Czytając zachwyty dziewczyn nad matowymi szminkami Golden Rose, nie mogłam nie nabrać ochoty na wypróbowanie jednej z nich. Wybrałam odcień 10 - delikatny, naturalny róż.
Na ustach zmienia trochę kolor, dopasowuje się do naturalnego odcienia ust. Efekt matu jest raczej średni, są szminki, które są bardziej matowe. W przypadku tej kolorek trochę się jednak błyszczy. Trwałość jest naprawdę dobra. Jeśli nic nie jemy i nie pijemy, szminka utrzymuje się w nienaruszonym stanie przez ok. 4 godziny. Przy jedzeniu ściera się odrobinę, i wtedy już konieczna jest poprawka.
Szminka ma niestety tendencję do podkreślania suchych skórek. Zdarzyło mi się też kilka razy, że po jej nałożeniu usta mnie piekły i były ściągnięte, ale był to efekt ich niewystarczającego nawilżenia.
Tak prezentuje się na ustach w dziennym świetle.
Jest to jeden z niewielu kolorów, które naprawdę lubię nosić. Nie mam wrażenia, że wyglądam jak Joker i wszyscy się na mnie gapią. To taki bezpieczny kolor, a jeśli nałożymy pod nią bezbarwny balsam, nawet suche skórki nie będą tak bardzo widoczne.

