19 lipca 2017

391. Susan Anne Mason - Irlandzkie Łąki


Siostry O'Leary różnią się od siebie jak ogień woda. Colleenn, ulubienica ojca, stale wychwalana za swoją urodę, żyje w przekonaniu, że tylko tę jedną wartość posiada – jest piękna kobietą i potrafi to wykorzystać. Czerpie z życia ile się da. Uwielbia przyjęcia, nowe stroje i flirty. Innym płata „psikusy” nie dbając o to, że ich to rani. Idzie przez życie jak burza, niczego sobie nie odmawiając wiedząc, że nie spotka ją za to żadna kara. Kto w końcu będzie się gniewał na taką ślicznotkę?


Brianna to jej całkowite przeciwieństwo. Dziewczyna żyje w cieniu swojej siostry, całe życie zabiega o uwagę ojca. Boli ją, kiedy ten nie zwraca uwagi na to, co ona mówi, nie docenia jej inteligencji i traktuje jak przedmiot, który trzeba sprzedać najbogatszemu kawalerowi w okolicy. A Brianna ma całkiem inne plany na życie. Chciałaby pójść do college'u i tak jak jej ciotka zdobyć wykształcenie, nie być tylko ozdobą domu i męża. 


Irlandzkie Łąki” to książka o dążeniu do własnych marzeń i jednoczesnym spełnianiu oczekiwań innych. Siostry O'Leary są w naprawdę kiepskiej sytuacji. Stadnina ich ojca jest na skraju bankructwa, i ich ojciec może myśleć tylko o tym, by jak najlepiej – i jak najszybciej! - zarobić na małżeństwach swoich córek, bez względu na to, jaką one będą za to musiałby zapłacić cenę. Ścierają się tu dwa pokolenia – ojciec imigrant, dla którego zdobyty majątek i pozycja społeczna są najważniejsze, i młode dziewczyny, które chcą poznać świat i kochać tych, których wybrały ich serca, nie ojciec. Ciężkie do pogodzenia oczekiwania jednej i drugiej strony.

 Gdyby taka sytuacja zdarzyła się naprawdę, nie obeszłoby się od rozłamu rodziny. Oczywiście, w XXI wieku, w naszej kulturze, nikt nikomu małżeństw nie aranżuje. Ale przecież dla każdego z nas rodzice wymarzyli sobie przyszłość według własnych upodobań. Czasami zdarza się tak, że my, młode pokolenie, podążamy zupełnie inną drogą. Co jeśli rodzice nie potrafią się z tym pogodzić? Częsta sytuacja w momencie wyboru kierunku studiów. Rodzice chcieliby przekazać dzieciom swój zawód, zwłaszcza jeśli sami odnieśli zawodowy sukces i ich stanowisko wiąże się z dużym prestiżem. Rodziny lekarskie, prawnicze, wielkie biznesy rodzinne. Rodzice budują swoje małe imperia z myślą o tym, że przekażą to wszystko swoim dzieciom. A tu nagle okazuje się, że syn chce zostać kucharzem a córka pływaczką. I wojna gotowa. 


Irlandzkie Łąki” to typowy romans historyczny, jednak z bardzo ciekawą fabułą. Nie mogło więc być nieszczęśliwego zakończenia. Nawet ci bohaterowie, którzy ocierają się o śmierć, koniec końców wracają do zdrowia i wszystko odmienia się na lepsze. Jestem takim okropnym człowiekiem, że mało kiedy podobają mi się happy endy. To już muszę naprawdę bardzo mocno pokochać bohaterów, żeby życzyć im nudy i spokoju.

Książka okazała się przyjemną, typowo babską lekturą, idealną na ciepłą niedzielę i wylegiwanie się na plaży. Czytało się ją lekko i przyjemnie, bohaterów dało się lubić. Irytować mogły niektóre sytuacje, które trudno było zrozumieć z punktu widzenia dziewczyny urodzonej pod koniec a nie na początku XX wieku, ale autorka nie zrobiła ze swoich bohaterek bezwolnych ofiar, tylko rezolutne, odważne dziewczyny, które dawały sobie radę w każdej sytuacji, i to był już jakiś powiew współczesności. 
 


 

 


1 komentarz:

  1. Nie wiem czy dałabym radę przeczytać ją do końca ;)

    OdpowiedzUsuń

1. Nie toleruję wymieniania się obserwacjami. Jeśli mój blog Ci się podoba - zaobserwuj. Jeśli spodoba mi się Twój - zrobię to samo.
2. Komentarze zawierające tylko zaproszenia na blogi będą ignorowane. Na całą resztę na pewno odpowiem na Waszych blogach.