22 maja 2017

277. Cecelia Ahern - Dziękuję za wspomnienia

Cecelia Ahern zachwyciła mnie swoim piórem już pierwszą jej książką, którą przeczytałam. Mnie, która zaczytuje się w fantastyce i powieściach historycznych, w których wszyscy się mordują i spiskują przeciwko sobie. Nie potrafię zachwycić się historiami miłosnymi, które są dla mnie banalne i przewidywalne. U Ahern podoba mi się właśnie to, że nic nie jest oklepana, a jednak nie ma nie wiadomo jak nagłych zwrotów akcji i zaskakujących zakończeń. Właściwie to dużo rzeczy da się przewidzieć, nie raz może nawet brakować jakiego wow. A jednak jest idealnie. Czytając jej książki nie mam wrażenia, że ta historia mogła potoczyć się inaczej, lepiej. Bo to po prostu nie byłaby już ta sama historia.

W tym roku na majówce towarzyszyła mi kolejna książka Cecelii Ahern – Dziękuję za wspomnienia. Poznajemy w niej losy dwójki ludzi, których zupełnie nic nie łączy i którzy nie mają szans się spotkać i poznać. Pozornie.



Justin jest Amerykaninem i historykiem, który by być bliżej swojej córki, przeprowadza się ze Stanów do Londynu. Raz na jakiś czas wykłada na uniwersytecie w Dublinie, i to tam poznaje doktor Sarę, z którą nawiązuje romans. Ona też namawia go, by oddał krew w miejscowym punkcie krwiodawstwa.

Drugim bohaterem książki jest Joyce – Irlandka. Kobieta właśnie przeżywa najgorszy moment życia. Umiera jej nienarodzone dziecko, rozwodzi się z mężem. Kobieta musi całkowicie przeorganizować swoje życie, zbudować je na nowo. Rozwód zmusza ją do przeprowadzki do domu rodzinnego, do ojca. On pomaga jej spojrzeć na wiele rzeczy z zupełnie innej perspektywy, a jego obecność przypomina jej, że są jeszcze na świecie ludzie, dla których musi starać się żyć dalej.



Losy Joyce i Justina splatają się u fryzjera, kiedy to obydwoje, w tym samym czasie, postanawiają się obciąć. Jakaś dziwna siła przyciąga ich do siebie, jakby już się bardzo dobrze znali, mimo że zobaczyli się pierwszy raz w życiu. Od tej pory w życiu Joyce robi się coraz dziwniej i dziwniej. Kobieta ma sny pełne obcych wspomnień, zna numer alarmowy, którego znać nie powinna, i nagle staje się znawczynią irlandzkiej i angielskiej architektury. Justin za to nie może zapomnieć znajomej-nieznajomej w czerwonym płaszczu. Nie pomaga w tym fakt, że coraz częściej na siebie wpadają, i to w najmniej spodziewanych momentach.


Od samego początku książki można wyczuć w czym rzecz i co właściwie za pomysł zrodził się w głowie autorki. Ale to nic, bo to nie o nieprzewidywalność tu chodzi, ale o nieporadność bohaterów, ich próby spotkania się i los, który ciągle stawia ich na swojej drodze a później rzuca daleko od siebie. Czytając, trzyma się kciuki za następne spotkanie, żeby im się udało, żeby się wreszcie DOMYŚLILI. Czy im się to uda? O tym musicie przekonać się sami.