie. Kilka miesięcy temu w Drogeriach Polskich zaopatrzyłam się w nierafinowane masło shea.


W składzie znajdziemy tylko butyrospermum parkii, bez żadnych dodatków. W plastikowym słoiczku mieści się 100 ml masła w stanie stałym. Ma ono specyficzny zapach, mnie kojarzy się trochę z papierem. Jest naturalny, ale nie nieprzyjemny. Po ogrzaniu w dłoniach zamienia się w płynny olej, którego wystarczy dosłownie odrobina, by posmarować duży fragment ciała. Na przykład do nasmarowania dłoni wystarczy odrobina wielkości połowy małego paznokcia. 

Słoiczek jest na tyle duży, że wygodnie wydobywa się z niego masło, łatwo też go zakręcić nawet tłustymi dłońmi. Bo masło jest niezwykle tłuste i bardzo długo się wchłania. Z tej racji rzadko kiedy sięgam po niego w ciągu dnia. Wolę nasmarować się nim wieczorem i pozwolić mu spokojnie się wchłonąć, przynajmniej większej części, która nie wyląduje na piżamie i pościeli.


Do czego używam masła shea? Najczęściej do rąk. Kiedy przez cały dzień nie użyłam ani razu kremu do rąk, wieczorem smaruję je tłustym masłem i w ten sposób nie pozwalam im się przesuszyć. Ratowałam się też nim po kilku godzinach w rękawicach ogrodowych, na które całkiem możliwe, że jestem uczulona, ponieważ dłonie wieczorem mnie aż piekły.

Masło dobrze sprawdza się też w pielęgnacji stóp. Nawilża tak mocno, że żaden krem nie może się z nim równać. Ponieważ jednak wchłania się straszliwie powoli, zalecałabym używanie go bezpośrednio przed snem. Bo chodzenie po jego użyciu grozi upadkiem.


Nierafinowane masło sprawdza się w pielęgnacji zwłaszcza mocno przesuszonych partii ciała, lub po prostu takich, które by pozostać w dobrej kondycji potrzebują dużej dawki nawilżenia. A więc do stóp, łokci czy spracowanych - lub po prostu potraktowanych po masoszemu - dłoni. Tam rzeczywiście widać zbawienny wpływ tłustego masła shea i to od razu. Na skórze nawilżonej, regularnie balsamowanej i mało wymagającej, jak na przykład na ramionach czy udach, nie zauważyłam takiego efektu wow. Bardzo rzadko jednak używam go na całe ciało, ponieważ zajmuje to mnóstwo czasu. Każdy fragment masła trzeba najpierw rozpuścić w dłoni, a później dokładnie rozsmarować i wmasowywać przez dłuższą chwilę. 

Nierafinowane masło shea warto mieć w kosmetyczce. To taki maślany opatrunek na przesuszone partie skóry, który natychmiastowo przynosi ulgę i pomaga jej wrócić do zdrowia. Mamy też pewność, że używamy produktu naturalnego, bez żadnych mniej lub bardziej chemicznych dodatków. A do tego, masło jest niesamowicie wydajne i tanie, bo kosztuje coś około 10 zł.