16 stycznia 2018

411. Yankee Candle, Crackling wood fire


Kto nie lubi widoku buzującego w kominku ognia, strzelającego iskrami ogniska albo ciepłego światła płonących świec? Ogień fascynował mnie zawsze, uwielbiam wpatrywać się w niego jak zahipnotyzowana. Patrzeć na niego, słuchać go, i wąchać dym palonego drewna. Kiedy tylko zobaczyłam naklejkę z płonącymi szczapami na wosku wiedziałam, że muszę go wypróbować.


Na stronie goodies.pl  przeczytać można, że Crackling wood fire to połączenie zapachu słodkiej wanilii, drzewa cedrowego, gałki muszkatołowej i złocistego bursztynu. Brzmi mało dymnie i drewniano, od razu więc można spodziewać się zapachu nie oklepanego i bardziej wyszukanego.



Crackling wood fire to zapach bardzo dominujący. Przytłoczy absolutnie wszystkie zapachy w domu. Możecie sobie jednocześnie smażyć cebulę i gotować kapustę, a i tak będziecie czuć tylko ten wosk. Jego moc jest ogromna. Ja odpalam go dosłownie na chwilkę, tyle tylko, żeby wszystko się rozpuściło i wypuściło odrobinę aromatu, i od razu gaszę. Niestety, im zapach intensywniejszy, tym mniej przyjemny. Nabierając mocy zmienia się odrobinę i w końcu zaczyna tak bardzo przeszkadzać, że w moim przypadku konieczne jest natychmiastowe wietrzenie mieszkania.


Najważniejsze jednak jest to, czym tak naprawdę pachnie Crackling wood fire. Z pewnością najwięcej jest tu drzewa  cedrowego, zarówno na sucho jak i po odpaleniu. Gałki muszkatołowej nie wyczuwam. Natomiast wanilia daje znać o sobie lekką słodyczą i złagodzeniem zapachu cedru. Ta słodkość wyczuwalna jest na początku, i ona najszybciej znika. Jeśli więc palę wosk zbyt długo, słodki i otulający zapach drewna zmienia się w ostry, odrobinę nawet kwaśny zapach drewna. Wąchaliście kiedyś świeżo ścięte drzewo leżące w zasypanym śniegiem lesie? Wilgotne, pachnące intensywnie żywicą, zdartą korą i zruszoną ziemią. Crackling Wood Fire pachnie podobnie, kiedy zniknie słodka nuta wanilii. 


Crackling wood fire jest bardzo przyjemnym, otulającym, a jednak nie przesłodzonym zapachem na chłodniejsze dni. Obrazek swoje robi, i mnie ten zapach kojarzy się teraz z płonącym ogniem, chociaż nie wiem czy skojarzyłabym go sobie tak bez widoku nalepki. W domu robi się tak jakoś cieplej i przytulniej, kiedy go palę. Jest tylko jedno "ale" - wosk mogę palić tylko przez chwilkę. Napachnić nim, a później pozwolić zapachowi się rozwiać. Niestety, palony zbyt długo i w zbyt dużej ilości zmienia się, staje się ostry i nieprzyjemny. Chociaż może komuś akurat ta jego ostrzejsza strona spodoba się bardziej. Ja zdecydowanie wolę, kiedy drzewu cedrowemu towarzyszy wanilia. Tak sobie myślę, że chyba spróbuję połączyć go przy najbliższym paleniu z czymś słodkim, z jakimś prawdziwym ulepkiem. 

A wy próbowaliście już Crackling wood fire? Z czym wam kojarzy się ten zapach? Koniecznie dajcie znać.